30.03.2016 11:17

James Hetfield: Wciąż tęsknię za Cliffem Burtonem

Wokalista Metalliki zdobył się na szczere wyznania dotyczące zmarłego basisty. Jak wspomina Cliffa Burtona?

James Hetfield: Wciąż tęsknię za Cliffem Burtonem
foto: Mairo Cinquetti / East News + East News

Ostatnią płytą, jaką Metallica nagrała z Cliffem Burtonem, była - przez wielu fanów uznawana za jej szczytowe osiągnięcie - „Master of Puppets”. 27 września 1986 roku basista zginął w wypadku busa, którym zespół jechał na kolejny koncert. Muzyk miał zaledwie 24 lata i pozostawił po sobie lukę nie do wypełnienia. Na następnym albumie, „...And Justice for All”, partie basu nagrane przez Jasona Newsteda zostały praktycznie wyciszone - według niektórych z szacunku do zmarłego muzyka, choć zdaniem miksującego album Steve'a Thompsona była to czysto brzmieniowa decyzja Larsa Ulricha.

Na prawdziwą żałobę muzycy pozwolili sobie jednak o wiele później. James Hetfield wyznał, że wciąż myśli często o Burtonie i bardzo za nim tęskni. Jednak tłumił w sobie te uczucia przez blisko ćwierć wieku.

"

Zawsze dużo piliśmy, ale po jego śmierci jeszcze tę ilość podwoiliśmy. Zapijaliśmy wszystkie żale. I tak naprawdę nigdy nie było mowy o żadnej żałobie. Oczywiście rozmawialiśmy o tym, ale potem zajęliśmy się koncertowaniem i prawdopodobnie chcieliśmy, żeby właśnie to było dla nas lekarstwem i pozwoliło nam stanąć ponownie na nogi. "

Śmierć Cliffa Burtona nie była jedyną tego typu stratą w ówczesnym życiu wokalisty. W 1979 roku - gdy Hetfield miał 16 lat - jego matka zmarła na raka. Jego rodzice, jako zdeklarowani wyznawcy Stowarzyszenia Chrześcijańskiej Nauki, odmówili leczenia. Wydarzenia te zainspirowały później muzyka m.in. do utworu „The God That Failed”.

"

Kiedy w 2001 roku byłem na odwyku, powiedziano mi, że muszę zostać jeszcze kilka tygodni właśnie ze względu na żałobę. Ponieważ były w moim życiu dwie osoby - Cliff i moja matka - których nigdy tak naprawdę nie miałem okazji pożegnać. Musiałem nad tym popracować. "

Hetfield otworzył się dzięki temu na wspomnienia i przynajmniej myślami był w stanie pogodzić się z utratą bliskich. Wspominanie ich i odbycie pełnoprawnej żałoby zajęło mu dużo czasu, ale wreszcie mógł czuć ich obecność i zamknąć ten rozdział swojego życia. Nigdy jednak nie zapomniał, ani nie przestał rozmyślać o Cliffie.

"

Tęsknię za nim, bardziej jako za człowiekiem niż za muzykiem, a to dla mnie coś nowego. Kiedy jeszcze żył, byliśmy do siebie podobni, przynajmniej jeśli chodzi o rzeczy, które lubiliśmy i chcieliśmy robić razem. Myślę, że wiele się od niego nauczyłem, także po jego śmierci. Często zadaję sobie pytanie „co zrobiłby Cliff?”, ale dzięki temu potrafię być też bardziej sobą. To on pokazał mi, że nie ma nic złego w byciu innym i że warto bronić tego, w co wierzysz. Nie musisz mieć całej amunicji tego świata, by wygrać wojnę - wystarczy, że będziesz sobą. To wystarczy. "

Co by było, gdyby Cliff Burton nie zginął? Historia Metalliki z pewnością potoczyłaby się inaczej. Jak zdradził Scott Ian przy okazji premiery swojej autobiografii, Hetfield, Burton i Hammett byli już przekonani do decyzji o wymianie perkusisty i rozstaniu z Larsem Ulrichem.

Jakub Gańko
Tagi: Rock News Metallica James Hetfield Cliff Burton