06.12.2016 11:37

James Hetfield o tym jak „Lulu” wpłynęła na 10. album Metalliki

„Hardwired…To Self-Destruct” przypadł Wam do gustu? Okazuje się, że niesławny efekt współpracy Metalliki z Lou Reedem odcisnął swoje piętno na tym materiale...

James Hetfield o tym jak „Lulu” wpłynęła na 10. album Metalliki
foto: face to face / Reporter + Bóg Pejnta

Współpraca jednej z największych grup metalowych z współtwórcą materiału The Velvet Underground zapowiadała się na wydarzenie kulturalne, którego nie można przegapić. Niestety, wydany w listopadzie 2011 roku krążek „Lulu” nie zyskał przychylności fanów Metalliki i do dziś jest obiektem ich miażdżącej krytyki - mimo że sam James Hetfield czy Lars Ulrich są z niego do dziś dumni, a ich zdanie podzielał m.in. David Bowie.

Dziś okazuje się, że możliwość tworzenia razem z Lou Reedem odbiła się na metodach pracy Metalliki w większym stopniu niż podejrzewaliśmy. Pomijając sam zaszczyt, jakim dla muzyków była współpraca z kompozytorem, to dopiero ona przekonała zespół do idei jammowania.

"

Nie lubię tego słowa, ale tworzenie czegoś razem i patrzenie, co się wydarzy dalej? Takich rzeczy raczej nie było w Metallice, póki nie pojawiła się „Lulu”. "

Brzmi dziwnie? Metalowy zespół, który wcześniej nie jammował w taki sposób...? Widocznie potrzeba było prawdziwego artysty - którym Lou Reed zdaniem Hetfielda bez wątpienia był. To on pokazał zespołowi, jak istotną rolę pełni rejestracja konkretnego momentu - bez poprawek i dogrywek. Dzięki temu muzycy nauczyli się bardziej ufać swoim umiejętnościom.

"

Można oczywiście pójść drogą dokładnych analiz, krytykować wszystko, co się cały czas dzieje. Dojść do wniosku, że komuś po prostu nie chce się zagrać jeszcze raz tego samego albo że ktoś się wywyższa, bo wydaje mu się, że jest dobry, podczas gdy ja twierdzę, że może być lepszy. Całe gówno tego typu. Ale właśnie to sprawia, że sztuka jest sztuką. Kiedy jesteś twórcą, gdy powiesz, że skończyłeś, to skończyłeś. "

Wokalista Metalliki zwrócił tutaj szczególną uwagę na Larsa Ulricha, który zawsze dba o dokładną dokumentację każdego dźwięku i posiada jego zdaniem doskonałą pamięć do detali, na której brak narzeka Hetfield. Perkusista boi się każdej najdrobniejszej chwili, której nie poświęci się odpowiedniej uwagi, co nieraz prowadzi do zabawnych sytuacji...

"

Gdy pojawiam się w studiu, a Lars zaczyna grać, lubimy się jeszcze powygłupiać. Siadam i robię sobie jaja, rozgrzewam się i przygotowuję do gry, a on już wraca mi uwagę: „Hej, co to było? Nanana, na, nana? Zagraj to jeszcze raz, weź to powtórz”. Mówię mu, że nawet nie wiem, co właśnie zagrałem, ale on się upiera. Boże, czemu nie możemy przejść do próby i po prostu grać dalej? (śmiech) "

Ostatecznie jednak James Hetfield uważa, że to fantastyczna cecha, dzięki której perkusista potrafi wyłapać nawet najdrobniejsze niuanse, na których można potem oprzeć dalsze granie. Takiego stylu pracy nauczyła zespół dopiero praca nad krążkiem „Lulu”, więc gdy następnym razem będziecie się zastanawiać, po co Metallica w ogóle nagrała coś takiego - miejcie to na uwadze.

Jakub Gańko
Tagi: Rock News Metallica James Hetfield