Album roku, gotyckie kombinacje i polska siła metalu, czyli najlepsze płyty lutego 2021

06.03.2021 20:23
Podsłuchane w Antyradiu Fot. Antyradio.pl

Płyta roku odhaczona już w lutym? Być może. Trudno przewidzieć, jakie dźwięki przyniesie nam jeszcze 2021 rok, ale przebicie jednej z lutowych premier nie będzie łatwe.

Luty był dla mnie muzycznie bardzo ciekawym miesiącem. W jego połowie zupełnie odpłynęłam ze świata ciężkich brzmień i zanurzyłam się w nowościach, których mianem ciężkich brzmień określić nie można. Kolejny raz udowodniłam sobie samej, że na gatunki zamykać się nie warto, a te uzupełniają się wzajemnie i jest to jedna z najciekawszych opcji, jaką serwuje nam muzyka. Więc jak Ciocia Dobra Rada radzę, włączcie czasem coś nowego, otwórzcie uszy. 

Najlepsze płyty rockowe i metalowe: luty 2021

Ale obiecałam rock i metal, to macie. A luty przyniósł nam tak dużo dobrego, że wow. Jest w czym wybierać.

Furia - w Śnialni

Furia jest w przedziwnym miejscu w swojej karierze. Coraz trudniej ten zespół klasyfikować już nie tylko jako black metal, ale stricte muzykę w ogóle. Porównania płyty do słuchowiska są zrozumiałe przez jej budowę, monologi, wykrzyknienia, efekty akustyczne. Jednak materiał jest o wiele bardziej złożony, niż twory radiowe, do których jesteśmy przyzwyczajeni. Po kolejnym przesłuchaniu "w Śnialni" stwierdziłam, że poszłabym z porównaniami o krok dalej niż teatr czy słuchowisko właśnie.

Odwiedziłam ostatnio kilka wystaw w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim. Jedną z prac był wideo-art Wojciecha Bąkowskiego "Robienie nowych światów". Kolaż dźwięków, animacji, fragnemtów nagrań, który obejrzałam z przejęciem od początku do końca, uświadomił mi, że nowa płyta Furii bez cienia wątpliwości mogłaby znaleźć się w ekspozycji tuż obok tego dzieła. Tak, widzę tę płytę w galerii sztuki, totalnie. Biała ściana, na niej kolorowa okładka, krzesło, słuchawki i 30 minut w świecie Furii. Bo to materiał, który zasługuje na pełną uwagę, skupienie i Wasz czas. Dajcie mu szansę, nawet jeśli nie rozumiecie, o co tu chodzi i na początku "w Śnialni" wyda się Wam zlepkiem przypadkowych dźwięków i słów grafomana. Być może tak już zostanie, ale szkoda by było nie mieć okazji wyrobić sobie o tym materiale własnego zdania.

Nie sądzę, że komukolwiek uda się nagrać w tym roku coś, co zrobi na mnie większe wrażenie. Apokalipsa już trwa. Weselmy się!

Cult of Luna - The Raging River & Dopelord - Reality Dagger

O lutowych epkach słów kilka. "A Dawn to Fear" grupy Cult of Luna z 2019 roku to jedna z najlepszych płyt, jakie ukazały się dwa lata temu. Dlatego na nowy materiał formacji czekałam zacierając rączki, jak muchy przed wskoczeniem Wam na ulubioną kanapkę. I nie zawiodłam się. "The Raging River" to przedłużenie poprzedniego albumu, płyta, która oddycha, rysuje przed nami mroczną przestrzeń, mimo swojego ciężaru i hałasu trochę uspokaja, usypia. Doskonałym posunięciem zespołu było umieszczenie na epce ballady "Inside of a Dream" z Markiem Laneganem na wokalu. Utwór zupełnie nie pasuje do reszty kawałków, uwiera, odstaje. Ale to właśnie on resetuje słuchacza, usypia czujność przed kolejnymi kawałkami, które przez kontrast z delikatnym śpiewem  Lanegana wybrzmiewają w głowie jeszcze mocniej i wyraźniej.

Polecamy

Odwrotna sytuacja miała miejsce z grupą Dopelord. Jest to mój ulubiony zespół doom/stoner metalowy, jaki aktualnie istnieje na rynku. Jednak ich ostatni materiał, mimo świetnych recenzji - do mnie nie trafił. Po przesłuchaniu płyty kilka razy po premierze więcej do niej nie wróciłam. Do epki "Reality Dagger" natomiast będę wracać na pewno. To materiał ociężały, psychodeliczny, ale jednocześnie bardzo chwytliwy, niezwykle melodyjny i zapadający w pamięć. Cieszy mnie, że w produkcji postawiono wyciągnąć zza ciężkich riffów wokale, które prowadzą ze sobą przejmujący dialog. I chociaż na epce znalazły się tylko trzy kawałki, a muzyka wpisuje się w klimat, który znamy z poprzednich wydawnictw zespołu, kilka rozwiązań Dopelord może Was zaskoczyć.

Harakiri for the Sky - Maare

Harakiri for the Sky to post metal, na który nie zasłużyliśmy. Wyczekiwana płyta "Maare" to świetny materiał, któremu nie brakuje zarówno podręcznikowej precyzji, jak i klimatu i emocji. Aranżacje utworów wyciągają z pomieszania gatunków, wszystko, co w każdym z nich najlepsze. Hardcore'owa energia miesza się z chłodem metalu i rockową dbałością o melodię. Wszystko to uzupełniają partie fortepianowe, które pociągają w słuchaczu za zupełnie inne sznurki, niż cała reszta użytej palety dźwięków. To płyta na wskroś smutna, romantyczna i przejmująca. Dla fanów Alcest lektura obowiązkowa.

Lake Of Tears - Ominous

Moja słabość do niskich głosów i dźwięków zaprowadziła mnie w minionym miesiącu w objęcia grupy Lake Of Tears. Płyta "Ominous" to jeden z tych materiałów, który zaspokaja moją muzyczną potrzebę zaznania kojących, jednak nadal mrocznych melodii pełnych terkoczącego basu. To ten poziom gotyckiego grania, który nie tylko akceptuję, ale uwielbiam. Na nowym albumie Lake Of Tears dużo się dzieje. Gitarowe, ciężkie, bogate utwory przeplatają się tutaj z elektroniką, post-punkiem, a nawet nawiązaniami do Davida Bowiego czy Pink Floyd. Jest klimatycznie, ponuro i depresyjnie, czyli tak jak lubię najbardziej. 

Sunnata - Burning in Heaven, Melting on Earth

A uszom ich ukazał się bas. Jeśli miałabym podać niezawodny przepis na to, jak sprawić, żebym przesłuchała całą płytę danego wykonawcy - proszę oto jest. Utwór "Crows", a w zasadzie już pierwsze jego kilkanaście sekund, dało mi pewność, że "Burning in Heaven, Melting on Earth" będzie kolejnym krążkiem Sunnaty, z którym nie rozstanę się przez długi czas. Jest w tym krążku coś dalekiego, nieuchwytnego, duchowego. Są tu popowe rozwiązania ("A Milion Lives"), ale też inspiracje grunge'owymi klimatami ("Black Serpent"), które usłyszą na pewno fani Alice in Chains. Jest też głębia i ciężkość, której szukają w muzyce słuchacze stoner rocka i doomu. Szamani z Sunnaty zaskoczyli mnie tą różnorodnością, ale kupuje ich nowe dziecko z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Bonus

Kiedy zaczynałam serię tekstów o płytach miesiąca, postanowiłam dodawać do niej także akapit z najlepszym koncertem, na jaki udało mi się pójść w tym czasie. Niestety od roku słuchanie muzyki na żywo jest bardzo utrudnione, ale nie ma tego złego. Więcej czytam. I to właśnie książkę mam dzisiaj do polecenia. Muzyczną, a jakże. Jeśli interesuje Was historia polskich brzmień, a szczególnie okres zaraz przed i po transformacji - zerknijcie na moją recenzję "Dzikiej rzeczy" Rafała Księżyka.

Polecamy
Joanna Chojnacka
Joanna Chojnacka Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.