23.01.2017 11:52

Gitarzysta Sepultury: Nigdy nie chcieliśmy zastąpić Maxa Cavalery

Andreas Kisser wypowiedział się na temat trudnego zadania, któremu musiał podołać Derrick Green.

Gitarzysta Sepultury: Nigdy nie chcieliśmy zastąpić Maxa Cavalery
foto: Romana Makówka / Antyradio.pl

Zmiany w zespole to zawsze ciężka sprawa. Historia cięższej muzyki zna raczej niewiele przypadków, kiedy nowy frontman pobił popularnością poprzedniego, z którym grupa zdążyła już odnieść sukcesy. Mało kto ceni Blaze'a Bayleya bardziej od Bruce'a Dickinsona, również fani Judas Priest, którzy woleliby Tima Owensa od Roba Halforda należą do rzadkości.

Oczywiście zdarzają się wyjątki - czy ktoś pamięta, kto śpiewał w Panterze przed Philem Anselmo? Raczej jednak nie należy do nich Sepultura. Max Cavalera to wyjątkowo charakterystyczny frontman i nic dziwnego, że jego dawni koledzy z zespołu czuli się zawiedzeni, gdy ich opuścił w okresie największego sukcesu, po wydaniu płyty „Roots”. Choć doszło do tego ponad 20 lat temu, sprawa wciąż pozostaje żywa i jest w dalszym ciągu komentowana przez obie strony.

Max Cavalera żałuje, że nie zabrał szyldu dla siebie, ale z drugiej strony czeka tylko na telefon od Andreasa Kissera w sprawie ewentualnej reaktywacji dawnego składu. Gitarzysta jednak najwyraźniej nie jest zainteresowany i dobrze mu z nowym porządkiem, w którym na czele grupy stoi Derrick Green.

"

Odkąd Max odszedł, nie próbowaliśmy go nigdy zastąpić. Derrick to zupełnie inny gość, jest też innym muzykiem. Nie gra na gitarze jakby wychował się na thrashowej szkole - dlatego w ogóle na niej nie gra. Ale używamy innych narzędzi i zabieramy Sepulturę w nowe miejsca. Pod tym względem nie mamy czego żałować. Nie staramy się odtwarzać czegoś, co już robiliśmy. Wolimy to, co robimy dzisiaj. "

Nowe nagrania mają oczywiście swoich zwolenników, dla Maxa Cavalery i jego żony, Glorii, to jednak kolejna okazja do ataków. Co i rusz wspominają o tym, że zespół nie osiągnął nic po odejściu wokalisty, a on sam prosił niedawno wprost, by wskazać choć jeden dobry kawałek Sepultury nagrany bez niego. Trzeba przyznać mu rację, że nic popularniejszego od „Roots Bloody Roots” faktycznie nie powstało... Grupa jednak przekonuje, że ma się dobrze i uparcie gra dalej z nowym wokalistą.

"

Derrick to niesamowity gość, tak się cieszę, że jest z nami. Musieliśmy mierzyć się z mocną krytyką, wieloma popie*dolonymi oskarżeniami i tego typu gównem. Derrick już od 20 lat wykonuje świetną robotę. Dzięki niemu udało się utrzymać tę kapelę przy życiu i na poziomie. To nie było łatwe, szczególnie że Max to bardzo charyzmatyczny frontman. Ale Derrick odnalazł własną ścieżkę, by reprezentować Sepulturę i jest w tym świetny. To z pewnością doskonały wspólnik. "

Inaczej być chyba nie może, skoro grupa nagrała z nim już więcej płyt niż z Maxem Cavalerą w składzie. Ostatnia z nich to „Machine Messiah”, która trafiła na rynek 13 stycznia 2017 roku. Promowały ją single „Phantom Self” i „I Am The Enemy”.

A jak Wy odbieracie Sepulturę bez Maxa?

Jakub Gańko
Tagi: Rock News Sepultura