24.03.2017 09:32

Nergal: Tworzymy z Johnem Porterem pomost między Me And That Man a Behemothem

Me And That Man, czyli oni - John Porter oraz Adam „Nergal” Darski. To właśnie z drugim z wymienionych panów mieliśmy okazję porozmawiać przed premierą płyty „Songs Of Love And Death”.

Nergal: Tworzymy z Johnem Porterem pomost między Me And That Man a Behemothem
foto: kadr z wideo

Twórczość duetu już od premiery pierwszego utworu, czyli „My Church Is Black”, porównywana jest m.in. do dokonań Johnny'ego Casha. Duch „człowieka w czerni” faktycznie unosi się nad muzyką Me And That Man, ale i sam Nergal zdaje się mieć w sobie jego pierwiastek. Zjawił się w idealnie dopasowanej, czarnej marynarce. Przy przygaszonych światłach i ze spuszczoną głową, aby móc spojrzeć na trzymaną w dłoniach okładkę swojego ostatniego muzycznego dokonania, roztaczał aurę tajemniczości. Nieodgadniony przybysz znikąd?

Choć muzyka Me And That Man leży na zupełnie przeciwnym biegunie od dokonań Behemotha, to wciąż sygnowana jest ona przez Nergala. Obecne w tym materiale są jego emocje, doświadczenia i przemyślenia zamienione na nuty. Dźwięki może i inne, ale „wnętrze” muzyki pozostało takie samo. Bo i sam Nergal, choć w eleganckim ubraniu, to pod marynarką skrywa koszulkę z logo Venom. 

"

Ekspresja w Me And That Man jest inna, forma jest prostsza, a momentami nawet prymitywna, celowo zahacza to o monotonność. Podoba mi się ten minimalizm w muzyce. Sądzę, że udało się zbudować pewien pomost pomiędzy moją macierzystą formacją a Me And That Man. Czuć w tym moją nutę, moją energię i wibracje. John ma swój lot, ale koegzystuje to ze sobą i tworzy spójną całość. Wydaje mi się, że znajdą się fani Behemotha, którzy docenią te brzmienia, ale w drugą stronę to już chyba nie zadziała. Odbiorcy Johna raczej nie sięgną po twórczość Behemotha, ale może się mylę? "

Może i fani Portera nie sięgną po rozpędzone kompozycje kapeli Nergala, ale jak to się stało, że walijski gitarzysta i wokalista przyklasnął na pomysł grania z Adamem Darskim? W którym momencie woda i ogień zauważyły, że są w stanie ze sobą koegzystować i iść ramię w ramię?

"

Zadzwonił do mnie Maciek Maleńczuk i zaproponował udział na swojej płycie „Psychocountry”. Nie dałem mu odpowiedzi od razu, ale pomyślałem, że jest to interesująca idea. Podczas joggingu, a wtedy do głowy przychodzą mu najlepsze pomysły, stwierdziłem, że świetnie byłoby nagrać cover utworu „Highwayman” po polsku z Gienkiem Loską, Johnem Porterem i oczywiście ze mną i Maleńczukiem. Zadzwoniłem do managera, wykonano kilka kolejnych telefonów i doszło do nagrania, choć nie spotkaliśmy się wszyscy w studiu. Każdy rejestrował swoje partie oddzielnie w domu. Po roku albo po dwóch latach dowiedziałem się, że John wylądował w tej samej wytwórni co Behemoth, w Mystic Productions. Odezwałem się do niego przedstawiając swój pomysł na wspólne granie. Nie było w tym konkretnego celu - płyty czy koncertów. Chcieliśmy sprawdzić czy to się nam w ogóle klei. "

Skleiło się, a o warstwie lirycznej, a także duchowej, tej płyty, możecie posłuchać w poniższym wideo, w którym Nergal wyjaśnia czy ból, smutek i cierpienie towarzyszyły powstawaniu albumu oraz czy, tak jak sugeruje tytuł, są to utwory o miłości i śmierci:

Dwie osobowości, liderzy na swojej muzycznej ścieżce. Z pewnością obaj mieli problemy z tym, że nie mają w Me And That Man swojej artystycznej autonomii, ale to jednocześnie punkt mogący czegoś nauczyć w byciu muzykiem, a także i człowiekiem:

"

Taki jest cel wszystkich moich artystycznych działań - żeby uczyć się samego siebie. Człowiek jest częścią drogi, czyli sytuacji, które nam się przytrafiają, ludzi, których się poznaje. To właśnie te sytuacje i ludzie są nauczycielami. Nagrywanie płyty to dokumentowanie czasu, miejsca i emocji. Moje płyty to soundtracki mojego życia, poprzez albumy udaje mi się wracać do wspomnień. To tak jakbym pisał pamiętnik, tyle że pełen metafor i nie taki oczywisty. "

A czego John Porter nauczył się od Nergala przy pracy nad „Songs Of Love And Death”?

"

On twierdzi, że tolerancji, bo musiał ustępować kilka razy, a nie był do tego przyzwyczajony, podobnie jak ja. W Behemocie przynoszę lwią część materiału i realizuję swoją wizję. Oczywiście w zespole ze sobą rozmawiamy i dyskutujemy, ale koledzy ufają mi i moim pomysłom. W Me And That Man musieliśmy się siebie nawzajem nauczyć. Niektóre sytuacje były drażliwe, zwłaszcza podczas tworzenia. Poznawaliśmy swoje granice i uczyliśmy się je respektować. "

Olga Czyżykiewicz stworzyła teledysk duetu do kompozycji „My Church Is Black”. Gdy spytaliśmy ją jak opisałaby współpracę z Nergalem i Porterem odpowiedziała, że było to dla niej wyzwaniem działać z tak „męską energią” oraz kultowymi postaciami. Dodała również, że lider Behemotha wykazał się dużą odwagą tym, że zaufał jej wizji oraz ekipie, stawiając na poetycką narrację teledysku. A Jak Nergal ocenił współpracę z młodą, ale już doświadczoną Olgą Czyżykiewicz?

"

Wymowa tego klipu jest bardzo głęboka. To nie gołe dupy i cycki wokół facetów w domu uciech. W tym teledysku jest straszna ciemność i pustka, które dają do myślenia. Jest w tym męska energia, ale i kobiecość, rozumiana jako cielesność. Dla mojej znajomej feministki była to tylko przedmiotowość, ale ja tak nie uważam. Owszem, jest tu nagość kobieca, ale i męska - aktorzy, łącznie ze mną, rozbierają się do rosołu. Jest to bardzo symboliczne i za tym stoi znaczenie, bo to przecież nie jest teledysk Motley Crue z typową dla nich powierzchownością. Jest dokładnie odwrotnie. "

O tym czy Me And That Man jest tylko jednorazowym projektem oraz o przyszłości Behemotha romansującego z postpunkowymi brzmieniami dowiecie się z poniższego wideo:

Płyta „Songs Of Love And Death” od Nergala i Johna Portera, czyli Me And That Man, jest dostępna w sklepach od 24 marca 2017 roku.

Robert Skowronski
Tagi: Anty TV Adam Nergal Darski