08.03.2016 12:14

Czemu Jordan Rudess nie śpiewa w Dream Theater?

Klawiszowiec Dream Theater jest jednym z głównych kompozytorów zespołu. Czemu nigdy nie stanął za mikrofonem, ani nie wziął się za pisanie tekstów?

Czemu Jordan Rudess nie śpiewa w Dream Theater?
foto: Dariusz Ptaszyński / Antyradio.pl

Jordan Rudess dołączył do przekształconego z Majesty zespołu w 1999 roku i zadebiutował na concept albumie „Metropolis Pt. 2: Scenes from a Memory”. Mike Portnoy miał okazję wcześniej przekonać się o możliwościach klawiszowca w swojej supergrupie Liquid Tension Experiment, gdzie udzielał się też John Petrucci.

Od tamtej pory trio stanowiło kompozytorską oś napędową Dream Theater, choć dziś Rudess przedstawia fakty w odrobinę innym świetle.

"

Przez ostatnie 16 lat to ja i John Petrucci stanowiliśmy głównych kompozytorów tej grupy. I nie chodzi o to, że chcę coś odebrać Mike'owi Portnoyowi, który miał wielki wpływ na naszą twórczość. Mike napisał wiele słów i najczęściej współpracował przy melodiach z Johnem. Decydował też o tym, z czego ostatecznie rezygnowaliśmy. "

Muzyk zaznaczył, że to podchwytliwy temat, jednak nie chce niczego odmawiać Portnoyowi, ani w jakikolwiek sposób zaprzeczać jego talentowi i umiejętnościom. Skoro jednak Rudess sam jest autorem znacznej części materiału, czemu nigdy nie chciał wyjść przed szereg i stanąć za mikrofonem? Wszakże zdarzało mu się już śpiewać choćby na solowej płycie „Listen” z 1993 roku.

"

Kiedy dołączyłem do Dream Theater, obowiązki w grupie były już ściśle ustalone i nigdy nie forsowałem takich pomysłów. Zawsze miałem wystarczająco dużo innych rzeczy na głowie. Co nie zmienia faktu, że mam niezły głos i potrafię utrzymać dźwięk. Jednak moja skala jest bardzo ograniczona i głównie to powstrzymuje mnie przed takimi pomysłami. "

Z podobnych względów klawiszowiec nigdy nie miał specjalnego parcia na pisanie tekstów. Szczególnie że grupa jeszcze bez niego tworzyła bardzo dobre słowa i w jego opinii nie ma powodów, by cokolwiek w tej kwestii zmieniać. Ogólnie rzecz biorąc muzyk jest zadowolony z roli, którą pełni w Dream Theater i jest szczęśliwy, że pozwala mu ona wciąż na nowe doświadczenia.

"

Moje miejsce w zespole jest już ustalone, choć na przykład przy nowym albumie miałem zupełnie nowe pole do popisu. Ten krążek dał mi okazję do stylistycznych wycieczek, na które wcześniej nie miałem okazji. (...) Tym razem chcieliśmy, aby muzyka skupiała się na organicznym brzmieniu prawdziwych instrumentów jak pianino, organy i orkiestra. To bardzo pasuje do dynamiki historii, która w końcu opowiada o walce ludzkości z maszynami. "

Może faktycznie nie ma co już dokładać Rudessowi obowiązków, zważywszy że muzyk prowadzi wciąż aktywną karierę solową, gdzie może realizować pomysły, które jego zdaniem nie pasowałyby do macierzystego zespołu. Jak sam przyznał, „Dream Theater nie jest pełną muzyczną historią Jordana Rudessa”. Niewiele brakowało, by jeden z jej rozdziałów obejmował „The Wall” Pink Floyd. A muzyk zajmuje się też w końcu innymi wynalazkami jak specjalna gitarowa aplikacja.

Chcielibyście, żeby Jordan Rudess zastąpił czasem Jamesa LaBrie za mikrofonem?

Jakub Gańko
Tagi: Rock News Dream Theater