12.03.2016 17:23

61 lat temu urodził się Steve Harris

Basista i główny kompozytor materiału Iron Maiden obchodzi dziś 61. urodziny. Z tej okazji przypomnijmy sobie najciekawsze fakty z jego życia.

61 lat temu urodził się Steve Harris
foto: Notimex / The Grosby Group / East News

Steve Harris przyszedł na świat 12 marca 1956 roku w Leytonstone we wschodnim Londynie. Podczas gdy ojciec był na co dzień kierowcą ciężarówki, jego matka zajmowała się utrzymaniem domu i wychowaniem czwórki dzieci. Muzyk po latach przyznawał, że to właśnie trzy młodsze siostry były odpowiedzialne za zarażenie go pasją do muzyki.

Jego rodzeństwo zapraszało koleżanki i słuchało The Beatles czy duetu Simon and Garfunkel, a muzyk z czasem dostrzegł, że uwielbia muzykę i chciałby się nią zająć przez resztę życia. Tak zaczęła się jego przygoda z Influence (znanym później jako Gypsy's Kiss) oraz grupą Smiler. Po odejściu z tego ostatniego powołał do życia Iron Maiden...

Z okazji 61. urodzin Steve'a Harrisa życzymy mu oczywiście wszystkiego najlepszego, a dla Was przygotowaliśmy zestawienie ciekawostek związanych z jego osobą. Włączcie swoją ulubioną płytę Iron Maiden i zatopcie się w lekturze!

Iron Maiden - West Ham United 1:0

Zanim basista poświęcił się grze na gitarze, jego największą pasją był sport: piłka nożna, krykiet i tenis. Muzyk od najmłodszych lat kibicował drużynie West Ham United i marzył o karierze piłkarza. Rozgrywane z kolegami na ulicy mecze były pierwszą pasją, która go pochłonęła.

Prawdziwą rozgrywką, którą zobaczył po raz pierwszy na żywo, był pojedynek West Ham z Newcastle, zakończony wynikiem 4:3. Gdy po zwycięstwie Hammersów Harris został ich oddanym fanem, wzbudził gniew swojej rodziny - jego ojciec i dziadek kibicowali Leyton Orient.

Późniejszy muzyk regularnie grał w szkolnej drużynie, a w weekendy udzielał się w amatorskim klubie Beaumont Youth. Harris miał tam dobre towarzystwo - większość z występujących z nim zawodników skończyła później w profesjonalnych drużynach.

"

Miałem 12 albo 13 lat i występowałem niemal na każdej pozycji, poza środkowym pomocnikiem i bramkarzem, bo byłem za niski. Najczęściej obsadzano mnie na skrzydle, bo potrafiłem bardzo szybko biegać za piłką. Mieliśmy w Beaumont naprawdę zgraną paczkę. "

Wkrótce umiejętności młodego Harrisa dostrzegł łowca talentów, który zaproponował mu grę w ukochanym West Ham. Z początku wydawało mu się to spełnieniem marzeń, lecz gdy przekonał się na własnej skórze z iloma poświęceniami wiąże się profesjonalna kariera sportowa, ostatecznie z niej zrezygnował na rzecz muzyki.

Miłość do futbolu pozostała mu jednak na stałe. Kojarzone przez każdego fana Iron Maiden zawołanie „Up the Irons!” ma swój rodowód właśnie w drużynie West Ham United, której slogan brzmi „Up the Hammers!”. Muzycy zespołu przez lata kariery występowali też na boisku, a ich futbolowa pasja była szczególnie wyeksponowana w oprawie graficznej albumu „Virtual XI”.

virtualxi

Nie tylko bas

Pierwszą własną płytę muzyk kupił dopiero w wieku 14 lat - była to składanka przebojów reggae, m.in. duetu Dave and Ansel Collins i Judge'a Dreada. Dopiero później Harris odkrył Genesis i Jethro Tull, których albumy do dziś wymienia pośród ulubionych.

Kiedy postanowił ostatecznie, że poświęci się muzyce, gitara wcale nie była jego pierwszym wyborem. W pierwszej kolejności Harris marzył o zostaniu perkusistą. Szybko jednak uświadomił sobie, że nie ma warunków na głośne próby, a nawet rozstawienie instrumentu. Wówczas za namową kolegów zdecydował się na gitarę akustyczną, a zaraz potem: bas.

"

Ktoś mi podpowiedział, że powinienem najpierw spróbować akustyka. Nie znając zupełnie tematu, kupiłem go, nauczyłem się paru chwytów i zdałem sobie tylko sprawę, że te dwa instrumenty nie mają ze sobą nic wspólnego. Szybko go więc sprzedałem i za 40 funtów nabyłem podróbkę basu Fendera. To było to! "

Choć to ten instrument stał się później najważniejszym w karierze muzyka, a jego „galopujący” styl odcisnął piętno na niezliczonych instrumentalistach innych zespołów metalowych, nie należy zapominać o jego innych muzycznych umiejętnościach.

Harris regularnie gra na klawiszach na każdej płycie Iron Maiden od czasu „Virtual XI”. Już wcześniej eksperymentował z tym instrumentem: na „Somewhere in Time” używał syntezatora basowego, a na „Seventh Son of a Seventh Son” nadawał kompozycjom syntezatorowe tło. Muzyk odgrywa też znaczną rolę w miksowaniu i produkcji albumów swojego zespołu.

Co ciekawe, Harris przejawia również talent na polu filmowym. Od 1989 roku regularnie reżyseruje i montuje koncertowe nagrania zespołu. Gdy nie był zadowolony z produkcji DVD „Rock in Rio”, sam przejął stery i zmontował nową wersję. Jest też odpowiedzialny za reżyserię takich teledysków Iron Maiden jak „Infinite Dreams”, „Holy Smoke”, „Tailgunner” czy „Bring Your Daughter... to the Slaughter”.

Narodziny żelaznej dziewicy

Po względnym opanowaniu sztuki grania na basie, Harris dołączył do zespołu Influence. Pod tym szyldem kapela wystąpiła tylko raz, na lokalnym konkursie talentów. Choć grupa nie osiągnęła sukcesu, udało jej się nawiązać kilka istotnych znajomości. Wkrótce muzycy zmienili nazwę na Gypsy's Kiss i po zaledwie pięciu koncertach... rozwiązali zespół.

Kolejnym przystankiem w karierze Harrisa była grupa Smiler, gdzie miał okazję skomponować swoje pierwsze autorskie kompozycje, a także poznać Dennisa Wilcocka i Douga Sampsona. Kiedy pozostali muzycy odmówili wykonywania jego utworów - twierdząc, że są zbyt skomplikowane - basista opuścił szeregi zespołu, a wspomnianych muzyków zaprosił do własnego projektu.

Pamiętny dzień narodzin Iron Maiden miał miejsce 25 grudnia 1975 roku. Nazwę zespołu zainspirowało średniowieczne narzędzie tortur, które Harris zobaczył w filmie „Człowiek w żelaznej masce”. Przez kolejne lata przez grupę przewinęło się wielu muzyków, aby dopiero u progu lat 80. ukształtować pierwszy solidny skład z Dave'em Murrayem i Adrianem Smithem na gitarach oraz Paulem Di'Anno za mikrofonem.

Przez 36 lat od wydania debiutanckiego albumu Iron Maiden stał się jednym z największych zespołów w historii heavy metalu. Albumy „The Number of the Beast”, „Piece of Mind” i „Powerslave” na stałe zapisały się w annałach ciężkiego brzmienia, a wraz z „Somewhere in Time” i „Seventh Son of a Seventh Son” zdobyły po obu stronach Atlantyku wiele złotych i platynowych płyt.

Liczący 16 albumów studyjnych dorobek grupy Steve'a Harrisa sprzedał się na całym świecie w ponad 90 milionach egzemplarzy. Grupie nie zaszkodziły na dłuższą metę ani roszady personalne - w tym zmiana wokalisty po odejściu Bruce'a Dickinsona w latach 1994–1999 - ani upływający czas. Ostatni krążek zespołu, „The Book of Souls” z 2015 roku, podbił listy sprzedaży w 24 krajach.

Niewyczerpalne źródła inspiracji

Nie trzeba być oddanym fanem Iron Maiden, by zdawać sobie sprawę, jak rozległe są zainteresowania Steve'a Harrisa i jak zróżnicowane źródła inspiracji wykorzystuje w swoich tekstach. Utwory jego autorstwa co i rusz poruszają wątki zaczerpnięte z literatury, filmu, mitologii czy wydarzeń historycznych.

Paletę tych wpływów mogliśmy doskonale prześledzić choćby na płycie „Piece of Mind”. Otwierający ją utwór „Where Eagles Dare” to oczywisty hołd dla klasycznego filmu wojennego pod tym samym tytułem (w Polsce znanego jako „Tylko dla orłów”) z Clintem Eastwoodem i Richardem Burtonem w rolach głównych. Z kolei „Quest for Fire” nawiązuje do młodszej o 14 lat „Walki o ogień” Jean-Jacques'a Annauda.

Słynny „The Trooper” został zainspirowany poematem „The Charge of the Light Brigade” Alfreda Tennysona. Wyrazem literackiej pasji jest również „To Tame A Land”, który nawet miał się oryginalnie nazywać „Diuna”, lecz Frank Herbert - autor kultowego cyklu science fiction - nie wyraził na to zgody. Tego typu wpływy możemy znaleźć na każdym krążku Iron Maiden.

Za najbardziej osobiste dzieło Steve'a Harrisa uznaje się pierwszą płytę nagraną z Blaze'em Bayleyem, „The X Factor” z 1995 roku. Basista przechodził wówczas przez trudny okres w swoim życiu. Dwa lata wcześniej rozwiódł się z żoną, co odcisnęło piętno na mrocznym klimacie albumu, a także bardziej egzystencjalnych niż zwykle, pesymistycznych tekstach. Nawet wtedy nie zabrakło jednak odwołań do filmów („Czas apokalipsy”, „Upadek”) oraz książek („Władca much”, „Imię róży”).

Rockowa rodzina

Jak widać muzyczne zainteresowania w rodzinie Harrisów to sprawa rodzinna. Najstarszy syn Steve'a, George, jest gitarzystą zespołu The Raven Age, a jego córka Kerry pomagała przy realizacji płyt Iron Maiden jako asystent producenta. Najgłośniej jednak było swego czasu o jej starszej siostrze, Lauren.

Wokalistka rozpoczęła na dobre karierę solową i supportowała grupę ojca na trasach w latach 2006 i 2008. Polscy fani Ironów mieli okazję ją zobaczyć na własne oczy 7 sierpnia 2008 roku, kiedy Żelazna Dziewica wystąpiła na warszawskim Stadionie Gwardii w ramach wspominkowej trasy Somewhere Back in Time Tour.

W 2008 roku wydała debiutancki krążek zatytułowany „Calm Before the Storm”, na którym gościnnie zagrał na basie Steve Harris. Na płycie udzielał się również gitarzysta Richie Faulkner, który w 2011 roku dołączył do Judas Priest w zastępstwie za K. K. Downinga.

W kolejnych latach Lauren Harris powołała do życia formację Six Hour Sundown, a obecnie udziela się w zespole Kingdom of I. Jak wokalistka sprawdzała się na scenie zobaczycie poniżej:

Solowo, ale z zespołem

We wrześniu 2012 roku Steve Harris wydał pierwszy solowy album zatytułowany „British Lion”. Tak naprawdę jednak należałoby go rozpatrywać bardziej w ramach projektu pobocznego niż zupełnie solowego wydawnictwa. Basista zebrał po prostu nowy zespół, wcale nie stanął też za mikrofonem - wyręczył go w tym Richard Taylor.
 
Jak przekonywał w wywiadach, początków tego projektu należałoby upatrywać jeszcze we wczesnych latach 90., kiedy to Harris wspomagał zespół British Lion w nagraniu debiutanckiej płyty. Choć miał bardzo dobre zdanie o tym materiale, do ukończenia prac nigdy nie doszło, ponieważ grupa w międzyczasie się rozwiązała. Muzyk utrzymał jednak kontakt z wokalistą i jak się okazało niemal 20 lat później, opłaciło się.

Nowy, przygotowany po latach materiał utrzymany był w klimatach rocka lat 70. i miał niewiele wspólnego z metalem. Harris pragnął wypróbować na nim nowe techniki, na które nie byłoby miejsca w Iron Maiden i sam dedykował swoje dzieło przede wszystkim miłośnikom takich brytyjskich brzmień jak The Who czy UFO.

Czego życzycie dziś Steve'owi Harrisowi?

Jakub Gańko
Tagi: Rock News Iron Maiden Steve Harris