05.04.2016 14:07

Lider Deftones: Bez nas nie byłoby Limp Bizkit

Chino Moreno wyznał, że zazdrościł sukcesu numetalowym grupom takim jak Limp Bizkit. Czy wciąż żywi takie uczucia?

Lider Deftones: Bez nas nie byłoby Limp Bizkit
foto: Photoshot / REPORTER + SPUTNIK / East News

Choć Deftones wciąż jest powszechnie szanowanym zespołem, a jego kolejne albumy są cenione zarówno przez krytyków, jak i wiernych fanów, grupa nigdy nie osiągnęła mainstreamowego sukcesu. W porównaniu do innych numetalowych kapel lat 90., przez 20 lat kariery wciąż tkwi w pewnej niszy, z której nigdy nie udało jej się wydostać.

Chino Moreno wyznał, że przez całe życie stara się uciekać od tego, czego się po nim oczekuje i pragnie zaskakiwać swoich fanów. Na przestrzeni lat takie zachowanie weszło mu już w nawyk. Mimo to momentami ciężko mu się pogodzić z tym, że jego „konkurencja” - pozbawiona takiego nastawienia - dotarła znacznie dalej.

"

Czasem to ciężko przełknąć. Na przykład taka kapela jak Limp Bizkit... Zawsze myślałem o nich w stylu „no dobra, ale gdyby nie my, nie byłoby dziś czegoś takiego jak Limp Bizkit”. To, co mnie bolało, to że tak, jasne, też osiągnęliśmy sukces, ale to zupełnie inny poziom. „White Pony”, nasz albumowy bestseller, sprzedał się w nakładzie ledwie miliona egzemplarzy. A Limp Bizkit sprzedali jakieś siedem milionów. "

Moreno zdecydowanie czuje to słynne ukłucie, przed którym Marsellus Wallace ostrzegał Butcha Coolidge'a w „Pulp Fiction”. Mimo to potrafił przyznać, że szanuje Limp Bizkit i przebojową twórczość Freda Dursta. Z całą pewnością jednak Durst i jego koledzy nie muszą jeździć w trasy, by zarabiać na chleb...

"

To zupełnie inny wymiar sukcesu. Tamci kolesie mogą do końca życia się opie*dalać, a wciąż zarabiać przy tym w opór hajsu. A my... My wciąż musimy kombinować. Więc o czym my w ogóle mówimy. Jakaś cząstka mnie chciałaby się o to po prostu wkurzać, ale koniec końców - jest jak jest. "

Najwyraźniej wokalista Deftones nieco poskromił już swoje emocje i pogodził się z faktem, że nigdy nie dorówna sukcesem komercyjnym numetalowym tworom z tych samych czasów. W 2003 roku, kiedy odbywał trasę Summer Sanitarium u boku Metalliki, jego zdanie na ich temat było znacznie ostrzejsze...

"

Miałem straszny problem z tym, że będę otwierać koncerty Limp Bizkit i Linkin Park, dwóch kapel, które w ogóle nie istniałyby, gdyby nie ja! Ale ostatecznie jestem potwornie nabuzowany energią, nie jadę tam w końcu szukać przyjaciół. Jadę tam, żeby ludziom opadły kopary do ziemi. I wiem, że do tego dojdzie. Zdaję sobie sprawę, że jesteśmy najlepsi na żywo na tej trasie. "

Gdy Deftones osiągał największe sukcesy komercyjne swoimi pierwszymi płytami, prasa nie była tak łaskawa dla zespołu jak dziś. Chino Moreno został spytany, czy nie ma problemu ze współczesnymi kapelami, które są wychwalane przez krytykę, a robią dokładnie to samo, co jego grupa 20 lat temu.

"

Nie, to wspaniała sprawa. Uwielbiam oglądać zespoły, które jarają się tym, co robią. Osobiście nie uważam, abyśmy powinni być najbardziej dumni w naszej karierze z pochwalnych recenzji. Nigdy nie wyrośliśmy na tak wielki zespół, zawsze tkwiliśmy niejako pod ziemią. Ale długowieczność naszej kariery przyćmiewa to wszystko. Zawsze czułem się komfortowo z takim poziomem sukcesu, jaki osiągnęliśmy. "

Czyli ostatecznie chyba nie jest tak źle i Moreno przeżyje z faktem, że nie jest tak popularny jak Durst. Zwłaszcza że jego ósmy krążek, „Gore”, który ukaże się 8 kwietnia 2016 roku, już zbiera bardzo dobre recenzje.

A Wy wolicie Deftones czy Limp Bizkit?

Jakub Gańko
Tagi: Rock News Deftones Chino Moreno