23.04.2018 16:51

Debiutancki album Ramones ukazał się 42 lata temu

„Ramones” to jeden z pierwszych punkowych albumów w historii i jednocześnie jeden z najlepszych. Gotowi na spotkanie z Joeyem, Johnnym, Dee Dee i Tommym? Hey, ho, let’s go!

Debiutancki album Ramones ukazał się 42 lata temu
foto: kadr z wideo

Na określenie płytowych debiutów wielu wybitnych zespołów często najlepiej pasuje wyrażenie „pierwsze koty za płoty”. Tak znakomici wykonawcy rockowi, jak David Bowie, Genesis, Prince czy Pantera nie wspominali swoich debiutów dobrze – i mieli ku temu powody. Bywa jednak, że już pierwszy strzał danego artysty trafia w samą dziesiątkę i okazuje się jego najważniejszym nagraniem w karierze.

Tak często bywa w przypadku zespołów punkowych, kiedy to młodzieńcza energia, szczerość i świeżość decydują o sukcesie. Nie mogło być inaczej i w przypadku ojców punk rocka, za których uchodzą nowojorscy Ramones.

Grupa powstała w 1974 roku w dzielnicy Queens. Stworzyło ją kilkoro kumpli, którzy postanowili przybrać pseudonimy, by udawać paczkę braci. Jako nazwisko wybrali sobie Ramone – jako Paul Ramon zwykł meldować się w hotelach Paul McCartney. Szaloną familię tworzyli na początku działalności Ramones wokalista Joey (Jeffrey Hyman), gitarzysta Johnny (John Cummings), basista Dee Dee (Douglas Colvin) i perkusista Tommy (Thomas Erdelyi).

Nie byli grupą wirtuozów, ale kochali rock’n’roll i starali się grać go tak szybko, jak tylko potrafili. W równym stopniu uwielbiali brudne, protopunkowe kawałki The Stooges i New York Dolls, jak i przeboje z lat 60., ze szczególnym uwzględnieniem The Beach Boys i The Beatles. Z połączenia tych wpływów powstała mieszanka wybuchowa.

Z programowo niechlujnej i agresywnej, ale jednocześnie obezwładniająco chwytliwej muzyki Ramones zrodził się gatunek, który nazwano punkiem. „Bracia” stali się sztandarowym wykonawcą powstającej wokół nowojorskiego alternatywnego klubu CBGB’s sceny, obok takich kapel, jak Television, Blondie, Talking Heads, Dead Boys, Misfits czy The Heartbreakers. Na określenie ich twórczości wymiennie używano terminów punk rock i new wave.

Surową energię Ramones z zapałem propagowała od 1975 roku dziennikarka muzyczna Lisa Robinson. Dzięki wysiłkom jej i menedżera zespołu, Danny’ego Fieldsa, kapela podpisała kontrakt z Sire Records na wydanie albumu studyjnego, jako jeden z pierwszych zespołów punkowych. Po błyskawicznej sesji nagraniowej album zatytułowany po prostu „Ramones” ukazał się 23 kwietnia 1976.

„Ramones” Ramones - ciekawostki

Krążek zawierający tak rewelacyjne numery, jak „Blitzkrieg Bop”, „Beat On The Brat”, „Havana Affair” czy „Judy Is A Punk” zainspirował niemal wszystkich późniejszych wykonawców związanych z nurtem punk. Trudno sobie wyobrazić brzmienie debiutów Sex Pistols czy The Clash bez „jedynki” Ramones. W 42. urodziny tego przełomowego albumu przypominamy garść ciekawostek na jego temat.

Punk progresywny

The Ramones w 1976 podpisali kontrakt z Sire. Było to dość niezwykłe posunięcie, bo wcześniej firma specjalizowała się w… rocku progresywnym. Uwagę szefów wytwórni na młodych panczurów z Nowego Jorku zwrócił Craig Leon, który został producentem ich albumu. Po debiucie Ramones w barwach Sire zaczęły ukazywać się single innych wykonawców z kręgu CBGB’s, m.in. Talking Heads, dzięki czemu dziś kojarzona jest bardzo mocno z amerykańską sceną new wave i punk rocka lat 70.

In Only Seven Days

Sesja do albumu, jak przystało na zespół punkowy, przebiegła w ekspresowym tempie – trwała tylko 7 dni. Co ciekawe, partie wokalne zajęły 4 z nich – na nagrania partii instrumentalnych wystarczyły pozostałe 3. Koszt sesji, dokonanej w nowojorskim studiu Plaza Sound w lutym 1976, wyniósł skromne 6400 dolarów.

Non stop punk

W bardzo punkowym duchu było też nagrywanie kawałków w dokładnie takiej kolejności, w jakiej zespół grał je na koncertach. Producent Craig Leon planował nawet stworzyć z nich jedną ścieżkę, by pomiędzy piosenkami nie było żadnej przerwy.

29 minut, które zmieniły świat

Wśród klasycznych albumów rocka, „Ramones” należy do tych najkrótszych – trwa niewiele ponad 29 minut. Zespół osiągnął na nim mistrzostwo zwięzłości – na krążku znajdziemy 14 utworów, z czego najdłuższy, „I Don't Wanna Go Down to the Basement” trwa „aż” 2 minuty 35 sekund. Z kolei najkrótszą piosenką jest półtoraminutowa „Judy Is A Punk”.

Być jak The Beatles

Choć Ramones grali dość oszczędną w środkach muzykę, to wzór do pracy studyjnej obrali sobie najlepszy z możliwych – The Beatles. Nowojorczycy starali się nagrywać kawałki w taki sam sposób, jak na początku kariery robiła to Fab Four – gitara, bas, perkusja i wokal w osobnych kanałach. Podczas nagrywania głównych wokali zastosowano również interesującą technikę nazywaną doublingiem – wokaliści śpiewali dwa razy tę samą linię wokalną, a nagrane ścieżki były następnie na siebie nakładane.

Najlepiej wydane 125 dolarów w historii

Beatlesi mieli być wzorem dla Ramones jeszcze pod jednym względem – okładkę albumu miała ozdobić fotka muzyków, stylizowana na okładkę drugiej płyty czwórki z Liverpoolu, „With The Beatles”. Niestety, efekt był dość kiepski, więc zdecydowano się na zdjęcie, które początkowo ukazało się w magazynie „Punk”. Przedstawiało ono Ramones, stojących na tle ceglanej ściany gdzieś w dzielnicy Bowery w Nowym Jorku. Muzycy prezentowali na nim oczywiście swój ikoniczny wizerunek – trampki, dżinsy, niedbałe fryzury, no i rzecz jasna skórzane kurtki, nieprzypadkowo nazywane w Polsce ramoneskami. Okładka „Ramones” kosztowała ledwie 125 dolarów i niewątpliwie było warto wyłożyć tak zawrotną kwotę - obok „Never Mind The Bollocks” Sex Pistols i „London Calling” The Clash jest to najbardziej ikoniczna i najczęściej parafrazowana okładka punkowa.

Kiranie? Nie, dzięki

Z całym szacunkiem dla kapeli, ale Ramones reprezentowali w ruchu punkowym ten trochę mniej intelektualny nurt. Wśród tekstowych inspiracji na pierwszej płycie były między innymi pulpowe komiksy i kampowe horrory, a aby dodać element prowokacji, także… wąchanie kleju. Autor „Now I Wanna Sniff Some Glue”, Dee Dee Ramone zarzekał się, że zespół nie korzysta z takich używek, a sam porzucił wąchanie w wieku 8 lat. Mimo wszystko do Ramonesów na długo przylgnęła etykietka zespołu „kirającego”.

Dzisiaj twoja miłość, jutro cały świat

Jednym z najpoważniejszych kawałków na albumie był „Today Your Love, Tomorrow the World”, również pióra Dee Dee, nawiązujący do historii nazizmu. Jego bohaterem jest żołnierz Wehrmachtu, który stara się zaimponować dziewczynie swoją odwagą i gotowością do walki za Vaterland. Początkowo w tekście znalazł się wers „I’m a Nazi, baby”, ale autor postanowił jednak trochę przytemperować kontrowersyjną wymowę tekstu. Tym bardziej, że nie spodobał się on producentowi, Craigowi Leonowi – nowojorskiemu Żydowi. Wątek II wojny światowej poruszono także w otwierającym album, kultowym „Blitzkrieg Bop”. Oczywiście Ramones nie mieli z nazizmem nic wspólnego – interesowała ich historia, a na punkowym wydawnictwie nie mogło się obyć bez szczypty prowokacji.

Hej ho!

„Blitzkrieg Bop” rozpoczyna się skandowanym „Hey ho, let’s go”. Chwytliwy zaśpiew stał się nieodłączną częścią koncertów kapeli – był swego rodzaju hymnem publiczności, która wywoływała nim zespół na scenę.

Mroczna przeszłość Dee Dee

Pewne kontrowersje budził również kawałek „53rd & 3rd”, opowiadający o męskiej prostytucji w Nowym Jorku – zbieg tytułowych ulic był ulubionym miejscem przedstawicieli najstarszego zawodu świata, którzy tam starali się przykuć uwagę klientów. Autor tekstu, Dee Dee przyznał, że były w nim wątki autobiograficzne, ale nie chciał sprecyzować, o co chodziło. Według legendy basista trudnił się męską prostytucją, gdy brakowało mu na narkotyki.

Let’s Dance? Nie tylko Bowie

Wśród autorskich utworów Ramones, na płycie znalazł się również jeden cover. „Let’s Dance” to piosenka napisana w 1962 roku przez Jima Lee i nagrana przez Chrisa Monteza.

6 tysięcy płyt

Jak wiele klasycznych dziś albumów rocka, debiut The Ramones początkowo nie był sukcesem rynkowym. W pierwszym roku od premiery sprzedało się zaledwie 6 tysięcy kopii, ale dziś nikt nie ma wątpliwości co do historycznego znaczenia tego albumu. W 2014 roku pokrył się złotem za sprzedaż 500 tysięcy egzemplarzy.

Maciej Koprowicz
Tagi: Duperele Ramones