18.11.2014 14:05

Blaze Bayley: To nie moja wina, że Dickinson odszedł

Były wokalista Iron Maiden poczuł, że musi wytłumaczyć, jak to naprawdę było 20 lat temu. Nigdy nie pojął tej nienawiści wielu fanów do niego.

Blaze Bayley: To nie moja wina, że Dickinson odszedł
foto: Rodrigo Menezes, CC BY-SA 3.0

Blaze Bayley dał się naciągnąć kanadyjskiemu dziennikarzowi Mitchowi Lafonowi na wspomnienia z lat 1994-1999, kiedy był członkiem Iron Maiden. Podczas rozmowy podkreślał, że niesłusznie zwala się na niego winę za odejście Bruce’a Dickinsona.

Poprzedni wokalista chciał poświęcić się karierze solowej. W 1993 roku zgodził się jeszcze ruszyć z kapelą w ostatnią trasę „The Real Live”. Zaraz po niej muzycy zaczęli szukać kogoś nowego. I znaleźli Bayleya.

"

Prowadzili przesłuchania, przesłuchiwali między innymi mnie. Musiałem nauczyć się tych samych piosenek co inni. I byłem bardzo, bardzo szczęśliwy, że wybrali mnie. Nie wiem dlaczego; mój głos bardzo różni się od Bruce’a. Może to właśnie dlatego. Byłem kimś innym, który mógł coś dać starym piosenkom. "

Nowa rozdział Żelaznej Dziewicy

Wokalista dla nowego zespołu zarzucił swój poprzedni projekt, Wolfsbane. Fanom Iron Maiden jednak bardzo brakowało Dickinsona.

"

Kiedy dołączyłem do zespołu, dużo ludzi miało żal i nienawidziło mnie. Obwiniali mnie za odejście Bruce’a. To jak klasyczny problem z dziewczyną, kiedy obwiniasz przyjaciela za jej odejście. Wielu ludzi nie chciało mnie słuchać. "

Mimo tej nienawiści spędził w kapeli 5 lat i nagrał 2 studyjne albumy. Na pewno pomogła mu w tym początkowa przychylność muzyków.

"

Kiedy zaczynaliśmy, Steve Harris powiedział mi „Nie mamy nic na płytę. Wszystko napiszemy razem. Nieważne, kto pisze piosenki, kto pisze muzykę, muszą być świetne”. I tak zaczęliśmy. Mogłem przedstawiać tyle pomysłów, ile chciałem. Każdy tak robił. Chyba 6 pomysłów znalazło się na albumie, kilka na stronie B. Poszło naprawdę dobrze. Jestem dumny z tamtej muzyki. "

Starzy członkowie zespołu nie zaczęli się martwić, gdy po premierze „The X Factor” w 1995 roku, zaczęły do nich spływać złe recenzje?

"

W ogóle nie było paniki. Było tylko „Będziemy po prostu robić to, co robimy”. (...) Nie czuliśmy żadnej presji. "

Trzy lata później Blaze Bayley zaśpiewał jeszcze na jednej płycie – na „Virtual XI”. A potem zdarzyło się coś, czego się nie spodziewał. Na początku 1999 roku koledzy podziękowali mu za współpracę.

"

Totalnie mnie to zszokowało. Miałem pomysły na 3. album – jakieś melodie i słowa. Miałem coś, nad czym chciałem pracować ze Stevem. (...) Byłem głupi, myślałem sobie „To wszystko zmieni. Kiedy fani to usłyszą, zrozumieją, dlaczego tam śpiewam, że to jest naprawdę dobre”. Nie dostałem tej szansy. "

Z Bayleyem naprawdę było aż tak źle? Przypomnijcie sobie „Man of the Edge” z „The X Factor”.

Życie po Iron Maiden

Cóż mógł zrobić wyrzucony wokalista? Był wkurzony – to oczywiste. Założył własny zespół Blaze i już rok później wydał krążek „Silicon Messiah” z niewykorzystanymi przez Iron Maiden motywami. Po latach przyznał się, że nie było to łatwe.

"

Było mi wtedy bardzo smutno. Według mnie Iron Maiden musiał istnieć. Świat jest lepszy, jeśli jest Iron Maiden, przemysł muzyczny jest lepszy. Myślałem, że będę jego częścią. (...) Czasami trzeba podjąć trudną decyzję i oni to zrobili. Nie mam do nich pretensji, ale to był szok. Zajęło mi trochę czasu, by się z tego wykaraskać. "

Mimo wszystko się udało i Bayley wydał jeszcze 5 studyjnych płyt firmowanych swoim nazwiskiem. Ostatnia, „The King of Metal”, ukazała się w marcu 2012 roku. W październiku 2013 roku uraczył nas jeszcze składanką „Soundtracks of My Life” z 30 najważniejszymi utworami z 30 lat jego kariery.

Urszula Drabińska
Tagi: Rock News Iron Maiden Blaze Bayley