11.03.2016 17:06

Kobranocka: W kwestii zadym jesteśmy „małymi pikusiami”

Z okazji 30-lecia istnienia zespołu Kobranocka Andrzej „Kobra” Kraiński udzielił wywiadu, w którym opowiedział m.in. o początkach powstania grupy i utrzymywaniu się na muzycznym rynku. 

Kobranocka: W kwestii zadym jesteśmy „małymi pikusiami”
foto: materiały prasowe

Pójście do psychiatryka to był pierwszy twój pomysł, by uciec przed wojskiem, czy były jeszcze inne alternatywy?

Nie było. Trzy dni przed planowanym zakwaterowaniem w jednostce moździerzy w Morągu, nie mając pojęcia, w jaki sposób się z tego wymigam, zadzwonił do mnie Grzegorz Ciechowski i następnego dnia, w miejscowej przychodni psychiatrycznej, poznałem pana doktora Andrzeja Marka Michorzewskiego, zwanego dalej Ordynatem Michorowskim...

Z udawania wariata wyszedł Latający Pisuar założony wspólnie z Andrzejem Michorzewskim. Ta współpraca narodziła się spontanicznie?

Można tak powiedzieć. Odwiedziłem go kilka razy na dyżurze w szpitalu i nie tylko, w ramach wdzięczności wypiliśmy kilka litrów wódki i przy takiej okazji to się zaczęło.

Kobranocka od początku miała być projektem długofalowym, zespołem „z misją”? Chcieliście coś udowodnić?

Nie miała być długofalowym, z misją, niczego nie chcieliśmy udowadniać.

Był jakiś moment w karierze zespołu kiedy zachłysnęliście się popularnością, a rock'n'roll pochłonął was bez reszty? Były jakieś „zadymy” w wykonaniu Kobranocki?

Zawsze byliśmy dość mocną załogą. Zwłaszcza pierwsza połowa lat 90. należała do szczególnie niebezpiecznych dla zdrowia, można powiedzieć, że bez reszty... Natomiast w kwestii zadym, to jesteśmy „małymi pikusiami” przy... i tu można by wymieniać i wymieniać. Owszem, zdarzały się jakieś pokoje w hotelu do malowania w całości, czy też ktoś przypadkiem wszystkie kafelki w hotelowej łazience skuł kowbojkiem, lub inny nie trafił szklanką w otwarte okno, tylko w niezwykle drogą szybę obok, ale to wszystko dawno i nieprawda (śmiech).

Swoją muzykę określiliście mianem punk'n'roll, nie oglądacie się na mody, nie brylujecie na pierwszych miejscach list przebojów. To recepta na sukces, by utrzymać się na rynku nieprzerwanie od trzech dekad?

Robimy swoje, czyli jesteśmy autentyczni, a bez tego nikt nie ma szans tyle przetrwać. Chyba, że jest to sztuczny twór, zrobiony dla pieniędzy, którym z pewnością nie jesteśmy. Po wielu latach total szaleństw, przyszedł czas na większą dyscyplinę w kapeli, bez której też byłoby ciężko. No i być może na to wszystko ma wpływ fakt, że w tym zespole nigdy nie było i pewnie już nie będzie dużej kasy, co nie dało nam powodu do np. mordobicia (śmiech). Jakoś sobie tego u nas nie wyobrażam, ale przecież wielu przyjaciół właśnie przez to się rozstało.

Świętowanie 30-lecia kapeli rozpoczęliście wrześniowym koncertem w toruńskiej hali. Zaprosiliście na niego muzycznych gości, z którymi przecinały się wasze drogi, na przestrzeni ostatnich 30 lat, m.in. Muńka Staszczyka czy Kayah. Jak ci artyści pojawili się w waszym artystycznym życiu?

Kayah zaśpiewała z nami w studiu piosenkę „Gorycz w chlebie” w roku 1988, my gramy „Mówię ci, że”, numer Tiltu, w którego oryginalnej wersji również Kaśka śpiewała. Poza tym, przez kilka lat była w zespole Atrakcyjny Kazimierz, czyli w solowym projekcie naszego Kazika, nagrali razem 2 płyty. Na tym koncercie nie mogło jej nie być. Z Muńkiem znamy się od 1983 czy 1984, trochę później Vysol grał w T.Love itd. To po prostu kumpel, podobnie jak Panas, Tomek Organek, a przede wszystkim nasi „bestfrendzi” z Big Cyca, goście, na których zawsze możemy polegać i vice per versa! (śmiech). Inaczej miały się sprawy z Johnem Porterem, z którym, oprócz incydentalnego, ale bardzo mocnego spotkania 20 lat wcześniej, nie znaliśmy się w ogóle. Dla każdego z nas był i jest wręcz idolem, nie zapomnę koncertu Porter Bandu w roku 1979, na którym byliśmy z Kazikiem, który to spowodował u nas całkowity opad mega szczeniackich szczęk. A po latach, w dwie godziny od pomysłu zaproszenia, już mieliśmy zgodę Johna, czyli opadu szczęk ciąg dalszy. Ten występ był magiczny, podobnie jak cały koncert!

Ostatnio wystąpiliście na jednej scenie z Różami Europy i Sztywnym Palem Azji. Na waszym Facebooku pojawił się wpis, że poczuliście się jak wielka rockandrollowa rodzina. W rodzimym show-biznesie jest to możliwe?

Najwyraźniej jest. Z wyżej wymienionymi kapelami znamy się tyle, ile istniejemy, nigdy nie było między nami wojen itp., w Różach wręcz kiedyś bardzo krótko grałem, no i łączy nas coś wspólnego... proszę patrzeć dwa piętra wyżej, zaczyna się od „Robimy swoje...”. Wnioskując z reakcji publiczności, akurat ta trójka jej pasuje, więc na pewno będą powtórki, z czego już bardzo się cieszymy.

Zagraliście kiedyś „Kocham Cie jak Irlandię” w Irlandii?

Tak, raz zagraliśmy „Irlandię...” w Irlandii, gdyż raz tam byliśmy. Wiedzieliśmy, że ta piosenka ma potencjał, podobnie jak większość naszych numerów, jednak takiej popularności nikt się nie spodziewał, czyli było to przemiłe zaskoczenie.

Jarocin Festiwal 2016

Wydarzenie odbędzie się w dniach 7–9 lipca 2016 roku. Trzydniowe karnety na to wydarzenie można nabywać poprzez stronę: www.prestigemjm.com, eBilet.pl, a także w sieci salonów Empik na terenie całego kraju. Bilety na poszczególne dni festiwalu trafią do sprzedaży w poniedziałek, 14 marca o godz. 10:00. Będą kosztować 179 złotych.

Dotychczas ogłoszeni artyści to Slayer i Five Finger Death Punch, The Prodigy, TSA, Farben Lehre, Oberschlesien, Acid Drinkers, Luxtorpeda, Koniec Świata, Kabanos, Kobranocka, Sweet Noise, Hunter, D.O.A. oraz Ga-Ga/Zielone Żabki.

Wybieracie się na festiwal w Jarocinie?

Justyna Kierzkowska
Tagi: Rock News Kobranocka