29.04.2016 09:31

„Kłamcy z Kentucky” przeprosili za oszczerstwa o Lemmym

Basista grupy Black Stone Cherry przeprosił za opowiadanie zmyślonych anegdot o uzależnieniach muzyków Motorhead. Jak się tłumaczył?

„Kłamcy z Kentucky” przeprosili za oszczerstwa o Lemmym
foto: Bruno Marzi / Splash News / East News

Powiadają, że kłamstwo ma krótkie nogi - a już na pewno opowiadanie oszczerstw na temat zmarłych jest wysoce nie na miejscu. Szczególnie gdy dotyczą zmarłych muzyków i to takich jak legendarny Lemmy z Motorhead. Na temat jego alkoholowych przygód krąży tyle anegdot, że tak naprawdę nie ma nawet powodów, by je zmyślać. Jednak muzyk amerykańskiego zespołu Black Stone Cherry mimo wszystko zdecydował się na taki haniebny krok - a przynajmniej tak się dotąd wydawało.

Jon Lawhon przybliżył okoliczności, w których jego grupa supportowała Motorhead w 2009 roku. Zgodnie z jego historią, Lemmy i koledzy mieli proponować muzykom codziennie wspólne zażywanie kokainy. Jego opowieść spotkała się z błyskawiczną reakcją żyjących członków Motorhead, którzy zarzucili Black Stone Cherry wierutne kłamstwo i upomnieli się o przeprosiny.

Basista rzeczywiście przyznał się do winy i wystosował przeprosiny, w których zwrócił się bezpośrednio do Mikkeya Dee, Phila Campbella, rodziny Lemmy'ego i reszty ekipy Motorhead. Wyraził skruchę za ostatnio opublikowany wywiad i komplikacje, które mógł wywołać.

"

Chciałbym, żeby to było zupełnie jasne: Lemmy, Mikkey, Phil, ani ich sceniczna ekipa nigdy nie proponowali nam żadnych używek. Oferowali je nam towarzyszący im podczas trasy byli pracownicy zespołu. Powinienem był to wyraźnie zaznaczyć w swojej wypowiedzi. "

Muzyk zapewnił, że chciał jedynie przekazać lekką, zabawną historię z trasy i nigdy nie było jego intencją wywołanie takiego zamieszania. Ponieważ jednak ta poboczna opowieść wywołała taką burzę, z całego serca przeprosił wszystkie osoby, które poczuły się nią urażone.

"

Zarówno ja, jak i moi bracia z Black Stone Cherry, darzymy Motorhead wielką miłością i szacunkiem. Nie moglibyśmy być bardziej wdzięczni za szansę, jaką nam dali na rozwój kariery. Będziemy wciąż lojalni wobec nich, ich muzyki oraz fanów. Szczerze przepraszam. "

Po takich przeprosinach nie sposób się dalej gniewać, co zostało zresztą udowodnione na oficjalnym profilu Motorhead na Facebooku. Podobnie jak poprzednim razem, reakcja żyjących reprezentantów zespołu na słowa Jona Lawhona była błyskawiczna.

"

Czapki z głów, Black Stone Cherry. Wszyscy możemy tylko ubolewać nad tym, że ciężko pracujące zespoły są robione w konia leniwym, słabym i fałszywym „dziennikarstwem”... "

To jeden z nielicznych przykładów na w pełni kulturalne i pozytywne zakończenie sporu w rockowo-metalowym świecie. Nikt nikogo nie pobił, nie było publicznego wyciągania brudów - ktoś po prostu przyznał się do winy i najszczerzej w świecie przeprosił. Teraz muzycy Motorhead mogą spokojnie szykować się do wydania koncertówki „Clean Your Clock” i wypić szklaneczkę Jacka Danielsa, by zapomnieć o całej sprawie.

Życzymy sobie, aby tego typu sytuacje częściej kończyły się takim szczęśliwym finałem - a Wy?

Jakub Gańko
Tagi: Duperele Motorhead