14.11.2015 15:57

Bezpieczeństwo na koncertach. Czy jest się czego obawiać?

22 maja 2017 doszło do ataku po koncercie Ariany Grande w Manchesterze. Natomiast 13 listopada 2015 roku doszło do zamachu na koncercie zespołu rockowego pochłonął najwięcej ofiar. Czy wybierając się na imprezę do klubu powinniśmy obawiać się o swoje bezpieczeństwo?

Bezpieczeństwo na koncertach. Czy jest się czego obawiać?
foto: belgraded.com, CC BY 2.0

Seria zamachów terrorystycznych wstrząsnęła Paryżem 13 listopada 2015 roku. Jeden z nich miał miejsce w klubie, w którym odbywał się koncert grupy Eagles Of Death Metal - zginęło tam ponad 100 osób.

Piątek trzynastego po raz kolejny zapisał się w historii Francji jako feralny dzień – to właśnie tego dnia w 1307 roku król Filip IV Piękny nakazał aresztować członków zakonu templariuszy, za co został przeklęty przez Wielkiego Mistrza zakonu. Istnieje pogląd, że właśnie to wydarzenie sprawiło, że piątek wypadający w 13. dzień miesiąca jest pechowy.

Dyskusje mające na celu wytłumaczenie, co sprawiło że doszło do tak wielkiej tragedii z pewnością będą trwały długo. Możemy się spodziewać, że na nowo z pełną siłą odżyją rozmowy dotyczące problemu uchodźców – jedni będą twierdzić, że winę za zamachy ponoszą religijni ekstremiści z tak zwanego Państwa Islamskiego, drudzy że muzułmanie jako ogół, a jeszcze inni będą dopatrywać się spisków na szczytach władzy.

My jednak chcielibyśmy się skupić na innym aspekcie tej masakry – ataków było kilka, ale to właśnie ten, którego tłem był koncert rockowy pochłonął najwięcej ofiar. Skłania to do zastanowienia się nad problemem bezpieczeństwa na imprezach kulturalnych – zwłaszcza, że nie był to pierwszy przypadek, kiedy fani muzyki tracili życie podczas występów swoich idoli.

Pożar, panika i potęga przyrody

Dużo ludzi zgromadzonych na małej przestrzeni, z której trudno się w krótkim czasie wydostać sprawia, że nawet jeden nieodpowiedzialny uczynek może skończyć się tragedią – zwłaszcza, gdy organizator nie przestrzega obowiązujących zasad bezpieczeństwa. Atak grupowej paniki jest jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogą przytrafić się na imprezie. Tak właśnie stało się 30 października 2015 roku podczas koncertu zespołu Goodbye To Gravity w klubie Colectiv w Bukareszcie.

W trakcie koncertu zostały odpalone fajerwerki, od których zapaliły się elementy elewacji. Zgromadzeni w klubie ludzie wpadli w panikę i zaczęli tratować się nawzajem, gorączkowo starając się wydostać lokalu – niestety otwarte były tylko jedne, wąskie drzwi. Wielu z nich doznało rozległych poparzeń – w ich wyniku zmarło czterech muzyków grupy (gitarzyści Vlad Telea i Mihai Alexandru, perkusista Bogdan Lavinius oraz basista Alex Pascu). Łącznie na skutek oparzeń lub stratowania zginęło 55 osób.

Podobna sytuacja, choć na mniejszą skalę wydarzyła się w Polsce. 24 listopada 1994 roku w hali widowiskowej Stoczni Gdańskiej odbywała się impreza muzyczna – występował zespół Golden Life, a po koncercie zaplanowano wręczenie nagród MTV. W pewnym momencie zauważono ogień na drewnianej trybunie w głębi sali, który początkowo został zlekceważony – zgromadzeni w hali uznali, że jest to efekt świetlny.

Ogień szybko zaczął się rozprzestrzeniać, co spowodowało panikę wśród uczestników imprezy – wszyscy chcieli jak najszybciej wydostać się z hali, jednak otwarte były tylko jedne drzwi. Na miejscu zginęły dwie osoby, a kolejnych pięć zmarło po przewiezieniu do szpitala. Około 300 osób odniosło obrażenia – niektórzy zostali poparzeni, po innych deptali spanikowani ludzie.

Zespół Golden Life w hołdzie ofiarom tragedii nagrał utwór „24.11.1994”. W miejscu, w którym wcześniej stała hala postawiono pomnik, na którym znajduje się fragment tego utworu – „Życie choć piękne, tak kruche jest”.

Atak masowej paniki był również przyczyną tragedii na festiwalu Love Parade 24 lipca 2010 roku w Duisburgu. Do jedynego wejścia na teren imprezy prowadził lokalny tunel drogowy, który znajdował się przed starym dworcem kolejowym. Ze względu na panujący na placu przed główną sceną ścisk w pewnym momencie duża grupa uczestników koncertu postanowiła opuścić jego teren. Z drugiej strony tunelu inni chcieli się dostać na festiwal.

Zgromadzeni w ogromnym ścisku w tunelu fani muzyki elektronicznej wpadli w popłoch i za wszelką cenę próbowali się z niego wydostać, tratując innych. Na imprezie, na której bawiło się łącznie prawie półtora miliona ludzi w wyniku stratowania zginęło 21 osób, a ponad 500 zostało rannych. Ilość chętnych do uczestniczenia w koncertach przerosła oczekiwania organizatorów, którzy zadecydowali, że Love Parade już więcej się nie odbędzie.

Bywają takie sytuacje, w których winę za tragedię ponoszą siły przyrody. Tak właśnie się stało w 2011 roku podczas festiwalu Pukkelpop w Belgii. 19 sierpnia przez teren imprezy przeszła gwałtowna burza, która spowodowała zniszczenie dwóch scen. Jedna z nich przewróciła się na widownię, co poskutkowało śmiercią 5 osób i ranami u 71 uczestników koncertu.

Broń i śmiertelne pobicie na koncercie

Wymienione wyżej sytuacje nie są jedynymi, z powodu których dochodzi do śmierci na koncertach - zdarza się, że ludzie giną od strzałów lub na skutek pobicia. 8 grudnia 2004 roku w trakcie występu grupy Damageplan chory psychicznie fan zastrzelił gitarzystę Darrella Abbota (znanego z Pantery jako Dimebag). Razem z muzykiem zginął również ochroniarz, jeden z pracowników klubu oraz sam zamachowiec - został zastrzelony przez policjanta.

W styczniu 2010 roku ukazał się album „Getcha Pull!: A Tribute To Dimebag Darrell” poświęcony tragicznie zmarłemu muzykowi. W nagraniach wzięli udział między innymi Zakk Wylde, Machine Head oraz Avenged Sevenfold.

foto: materiały prasowe

W 2006 roku doszło do tragicznego w skutkach pobicia podczas koncertu Korna w Atlancie. Ofiara, Andrew Richardson, udał się na występ wraz ze swoją ciężarną dziewczyną i upośledzonym dzieckiem. W pewnym momencie ktoś zaczął rzucać pod ich adresem obelgi. Gdy mężczyzna zareagował, został uderzony w głowę przez 24-letniego Michaela Johna Axleya. Po upadku nie odzyskał przytomności.

Michał Miernik
Tagi: Rock News