14.01.2016 18:21

Co jeszcze mógł zrobić David Bowie?

Ziggy Stardust opuścił nas w wieku 69 lat. Zostawił po sobie ogromną dyskografię i multum innych projektów. Co mogliśmy jeszcze od niego dostać, gdyby pożył kilka lat dłużej?

Co jeszcze mógł zrobić David Bowie?
foto: Splash News / East News

David Bowie wiedział o swojej chorobie na półtora roku przed śmiercią. Zdawał sobie sprawę, że jego stan nie pozostawia dużych nadziei, a dziś wyraźnie widać, że miał szczegółowy plan działania co do swojej artystycznej działalności w ostatnich miesiącach życia.

Jak przekonują niemal wszyscy, którzy mieli przyjemność z nim współpracować w tym okresie, wokalista wcale się nie poddał, ani nie zwolnił tempa prac. Pod koniec życia pracował w pocie czoła nad swoim muzycznym epitafium. Potrafił spędzać po pięć godzin w studiu nagraniowym, a potem jeszcze udawać się na przesłuchania do sztuki „Lazarus”.

„Możemy być bohaterami przez jeden dzień” - śpiewał w jednej ze swoich najbardziej znanych piosenek. Co się mogło jeszcze wydarzyć, gdyby David Bowie pozostał naszym żywym bohaterem o jeden dzień dłużej?

Następca „Blackstar”

Z dzisiejszej perspektywy wydaje się, że „Blackstar” to świadome pożegnanie artysty z życiem. Jak to ujął jeden z recenzentów, Bowie zamienił wyrok lekarza na przepustkę do absolutnej artystycznej wolności i pożegnał się nieszablonowym, zupełnie niekomercyjnym albumem, który można spokojnie postawić pośród jego najbardziej udanych i ambitnych dzieł.

Wraz ze śmiercią Bowiego zupełnie nowej wymowy nabrał choćby utwór „Lazarus” i towarzyszący mu teledysk. Inaczej słucha się też „I Can't Give Everything Away”, w którym historia zatoczyła koło dzięki motywowi harmonijki z „A New Career in a New Town”. Na płycie „Low” utwór opowiadał o rozpoczynaniu życia na nowo - w kawałku wieńczącym „Blackstar” i cały dorobek muzyka, sugeruje jego ostatnie pożegnanie.

Jak już wcześniej zdradzali współpracownicy Ziggy'ego Stardusta, intensywne sesje nagraniowe „Blackstar” pozostawiły jeszcze niepublikowany materiał, który być może poznamy w ramach reedycji albumu. Okazuje się jednak, że Bowie planował cały krążek nowego materiału!

Wieloletni producent płyt muzyka - w tym ostatniej - Tony Visconti zdradził, że na tydzień przed śmiercią wokalista zaprezentował mu wstępne wersje pięciu zupełnie świeżych utworów. Choć był świadom, że jego nowotwór jest nieuleczalny, sądził, że ma jeszcze więcej czasu i zdąży wrócić do studia ostatni raz.

"

Byłem podekscytowany, obaj myśleliśmy, że ma przed sobą przynajmniej kilka miesięcy. Oczywiście skoro planował jeszcze kolejny album, musiał mieć nadzieję, że jeszcze trochę pożyje. Koniec nastąpił więc raczej bardzo szybko. Nie znam szczegółów, ale jego stan musiał się gwałtownie pogorszyć zaraz po tym telefonie. "

Producent ma w pamięci sesje nagraniową, na którą David Bowie przybył po chemioterapii. Leczenie pozbawiło go włosów i brwi, nie mógł więc ukryć swojego stanu przed zespołem. W połowie 2015 roku jego stan zaczął się jednak poprawiać i wszyscy byli pozytywnej myśli, ponieważ chemioterapia dawała doskonałe efekty.

"

Kazał mi nie świętować za szybko, ale był już w stanie remisji. Kontynuował leczenie i byłem przekonany, że się z tego wywinie. Jednak w listopadzie 2015 roku choroba niespodziewanie wróciła. Miał przerzuty w całym organizmie, a z tego już nie ma wyjścia. "

Visconti był pełen podziwu dla energii swojego przyjaciela, który wyjątkowo dzielnie znosił problemy zdrowotne i nie dawał żadnych oznak strachu. Podkreślił też, że Bowie zdawał się być w doskonałym stanie przy nagrywaniu poprzedniej płyty, „The Next Day”. Artysta przybrał na wadze i brał nawet lekcje boksu - nic nie wskazywało na to, aby miał przechodzić kolejne zawały, jak donosiły po jego śmierci media. Dopiero gdy producent zajrzał w teksty utworów powstającego „Blackstar”, zdał sobie sprawę, co szykuje Bowie.

"

Powiedziałem mu wtedy: „ty przebiegły draniu, komponujesz pożegnalny album!”. W odpowiedzi się tylko roześmiał. "

Jak mógłby się prezentować następca „Blackstar”? Wydaje się, że Thin White Duke zakończył swoją karierę w najlepszym możliwym stylu. Co jeszcze mógł mieć do zaprezentowania światu? Czy posunąłby się jeszcze dalej w swoich jazzowych eksperymentach? Tego się już nie dowiemy.

Kontynuacja „Outside”

Jednak w obliczu słów Viscontiego o tym, jakoby Bowie liczył na jeszcze kilka miesięcy życia, więcej sensu nabierają słowa Briana Eno. Drugi z najważniejszych współpracowników wokalisty wyznał, że jego przyjaciel planował z nim powrócić do jednego ze swoich najbardziej ambitnych dzieł.

Wydana w 1995 roku płyta „1. Outside” miała stanowić początek całego postmodernistycznego cyklu o przygodach futurystycznego detektywa, Nathana Adlera. Zawartość krążka stanowiła wypadkową jazzowych improwizacji, nowoczesnych rytmów, plemiennych i etnicznych inspiracji oraz modnego w latach dziewięćdziesiątych rocka industrialnego. Dla wielu miłośników Bowiego to jedna z jego najważniejszych płyt.

Również Brian Eno zwrócił uwagę, że zarówno on jak i jego muzyczny podopieczny uwielbiali ten krążek. W latach dziewięćdziesiątych nie udało im się zrealizować jego kontynuacji - mimo że początkowo cykl miał się składać aż z pięciu części. Bowie zamiast tego skręcił w bardziej tanecznym kierunku na płycie „Earthling”, a następnie odszedł od jakichkolwiek eksperymentów, powracając w bardziej zachowawcze rejony swoich trzech kolejnych dzieł.

Album „1. Outside” wydaje się dziś nieco zapomniany, czym obaj muzycy zdawali się być zawiedzeni. Ostatni krążek Bowiego pokazał go jako artystę z krwi i kości, wciąż gotowego obierać mało popularną, własną ścieżkę. Wielu krytyków nawet porównuje rozimprowizowany charakter „Blackstar” do concept albumu z 1995 roku. Jeśli kontynuacja „Outside” miała kiedyś dojść do skutku, wydaje się, że gdyby nie śmierć Bowiego, teraz byłby na to najlepszy moment.

Współpraca z Gorillaz

Rysunkowy zespół Damona Albarna i Jamiego Hewletta od dłuższego czasu zapowiada wielki powrót na 2016 rok. Nie znamy jeszcze żadnych konkretów związanych z jego piątym krążkiem, jednak w grudniu 2015 roku nabraliśmy pewnych podejrzeń...

W książeczce dołączonej do „Plastic Beach” z 2010 roku widnieje rysunek, na którym jeden z komiksowych muzyków, 2D, trzyma w ręce album „Hunky Dory” Davida Bowiego. Wydawałoby się, że to tylko hołd dla ulubionego artysty. Jednak wkrótce po wydaniu płyty głos w sprawie zabrała oficjalna strona Thin White Duke'a.

Jego przedstawiciele nawiązali bezpośrednio do grafiki z krążka i żartobliwie poprosili, by następnym razem zespół skontaktował się z nimi. Szansa na współpracę była więc jak najbardziej realna, zwłaszcza że Damon Albarn i David Bowie znali się i występowali już razem w przeszłości.

W grudniu 2015 roku na Instagramie Jamiego Hewletta pośród zalewu innych zdjęć pojawiła się karykatura Bowiego z pamiętną piracką opaską na oku podpisana „Zły David”. Wtedy szybko wywnioskowaliśmy, że Gorillaz mógł faktycznie wziąć sprawy w swoje ręce i zaprosić na kolejny album Ziggy'ego Stardusta we własnej osobie.

Czy zespół zdążył zarejestrować swojego idola (o ile w ogóle miał taki zamiar)? Nic na ten temat nie wiemy. Miejmy nadzieję, że przekonamy się już wkrótce. Wydaje się, że była to tylko kwestia odpowiedniego zgrania grafików. Sam Bowie do ostatnich chwil był chętny na gościnne występy - jeszcze w 2013 roku pojawił się na czwartym albumie Arcade Fire.

Występ w „Strażnikach galaktyki 2”

Obok kariery muzycznej Thin White Duke przez wiele lat prowadził też równie udaną działalność aktorską. Wszyscy pamiętamy go z filmów „Zagadka nieśmiertelności” czy „Labirynt”. Jego ostatnie role to filmy „Sierpień” Austin Chick i „Bandslam” Todda Graffa. Okazuje się, że gdyby nie niespodziewana śmierć, Bowie mógł liczyć na angaż w szalenie popularnym blockbusterze.

Już w pierwszej części „Strażników galaktyki” Bowie zaznaczył swoją obecność za sprawą utworu „Moonage Daydream”, który pojawiał się w jednej z kluczowych scen filmu. James Gunn, pracujący obecnie nad sequelem marvelowskiego widowiska, jest wielkim fanem twórczości Ziggy'ego Stardusta. Jego muzyka odegrała wielką rolę w jego życiu - dziś nieodzownie kojarzy mu się z odbiciem się od alkoholowego dna, które osiągnął w młodym wieku.

Reżyser chciał, aby w „Strażnikach galaktyki 2” ponownie znalazł się utwór Bowiego. Choć ostatecznie wyciął ze scenariusza scenę, w której miał pobrzmiewać, nie wykluczył, że jeszcze jakoś tę kwestię rozwiąże. Jednak jego plany zakłady również zaangażowanie muzyka do pomniejszej roli, o czym rozmawiał już z producentem, Kevinem Feigem.

"

Powiedziałem mu, że nic na świecie by mnie bardziej nie uszczęśliwiło, jednak doszły nas słuchy, że Bowie nie jest w najlepszym stanie. Potem z kolei usłyszeliśmy, że już z nim lepiej i mogłoby do tego dojść. Nie wiem, o co wtedy chodziło. "

Reżyser prawdopodobnie trafił na okres, kiedy muzyk przechodził remisję swojej choroby, o której wspominał już Visconti. Wielka szkoda, że nie udało się zrealizować tego planu - dla Ziggy'ego Stardusta byłby to spektakularny powrót do tak bliskich mu gwiazd.

„The SpongeBob Musical”

Wiele miejsca poświęca się sztuce „Lazarus”, do której Bowie skomponował utwór pod tym samym tytułem. To jednak nie jedyne sceniczne przedsięwzięcie, w którym brał udział w ostatnich miesiącach życia. W sierpniu 2015 roku w mediach pojawiły się informacje o musicalowej adaptacji przygód SpongeBoba Kanciastoportego.

W projekcie nazwanym „The SpongeBob Musical” mają zostać wykorzystane specjalnie skomponowane z tej okazji utwory Aerosmith, Flaming Lips, Cyndi Lauper, a także Davida Bowiego. O utworze wokalisty wiemy tylko tyle, że jego tekst miał napisać znany z geekowskich piosenek Jonathan Coulton.

Jest bardzo prawdopodobne, że wokalista zdążył zarejestrować swój wkład w musical Tiny Landau. Jego nazwisko wciąż widnieje na stronie przedstawienia, którego premiera odbędzie się 7 czerwca 2016 roku na Broadwayu w Chicago.

Dalszego ciągu nie będzie

Choć jeszcze kilka lat temu mogło się wydawać, że Bowie jako artysta nic ciekawego już nie zaproponuje, po wydaniu płyty „The Next Day” przekonał, że miał jeszcze bardzo dużo do powiedzenia. Ogrom obowiązków, które wziął na siebie w ostatnich latach życia, mógł pomóc mu nadrobić dekadę milczenia. Niestety, choć wszyscy bardzo byśmy chcieli usłyszeć cokolwiek z tej listy życzeń, musimy zadowolić się płytą „Blackstar”.

David Bowie został skremowany w tajemnicy wkrótce po śmieci. Prywatna ceremonia odbyła się w Nowym Jorku bez udziału członków rodziny i przyjaciół, zgodnie z ostatnią wolą artysty.

Jakub Gańko
Tagi: Rock News David Bowie