04.01.2016 16:28

50 lat temu ukazał się debiut The Doors

Wpływ pierwszej płyty The Doors na muzykę rockową ciężko przecenić. Dziś mija 50 lat, odkąd świat zachwycił się geniuszem Jima Morrisona.

50 lat temu ukazał się debiut The Doors
foto: materiały prasowe

Debiutancki album The Doors ukazał się 4 stycznia 1967 roku. Zespół nagrał go w ciągu sierpniowego tygodnia w 1966 roku w studiu Sunset Sound. Szybki proces rejestracji - a także sukces całego krążka - zespół zwykł przypisywać solidnemu ograniu materiału. Przed przystąpieniem do nagrań, The Doors występował regularnie w kalifornijskim klubie Whisky a Go Go.

Płyta do dziś zajmuje wysokie miejsca w każdym liczącym się rankingu albumów wszech czasów. W 2012 roku zajęła 42. miejsce na liście magazynu „Rolling Stone”. Wraz z utworem „Light My Fire” zajmuje miejsce w Grammy Hall of Fame. Została również wpisana przez Bibliotekę Kongresu Stanów Zjednoczonych do Narodowego rejestru nagraniowego, katalogującego najwybitniejsze i najważniejsze rejestracje dźwiękowe USA.

Swoim debiutanckim krążkiem The Doors otworzyli - zgodnie z zaczerpniętym z książki Aldousa Huxleya szyldem - drzwi do percepcji milionom fanów na całym świecie. Dla wielu z nich do dziś stanowi on symbol wolności i dokument czasów, w których ludzie byli otwarci na psychodeliczne eksperymenty bardziej niż kiedykolwiek później. Najlepiej zapuśćcie sobie ten album, by przekonać się, czy choć odrobinę się postarzał przez te blisko pół wieku i dajcie nam się porwać w podróż w czasie.

Przebić się na drugą stronę

Ciężko wyobrazić sobie lepszy początek płyty niż pierwszy utwór z „The Doors”. Otwierające go słowa „wiesz, że dzień niweczy noc, noc oddziela dni” rozpoczęły nowy rozdział w historii rocka. Unikalne połączenie rytmiki bossa novy, bluesowego riffu i piszczących organów stanowiło coś autentycznie świeżego.

Dla niektórych niestety taka nowość była nie do przyjęcia. Wytwórnia płytowa ocenzurowała wers „she gets high”, kojarzący się z narkotykowym odlotem. Dopiero we wznowieniach z lat dziewięćdziesiątych słowa Morrisona wróciły na swoje miejsce, choć do dziś wiele stacji radiowych - a nawet iTunes - korzysta z ocenzurowanej wersji kawałka.

Utwór doczekał się teledysku w reżyserii Marka Abramsona. Przyjęło się uważać, że to jeden z pierwszych prawdziwych klipów muzycznych. Wytwórnia Elektra pragnęła przy jego pomocy zaoszczędzić zespołowi czasochłonnych i drogich tras promocyjnych.

„Break On Through (To the Other Side)” był często wykonywany przez zespół w programach telewizyjnych. Można do nich zaliczyć występ w programie The Clay Cole Show, Boss City oraz Shebang, gdzie The Doors zagrał go z playbacku na Nowy Rok w 1967 roku. Mimo to utworowi nie udało się przebić do mainstreamowej publiczności i nie odniósł jako singiel większych sukcesów.

Rozpal mój płomień

Aby ratować sytuację, Elektra zdecydowała się wykroić do promocji kolejny kawałek. Tym razem wybór wytwórni padł na „Light My Fire”, pierwszy utwór, jaki kiedykolwiek napisał Robby Krieger, zainspirowany twórczością Johna Coltrane'a. Słuchacze radiowi regularnie upominali się o ten kawałek, chociaż przez rozbudowaną partię improwizowaną trwał ponad siedem minut.

Na potrzeby radiowe producent Paul Rothchild przyciął kompozycję do niecałych trzech minut. W takiej formie utwór osiągnął błyskawiczny sukces, trafiając na pierwsze miejsce listy Billboard Hot 100. Dla wytwórni Elektra okazał się to pierwszy singiel, który rozszedł się w nakładzie ponad miliona egzemplarzy.

„Light My Fire” również wzbudzał kontrowersje rzekomo nawiązującym do narkotyków tekstem. Przed występem w programie Eda Sullivana, producent Bob Brecht poprosił Morrisona, by zamiast wersu „girl, we couldn't get much higher” zaśpiewał „girl, we couldn't get much better”. Wokalista pierwotnie się zgodził i podczas próby wykonał właśnie taką wersję, lecz w trakcie transmitowanego na żywo wykonania na antenie powrócił do swojej wersji. W efekcie Ed Sullivan nie podał mu ręki, gdy muzycy opuszczali scenę.

Jak często bywa w takich przypadkach, „Light My Fire” okazał się dla The Doors błogosławieństwem, ale jednocześnie sporym brzemieniem. Morrison miał do tego stopnia dość piszczących fanek, dla których liczył się tylko ten utwór i krzyczały jego tytuł przez całe koncerty, że postanowił go podczas niektórych wykonań uzupełnić o tzw. „wiersz cmentarny”. Padały w nim takie wersy jak: „Dziewczyna się upiła i martwego wydupczyła / Gdy ma głowa puste kazania prawiła”.

Piosenka o Alabamie

The Doors od samego początku przykładał dużą wagę do ideologii, proponując słuchaczom w swojej twórczości znacznie więcej niż tylko rock'n'rollowe nastawienie do życia. Jim Morrison uważał się przede wszystkim za poetę, o czym często się zapomina. Pozostali muzycy zespołu regularnie zwracali na to uwagę po jego śmierci, szczególnie po premierze filmu Olivera Stone'a.

O ambicjach wokalisty wiele mówił już cover utworu „Alabama Song (Whisky Bar)” skomponowanego oryginalnie przez Kurta Weila do wiersza Bertolta Brechta na potrzeby satyrycznej opery „Rozkwit i upadek miasta Mahagonny”. Morrison zmienił delikatnie tekst, pozbawiając go homoseksualnych podtekstów.

Utwór był w późniejszych latach coverowany przez wielu rockmanów, m.in. Davida Bowiego, który zachował w swojej wersji z 1980 roku zmiany w tekście dokonane przez Morrisona. Własne wersje „Alabama Song” przygotowali też m.in. The Young Gods, Marilyn Manson czy Kazik Staszewski.

Jakub Gańko
Tagi: Rock News The Doors