09.02.2018 13:00

Paul Stanley: Kiss mógłby grać nawet bez oryginalnych muzyków w składzie, bo jest jak drużyna sportowa

Gitarzysta i wokalista Kiss uważa, że zmiany składu są wpisane w naturę zespołu i nie miałby nic przeciwko, by ten funkcjonował bez niego.

Paul Stanley: Kiss mógłby grać nawet bez oryginalnych muzyków w składzie, bo jest jak drużyna sportowa
foto: Vladimir Astapkovich/Sputnik/EAST NEWS

Kiss to dużo więcej, niż tylko zespół rockowy. To zjawisko popkulturowe, a także rozpoznawalna wszędzie na świecie marka. Choć tworzą go konkretni muzycy, to w rzeczywistości w powszechnej świadomości funkcjonują przede wszystkim ich sceniczne alter ego, czyli komiksowi herosi w ikonicznym makijażu i kostiumach.

Właśnie dlatego zespół tak dobrze radził sobie z licznymi zmianami w składzie. Zespół założyli gitarzyści Paul Stanley i Ace Frehley, basista Gene Simmons i perkusista Peter Criss. Ten lineup uważany jest za klasyczny, ponieważ nagrał najsłynniejsze albumy Kiss, takie jak „Destroyer” czy „Dynasty”. Jednak w 1980 odszedł Criss, dwa lata później Frehley, ale zespół nadal działał z powodzeniem z nowymi muzykami.

Z klasycznego składu dziś pozostali tylko Simmons i Stanley. Choć Kiss znaczy dla nich bardzo wiele i muzycy nie wahają się nawet wystąpić na drogę sądową, gdy poczują, że dobro kapeli jest zagrożone, to Paul Stanley wcale nie postrzega siebie jako fundamentu jej istnienia. „Billboardowi” wyznał, że nie przeszkadzałoby mu, gdyby Kiss działał dalej bez niego.

"

Myślę o tym, że mógłbym przestać być zaangażowany w Kiss. Nie sądzę, by Kiss się kiedyś skończył.

Zbudowaliśmy coś tak ikonicznego, że wykracza to poza poszczególnych członków grupy. Potrafię sobie wyobrazić zespół beze mnie, poważnie.

Był taki czas, że ludzie mówili, że w zespole musi być czwórka Stanley-Simmons-Frehley-Criss. I ci ludzie mieli rację tylko połowicznie. Gdyby kogoś jeszcze zabrakło, to zespół by sobie z tym poradził. "

Gitarzysta postrzega swój zespół niczym klub sportowy. Przecież kiedy Leo Messi zakończy karierę, to nie będzie oznaczało końca jego klubu FC Barcelona, który istnieje już 119 lat. W innym wywiadzie Stanley dodawał:

"

Kiedy oryginalny skład się rozpadł, stało się dla nas jasne, że w pewnym sensie jesteśmy bardziej jak drużyna sportowa. Nie dotyczą nas ograniczenia innych zespołów, bo nie jesteśmy jak inne zespoły. Tak, w sumie cieszyłbym się, widząc kogoś innego na moim miejscu w kapeli, bo ją kocham. "

Czy Waszym zdaniem zespoły powinny działać na takiej zasadzie, jak kluby sportowe? Wyobrażacie sobie stałą wymianę muzyków w składzie na młodszych?

Maciej Koprowicz
Tagi: Kiss Paul Stanley Rock News