03.09.2016 11:37

Bill Ward: Nieszczerość to prawdziwy koniec Black Sabbath

Dawny perkusista grupy Tony'ego Iommiego odpowiedział na ostatnie słowa Ozzy'ego Osbourne'a. Kolejny raz widzimy zupełnie odmienne podejścia do tematu...

Bill Ward: Nieszczerość to prawdziwy koniec Black Sabbath
foto: kadr z wideo

Trochę przykro patrzeć, jak zapisuje się w historii metalu ostatni rozdział dotyczący jednej z jego najważniejszych, pionierskich grup. Oprócz pożegnalnych koncertów czy płyty „13”, które skądinąd bardzo zgrabnie wieńczą wieloletnią karierę Black Sabbath, w dalszym ciągu obserwujemy słowne przepychanki perkusisty z resztą muzyków, którzy w ostatnich latach ewidentnie nie mogą się ze sobą dogadać.

Można było się spodziewać, że kiedy Ozzy Osbourne kolejny raz wyrazi żal z powodu braku perkusisty na trasie „The End”, dojdzie do kolejnej wymiany zdań. I faktycznie - gdy tylko wokalista wspomniał o rzekomych licznych telefonach do dawnego kolegi, na jego odpowiedź nie musieliśmy długo czekać...

Jak wyznał Ward w swoim obszernym oświadczeniu na Facebooku... żadnych telefonów wcale nie było.

"

Ozzy się do mnie nigdy nie odezwał od 26/27 stycznia 2012 roku, gdy rzeczywiście zadzwonił zapytać, kiedy pojawię się w Wielkiej Brytanii i dołączę do niego na próbach przed „13”. Od tamtego czasu nigdy nie doszło między nami do kontaktu. "

Ciekawe... A przecież wokalista zarzekał się, że ciągle wydzwania do perkusisty - i musi wysłuchiwać, jak ten za każdym razem ma o coś do niego pretensje. W kwestii smutku spowodowanego faktem, że Ward nie dołączy do dawnych kolegów w ramach choćby ostatniego koncertu pożegnalnej trasy, muzyk też ma sporo do powiedzenia.

"

Ozzy powinien zastanowić się nad tym, co mnie powstrzymało przed powrotem. Nie mogłem podpisać kontraktu, który mi zaproponowano: retoryka, którą przyjął Black Sabbath w 2012-2013 roku, krytykowała mnie, potępiała i była pełna nieszczerych ocen mojej osoby, włączając w to moje rzekome problemy zdrowotne. Gdybym go wtedy podpisał, zapewne nie byłoby mowy o kiepskiej formie czy innych ocenach mojego charakteru. "

Wszyscy pamiętamy, gdy Ozzy faktycznie nieprzychylnie komentował stan zdrowia Billa Warda, co już wtedy doprowadziło do ostrej wymiany zdań między muzykami. Odnośnie samej nieobecności perkusisty na ostatnim koncercie, też ma on do przypomnienia pewien istotny fakt...

"

Tak tylko przypominam, że we wrześniu 2015 roku zapytaliśmy przedstawiciela Sabbathów, czy byłaby szansa na ponowny występ z zespołem. Odpowiedział mi po prostu „nie”. Ciężko do kogoś wrócić, jeśli usłyszało się „nie”. "

Bill Ward jednocześnie zwrócił się do wszystkich fanów Black Sabbath na świecie, wyrażając im, jak bolesna jest dla niego obecna sytuacja i fakt, że nie mógł ani zagrać na ostatniej płycie, ani wystąpić na koncertach trasy „The End”. Wszystko zrzuca jednak na arogancję i samolubność pozostałych muzyków oryginalnego składu. Jego zdaniem to nieszczerość i nielojalność wieńczą karierę jego zespołu.

Czyją stronę trzymacie w tym sporze?

Jakub Gańko
Tagi: Rock News Black Sabbath Bill Ward