Debiutancki album Van Halen ukazał się 40 lat temu [CIEKAWOSTKI]

Maciej Koprowicz
09.02.2018 16:58
Debiutancki album Van Halen ukazał się 40 lat temu [CIEKAWOSTKI] Fot. kadr z wideo

10 lutego 1978 swoją premierę miał album „Van Halen”, uznawany za przełomowy w historii hard rocka i heavy metalu.

Van Halen to jeden z najpopularniejszych zespołów w historii - na całym świecie sprzedał ponad 80 milionów płyt. Zdecydowanie zasłużył na ten ogromny sukces komercyjny, bo pod wieloma względami zrewolucjonizował muzykę rockową.

Nasi bohaterowie używają wyjątkowo trafnego szyldu – fundamentem zespołu i prawdziwym liderem od zawsze był bowiem jego gitarzysta, Eddie Van Halen. Eddie powszechnie uważany jest za jednego z najwybitniejszych wirtuozów gitary. Jego nieprawdopodobne solówki zachwycają, zdumiewają, szokują – czasem trudno uwierzyć, że ten muzyk ma tylko dwie ręce…

Ten gitarzysta holenderskiego pochodzenia przeszedł do historii jako popularyzator niesłychanie trudnej techniki tappingu, czyli szybkiego „pukania” po strunach zamiast standardowego szarpania, której najsłynniejszym przykładem był utwór „Eruption” z debiutu Van Halen. Ale muzyka zespołu to nie tylko kosmiczne popisy. To przede wszystkim po prostu świetne kompozycje, także pisane zwykle przez Eddiego.

Grupa relatywnie rzadko zmieniała skład, choć były to zmiany bardzo znaczące. Miała aż trzech wokalistów, ale za tego „klasycznego” uważa się najczęściej Davida Lee Rotha. Nie ma on może imponującej skali głosu, nie jest Robertem Plantem ani Freddiem Mercurym, ale doskonale pasuje do hard rocka i heavy metalu VH. Roth wnosił do kapeli nieoceniony element „szołmeństwa” i aktorskiego zacięcia. Pozował na szpanera i playboya, ale jednocześnie robił to z dużym przymrużeniem oka, podkreślając, że to wszystko nie jest tak do końca na poważnie. Poczucie humoru było ważnym składnikiem sukcesu Van Halen.

Klasyczny skład obok Davida i Eddiego uzupełniali brat gitarzysty, Alex Van Halen na perkusji i basista Michael Anthony. To on zarejestrował debiutancki album zespołu, zatytułowany po prostu „Van Halen”. Grupa ciężko pracowała na swoją renomę koncertami. Kiedy jej występy na żywo zyskały duży rozgłos, hitem stała się także jej pierwsza płyta. Sukces był dość nieoczekiwany – w 1978 hard rock wydawał się w odwrocie, rządziły punk rock i nowa fala. To Van Halen w dużym stopniu odpowiada za renesans ciężkiego grania, który w latach 80. XX wieku zaowocował nową falą brytyjskiego heavy metalu w Anglii i glam metalem w Ameryce.

Być może nie byłoby tych zjawisk, gdyby nie płyta, która ukazała się 10 lutego 1978 roku, czyli dokładnie 40 lat temu. Mamy dla Was 10 ciekawostek o albumie „Van Halen”.

Niechciany hit

Demówki pierwszego albumu Van Halen powstały już w 1976 roku – zespół pracował nad nimi z Genem Simmonsem z Kiss. Choć trudno w to uwierzyć, początkowo żadna wytwórnia nie była nimi zainteresowana. Zespół dostrzegli dopiero Mo Ostin i Tom Templeman z Warner Bros. po imponującym koncercie w klubie Starwood w Hollywood.

Bieg z diabłem, wyścig z Aniołem

Nagrywanie albumu rozpoczęło się w październiku 1977 w studiu Sunset Sound w Hollywood i trwało tylko 3 tygodnie. Van Halen spieszył się z ukończeniem krążka, ponieważ chciał… wyprzedzić grupę Angel. Eddie Van Halen pewnego dnia puścił swoją przeróbkę „You Really Got Me” The Kinks perkusiście tego zespołu, Barry’emu Brandtowi. Tydzień później odkrył, że Angel wpadł na taki sam pomysł. Rozpoczął się wyścig między dwoma kapelami o to, kto pierwszy wyda na płycie kawałek Kinksów. Na szczęście Van Halen o włos wyprzedził rywali.

The Kinks czy Van Halen?

„You Really Got Me” został wybrany na pierwszy singiel z albumu, ku frustracji Eddiego. Lider chciał, by debiutancki singiel Van Halen był kompozycją autorską, na przykład „Jamie’s Cryin’”. Ostatecznie cover okazał się najwyżej notowaną na liście Billboardu piosenką z płyty – dotarł do 36. miejsca. Dave Davies z The Kinks skarżył się później, że po koncertach do zespołu podchodzili fani, gratulując mu „świetnego coveru Van Halen”. Z kolei kompozytor „You Really Got Me”, Ray Davies lubi wersję Amerykanów, ponieważ… go śmieszy.

Klasyk z przypadku

Trudno uwierzyć, ale instrumentalna kompozycja „Eruption”, będąca gitarowym popisem Eddiego Van Halena, początkowo w ogóle nie miała się znaleźć na albumie. Była to solówka, którą gitarzysta grał na koncertach. Pewnego dnia ćwiczył ją sobie w studiu, co usłyszał producent Tom Templeman. Zachwycony, namówił Eddiego, by utwór znalazł się na płycie. 

Eddie się nie postarał…

„Eruption” od 40 lat zachwyca gitarzystów na całym świecie, ale sam Eddie Van Halen wcale nie jest zachwycony nagraniem. Mówił: „Nawet nie zagrałem tego porządnie. Tam na samym końcu jest pomyłka. Do dzisiaj gdy to słyszę, to myślę sobie: „Chłopie, mogłeś to zagrać lepiej”.

Zwariowane melodie

W styczniu 1978 roku wytwórnia Warner Bros. rozesłała radiowcom promocyjne płyty zawierające 5 utworów z mającego się ukazać albumu – „Runnin’ With The Devil”, „Eruption”, „Ice Cream Man”, „You Really Got Me” i „Jamie’s Cryin”. Wytłoczono je na czerwonym winylu, a nalepka na płycie przedstawiała logotyp ze słynnych kreskówek „Looney Tunes. Merrie Melodies” oraz jednego z ich bohaterów, Elmera Fudda.

Gitara-ikona

Zdjęcia członków zespołu, które trafiły na okładkę wykonano na scenie legendarnego klubu Whisky A Go Go w Hollywood. Na okładce widać słynną gitarę Eddiego Van Halena, nazywaną Frankenstrat, ponieważ była, niczym potwór Frankensteina, zbudowana z fragmentów różnych gitar.

Muzycy Van Halen jak afrykańscy piłkarze

 W informacji prasowej, rozsyłanej przy okazji premiery płyty, zastosowano praktykę często stosowaną przez agentów piłkarzy z Afryki - podano wiek muzyków zaniżony o 2 lata w stosunku do rzeczywistego. Był to pomysł Davida Lee Rotha – stara gwardia rockmanów miała przerazić się umiejętnościami wprost niewiarygodnymi jak na takich młodzików.

Długo się rozkręcał

 „Van Halen” początkowo sprzedawał się bardzo powoli. Trudno w to uwierzyć, ale dotarł do zaledwie 110. miejsca listy albumów „Billboardu”. Ale z każdym kolejnym miesiącem sprzedaż nabierała rozpędu. Już w październiku 1978 album zdobył certyfikację platynowej płyty w USA, a w ciągu kolejnych kilkunastu lat pokrył się platyną jeszcze 9 razy. W 1999 roku, za 10-krotną platynę, co oznacza łączną sprzedaż 10 milionów kopii, krążek zyskał diamentową certyfikację. Z dyskografii Van Halen jeszcze tylko „1984” zyskał taki status.

Dzieciaki idą w ślady mistrzów

W 2017 roku nastoletni podopieczni szkoły muzycznej Los Rios Rock School z Orange County w ciągu jednego dnia zarejestrowali na nowo materiał z albumu „Van Halen” w Sunset Sound w Hollywood.

Maciej Koprowicz Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.