09.12.2016 09:40

Ile zarabia niezależny muzyk na YouTubie i Spotify?

Przykład Samuela Orsona daje nam pewne wyobrażenie na ten temat. Zobaczcie, jakimi danymi podzielił się ze swoimi słuchaczami amerykański muzyk.

Ile zarabia niezależny muzyk na YouTubie i Spotify?
foto: materiały prasowe

Ile tak naprawdę zarabiają artyści na Spotify i YouTubie? Czy z tych sum w ogóle da się wyżyć? To jedna z największych tajemnic współczesnego internetu. Dzisiejsze metody dystrybucji muzyki, oparte w dużej mierze na serwisach streamingowych, wywróciły do góry nogami modele finansowe, które były nam znane od lat. Wielu artystów, którzy w poprzednich dekadach odnosili kasowe sukcesy, nie potrafi się w nowej sytuacji odnaleźć. Czy jednak w ogóle możliwe jest zajęcie w niej wygodnej i opłacalnej finansowo pozycji?

Roger Waters mówi wprost, że serwisy streamingowe zarządzane są przez „sku*wysynów, którzy kradną prawa do naszej twórczości”. W nieco łagodniejszych, lecz równie krytycznych słowach, odnosi się do nich Trent Reznor - przynajmniej jeśli chodzi o te oparte na bezpłatnym modelu jak YouTube, gdyż sam pełni funkcję dyrektora kreatywnego w Apple Music. Jak jest naprawdę? Odpowiedź na to pytanie jest z pewnością złożona, ale nieco światła na sytuację rzucił Samuel Orson.

Muzyk z Seattle ujawnił, ile pieniędzy dostaje od poszczególnych serwisów za udostępnianą przez siebie muzykę. W wyliczeniach tych należy wziąć pod uwagę, że Orson korzysta z usług serwisu DistroKid, ułatwiającego dystrybucję plików na poszczególnych platformach. Dzięki jego danym otrzymujemy jednak pewne wyobrażenie na temat tego, o jakich kwotach mowa w przypadku niezależnego artysty, za którym nie stoi wielka wytwórnia ani setki tysięcy fanów.

Ile za każdą sprzedaną piosenkę dostaje od iTunesa?

"

Za każdy plik sprzedany na platformie Apple zatrzymuję 77% ceny, czyli 77 centów. Myślę, że to całkiem sprawiedliwe, biorąc pod uwagę, jakim gigantem jest ta firma. Niewiele tu można dodać, ich rozliczenia są całkiem prostolinijne. "

Jako ratunek dla początkujących wykonawców, którzy nie mogą liczyć na wsparcie gigantów, często wskazuje się serwis Bandcamp. Umożliwia on bezpłatny streaming całego swojego katalogu - płacimy dopiero, gdy chcemy pobrać album na własność, i to na ogół kwotę, którą sami ustalamy wedle woli i możliwości. Jak przyznał Orson, jego rozliczenia są już nieco bardziej skomplikowane...

"

Mówią, że zatrzymują 15% wszystkich wpłat, ale po odliczeniu wszystkich marż Paypala kwota się znacznie zmniejsza. Gdy ktoś kupuje mój album z Bandcampa za 5 dolarów, na moje konto trafia 3.90. To 78%, podobnie jak na iTunesie. Co ważne, gdy ktoś zapłaci więcej, te procenty idą w górę. I tak przy wpłacie na poziomie 10 dolarów, dostaję z tego 8.06, a więc około 80%. "

Samuel Orson udostępnia również swoją twórczość za darmo - płatność jest zupełnie opcjonalna. Na dwóch albumach, pomijając sprzedaż pojedynczych utworów, artysta zarobił 1025 dolarów, z czego 619 osób pobrało materiał za darmo, a do portfela sięgnęło 160 słuchaczy, płacąc średnio 6.40 dolarów.

Tyle w kwestiach sprzedaży cyfrowej, muzyk podzielił się jednak jeszcze ciekawszymi statystykami związanymi z dwoma najbardziej nas interesującymi platformami cyfrowymi: Spotify i YouTubem. Pora odpowiedzieć sobie na odwieczne pytanie: ile pieniędzy może dostać od tych serwisów niezależny artysta?

"

W sumie zaliczyłem 176 548 odtworzeń moich utworów na Spotify, co przyniosło mi dokładnie 706.02 dolarów. Wynika z tego, że otrzymuję 0,004 dolara za pojedynczy stream. Za każdy milion odtworzeń artysta jak ja dostaje 4 tysiące dolarów. "

A jak wygląda sytuacja na YouTubie, którego artysta postrzega jako największą konkurencję dla Spotify? Cóż, niewesoło...

"

Za 356 064 odtworzeń na platformie Google dostałem 145.55 dolarów. I to z każdą pie*doloną reklamą, jaką da się włączyć. To daje 0,0004 dolara za odtworzenie - 400 dolarów za milion. Weźcie też pod uwagę, że masa muzyki na YouTubie nie jest udostępniana na kanałach należących do samych artystów. W takim przypadku nie dostają za nią nic. "

Niestety, Orson nie był w stanie podzielić się bardziej szczegółowymi statystykami, gdyż jego cyfrowy dystrybutor nie udostępnia takich opcji. W podsumowaniu swoich zwierzeń przytoczył jednak szczegółową listę zarobków, jakie przyniosły mu poszczególne serwisy streamingowe.

  • Itunes: $198.80
  • Itunes Match: $0.29
  • Apple Music: $36.44
  • Spotify: $706.02
  • Pandora: $0.33
  • Deezer: $0.86
  • Tidal: $5.49
  • YT music: $1.00
  • Groove Streaming: $0.09
  • Groove Downloads: $0.70
  • Google Play: $8.04
  • Google Play all Access: $14.03
  • Amazon: $28.26

Oczywiście należy mieć na uwadze, że Samuel Orson to niszowy (5 tysięcy fanów na Facebooku), niezależny artysta, który współpracuje jedynie z wspomnianym DistroKid. W przypadku wielu artystów do głosu dochodzi również wytwórnia płytowa i kwestie umowy, jakie ma ona podpisana z artystą. Sytuacja zmienia się również, gdy mówimy o zespołach, które zaczynały karierę jeszcze za czasów klasycznej dystrybucji i mają już ugruntowaną pozycję na rynku oraz oddanych fanów.

Daje to już jednak jakiś wgląd w sytuację muzyków na rynku sprzedaży cyfrowej i streamingu. Nie wygląda to różowo?

Jakub Gańko
Tagi: Rock News