09.02.2019 23:32

LANY - "Malibu Nights" [RECENZJA]

A teraz wygodnie usiądźcie w fotelu, weźcie do ręki ulubiony trunek i odpalcie płytę grupy LANY. Czy melancholijna płyta amerykańskiej kapeli rozbuja słuchaczy, tak samo jak udany debiut?

LANY - "Malibu Nights" [RECENZJA]
foto: materiały prasowe

Zacznijmy od początku - LANY, czyli "Los Angeles New York", powstał w 2014 roku. Trzech muzyków tworzy romantyczne piosenki pełne ejtisowych syntezatorów i delikatnych dźwięków gitary. Kapela odniosła spory sukces za sprawą singla "ILYSB", który stał się radiowym hitem i ma na YouTubie ponad 9 milionów wyświetleń. Kawałek pojawił się na debiutanckiej płycie kapeli "LANY" w 2017, która melodyjnie opowiadała o różnych stanach miłości - nieodwzajemnionym uczuciu, miłości, która sprawia aż ból, jak również o przywiązaniu. LANY to piosenki o miłości, z którymi każdy może się utożsamiać.

Na sukces zespołu wpłynęła nie tylko dobrze wyprodukowana muzyka, ale również przystojny wokalista Paul Klein, który zawrócił w głowie niejednej dziewczynie. Straciła też dla niego głowę piosenkarka Dua Lipa. Para była ze sobą 5 miesięcy... dlaczego w ogóle o niej wspominam? Otóż słuchając drugiej płyty LANY "Malibu Nights" od razu można się domyślić, że wszystkie piosenki dotyczą właśnie byłej dziewczyny wokalisty. Na tym albumie Paul próbuje zrozumieć, dlaczego jego ukochana postanowiła z nim zerwać - nie jest to oczywiście pierwszy przypadek w historii muzyki, gdy nieszczęśliwy kochanek znajduje w muzyce ukojenie - pierwszym z brzegu przykładem może być Phil Collins, którego największe hity powstały, gdy miał złamane serce lub złamał je którejś ze swoich partnerek. Nie od dziś wiadomo, że cierpienie to najlepsza inspiracja, ale LANY idzie lepiej, gdy wokalista jednak nie torturuje siebie myślami o byłej.

LANY - "Malibu Nights" [RECENZJA]

"Malibu Nights" to przyjemny krążek, ale nie jest lepszy od debiutanckiego albumu. Nowa płyta jest bardzo osobista, ale momentami słuchacz zaczyna się nudzić, gdy słyszy o kolejnych rozmyśleniach samotnego faceta.

Melancholia to znak rozpoznawczy LANY, z jednej strony to właśnie ta cecha sprawia, że chętnie się słucha grupy wieczorem, gdy chcemy nieco zwolnić tempo. Z drugiej strony melancholia w nadmiernej ilości może powodować samobójcze myśli i tak jest w przypadku drugiej płyty LANY. Całe szczęście na płycie są ładne perełki, wyważone dynamiczne piosenki, które są romantyczne, ale niezbyt ckliwe, jak chociażby otwierający album "Thick and Thin", "If You See Her" czy "Let Me Know", przy którym można się po prostu rozpłynąć słuchając delikatnych, "rozmytych" dźwiękach gitary.

Niestety na płycie znajdziemy też piosenki, które wydają się pełnić funkcję terapeutyczną dla wokalisty, ale niekoniecznie brzmią interesująco dla niewtajemniczonego słuchacza - szczególnie "Run" jest niepotrzebnym utworem. Trzeba jednak przyznać, że LANY potrafi stworzyć utwory, które roztopią nawet najtwardsze serca. Końcowy utwór "Malibu Nights" to piosenka, przy której z tyłu głowy mam wszystkie najsmutniejsze sceny z filmów romantycznych, jakie tylko jestem sobie w stanie przypomnieć. Ładna piosenka, ale ile Paul może użalać się nad sobą? Na płycie "Malibu Nights" zajęło mu to aż 9 piosenek. Oby przy nagrywaniu kolejnej płyty miał więcej powodów do zadowolenia...

Chyba każda dziewczyna chciałaby, żeby jej chłopak kochał ją tak, jak wokalista LANY Dua Lipę. Jeśli ta płyta pomogła mu poradzić sobie z rozstaniem, to dobrze, że powstała. Jeśli jednak tak się nie stało, to mogłaby być, mówiąc kolokwialnie, "nieco weselsza".

W dzisiejszych czasach, gdy coraz mniej powstaje po prostu ładnych melodii i prostych tekstów, cieszy mnie fakt, że LANY potrafi stworzyć ujmujące utwory, których się dobrze słucha. Czy to mało? Dobrze mieć zespół, przy którym człowiek może przyjemnie się poczuć - właśnie za to kochają ich fani, którzy na pewno pojawią się na polskim koncercie LANY 20 lutego 2019 w warszawskim klubie Proxima. Warto na ten występ zabrać swoją drugą połówkę - słuchanie takiej romantycznej muzyki z kimś, kto cię uszczęśliwia jest czystą przyjemnością.

Ocena: 7/10

Tagi: #Recenzje