08.07.2016 08:10

Basista AC/DC zapowiedział odejście z zespołu

Skład australijskiego zespołu zaczyna się stopniowo wykruszać niebezpiecznie zwiastując koniec AC/DC. Grupa na szczęście wciąż istnieje, ale będzie musiała sobie poradzić bez Cliffa Williamsa w szeregach.

Basista AC/DC zapowiedział odejście z zespołu
foto: kadr z wideo

Basista, który grał z kapelą od 1977 roku zapowiedział, że ma zamiar zejść ze sceny. Może zatem istnieje nadzieja na to, że będzie grać na kolejnych płytach zespołu? Tę ewentualność też trzeba wykluczyć, gdyż Cliff Williams wyznał, że po zakończeniu trwającej trasy chce w pełni udać się na muzyczną emeryturę.

"

To coś czym zajmowałem się od 40 lat, ale po tej trasie wycofuję się z koncertowania i nagrywania. Strata Malcolma, sprawa z Philem, a teraz Brianem. Czuję w głębi, że to właściwy ruch. Kiedy się zaczyna, to ma się nadzieję na sukces. Pracujesz na to, ale nigdy nie wiesz czy się uda. To wszystko było takie surrealistyczne. "

Muzykowi zdecydowanie udało się odnieść sukces w AC/DC. Po raz pierwszy mogliśmy go usłyszeć na płycie „Powerage” i tak to trwało aż do dziś, co oznacza, że Cliff Williams przyczynił się do największych sukcesów formacji, czyli krążków „Highway to Hell” i „Back in Black”.

Zaledwie 6 lipca 2016, kapela opublikowała wideo, w którym basista wypowiedział się o swojej 40-letniej przygodzie w szeregach grupy:

"

AC/DC to... no wiecie... nie wiem co innego mógłbym chcieć robić. Kocham muzykę i kocham grać z zespołem, jestem tym wypełniony. Moja rola w sekcji rytmicznej to danie fundamentu i bycie silnikiem, a także wspieranie gitar. Moja pierwsza płyta z kapelą, to był album „Powerage”. To był rok 1977, a wszystko było nowe i świeże. Ci ludzie, nie znałem ich, do tego Australia, kiedy sam pochodzę z Londynu. Jednak wszystko do siebie pasowało. Kiedy do nich dołączyłem byli bardzo popularni w Australii, niezwykle szybko wspięli się na szczyt. Zagrali kilka razy w Europie, ale nasza trasa była skromna. Graliśmy małe koncerty z niewielką ilością sprzętu, jeździliśmy małym vanem. Przez lata to się zmieniło. Nie mogę powiedzieć, że nie było w tym zabawy, bo była cała masa. "

Całej wypowiedzi basisty możecie posłuchać poniżej:

Ostatnie lata nie należą do najszczęśliwszych w historii AC/DC. W 2014 roku zespół opuścił Malcolm Young z powodu udaru mózgu, który doprowadził do demencji. Kolejnym nieszczęściem były kłopoty natury prawnej w przypadku Phila Rudda. Perkusista został oskarżony o grożenie śmiercią i posiadanie narkotyków i ostatecznie spotkał się z wyrokiem, choć największą karą dla niego było wykluczenie z AC/DC.

W ostatnim czasie szeregi kapeli opuścił też Brian Johnson ze względu na postępującą utratę słuchu. W oficjalnym oświadczeniu artysta wyznał, że dalsze występowanie może poskutkować całkowitą jego utratą. Wokalista nie chciał przynieść wstydu AC/DC, bo pogarszający się stan jego zdrowia zaczął wpływać na poziom koncertów, jednak obecnie Brian Johnson zaczyna dochodzić do siebie. Za mikrofonem zastąpił go Axl Rose.

Myślicie, że to początek końca dla AC/DC? 

Robert Skowronski
Tagi: #AcDc #Rock News