09.12.2014 12:00

The Smashing Pumpkins – Monuments To An Elegy

Choć głos Billego Corgana niezmiennie pozostaje jednym z najbardziej charakterystycznych w rockowym świecie, to jego muzyka wciąż ewoluuje.

The Smashing Pumpkins – Monuments To An Elegy
foto: materiały prasowe

Smashing Pumpkins to ikona alternatywnego rocka lat 90. Ich utwory królowały na liście Billboardu, a klipy zyskały miano kultowych na antenie MTV. Sukces pokrytych platyną płyt był jednak ściśle związany z sytuacjami tragicznymi – depresją oraz uzależnieniem od narkotyków. Niekwestionowany lider Powalających Dyń jakim jest Billy Corgan, żyć bez swojego zespołu jednak nie może. Wytrzymał bez niego tylko 5 lat, a od powrotu w 2005 roku nagrał już trzeci krążek, jednocześnie mając w planach kolejny w przyszłym roku.

Najświeższe nagrania Corgana wskazują na ciągłą muzyczną wędrówkę. Jego fani zostali zmuszeni do zapomnienia o mocnym, inspirowanym grungem i heavy metalem psychodelicznym brzmieniu. Choć Billy zapowiadał dominację gitar w swoich nowych kompozycjach, to na „Monuments to an Elegy” wszystkie instrumenty zostały równomiernie wyważone. Wokal pozostał oczywiście niezmienny i miłośnikom rocka nie trzeba go dokładniej przedstawiać. Więcej miejsca znalazło się natomiast dla klawiszy czy syntezatorów. Pomiędzy wszystkimi instrumentami panuje jednak skrzętnie zaplanowana harmonia.

Pośród dziewięciu kompozycji raptem w dwóch kawałkach można usłyszeć dźwięki zbliżone do twórczości z lat 90. („Tiberius” oraz „One and All”). Jak na Corgana przystało, muzyka musi być różnorodna – kiedyś oznaczało to dźwięki od akustycznego „Disarm” po hałaśliwe „Zero”. Najnowsze dzieło Smashing Pumpkins zdecydowanie bardziej zbliżone jest do granic popu oraz rocka. Singlowy „Being Beige” raczy nas ciepłym brzmieniem, a „Run2Me” otwiera elektroniczny beat. Po blisko 26 latach na scenie w muzyce Dyń znalazło się również więcej miejsca dla melodii („Drum + Fire” oraz „Dorian”). Po bardziej klasyczne brzmienie kwartetu z Chicago odsyłam natomiast do rzężących gitar w „One and All” czy soczystym riffie pośrodku utworu „Tiberius”. Na płycie wyróżnia się także z pewnością utwór „Anaise!”. Do jego oryginalności przyczyniła się marszowa perkusja Tommiego Lee z Motley Crue, metaliczne brzmienie basu oraz liczne elektroniczne pogłosy.

Utwory, które znalazły się na „Monuments to an Elegy” charakteryzują się również skróceniem czasu ich trwania. Tylko jeden utwór przekracza 4 minuty, co u Corgana jest zdecydowanie nowością. Niezaprzeczalnie zmienił się także klimat dominujący podczas słuchania Smashing Pumpkins. Liryki nadal oscylują wokół miłosnych wyznań lidera grupy, ale nie są już tak depresyjne i mroczne jak kiedyś.

Lider Smashing Pumpkins to postać kultowa, a wobec jego twórczości nie można przejść obojętnie. Tendencja Dyń po reaktywacji jest wznosząca, więc istnieje szansa, że Corgan jeszcze zaatakuje listy Billboardu. Tego mu życzę, gdyż wielką szkodą byłoby, gdyby najmłodsi fani rocka nie zawędrowali nigdy w rejony takich przebojów jak „Disarm”, „Zero” czy „Tonight, Tonight”.

Ocena: 3,5/5

Magda Słomka
Tagi: The Smashing Pumpkins Recenzje