Marilyn Manson – The Pale Emperor
Urszula Drabińska
19.01.2015 07:43
Marilyn Manson – The Pale Emperor Fot. materiały prasowe

Mansona nie interesuje zaistnienie z nowym materiałem na ogólnoświatowych listach przebojów. Ta płyta jest ponad tym.

Bez wątpienia to jedna z tych płyt, na którą czekałem z utęsknieniem. Krążek, który pokazuje, jak w muzyce budować napięcie, a także jak złapać słuchacza „za pysk” i nie puszczać go przez ponad 40 minut.

To płyta, w której słychać ewidentnie klasyczne i niejednokrotnie bluesowe wpływy oraz dobre rockowe wzorce. Te zaś dla wytrawnego ucha ocierają się nawet o muzyczne cytaty. Można by rozpracowywać każdy z utworów po kolei i opisywać, co autor miał na myśli, z osobistym komentarzem, ale myślę, że w tym przypadku nie o to chodzi. Każdy, kto wysłucha tej płyty, z pewnością odnajdzie w niej coś dla siebie, niejednokrotnie uśmiechając się pod nosem…

To kawał dobrego materiału, który pokazuje, że mimo upływu lat pan Brian Hugh Warner wie, czego chce w muzyce i udowadnia, że nie interesuje go (jak w przypadku innych znanych artystów) nieustanna chęć zdobywania nowych słuchaczy i zaistnienie z nowym materiałem na ogólnoświatowych listach przebojów. Ta płyta jest ponad tym wszystkim.

Marilyn Manson nie jest jawnym kalkulowaniem muzyki. To są wyraźne emocje uchwycone w czasie i w znakomity sposób zarejestrowane na taśmie studyjnej. Zespół robi to, co w danym momencie uważa za słuszne. I czyni to znów z powodzeniem.

„The Pale Emperor” jest krążkiem, który sam w sobie ma piekielną wartość dźwiękową, nie potrzebuje do tego eleganckiej medialnej oprawy, choć nie wątpię, że i taka gdzieniegdzie siłą rzeczy się znajdzie…

A warto, bo i płyta jest tego warta…

 

Ocena: 4/5

Urszula Drabińska Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.