Podsłuchane w Antyradiu.pl: Najlepsze płyty sierpnia 2020. Czego warto posłuchać?

30.08.2020 18:50
Podsłuchane w Antyradiu.pl: Najlepsze płyty sierpnia 2020. Czego warto posłuchać? Fot. Antyradio.pl

Oj, nie było łatwo z wyborem najlepszych płyt sierpnia. Obrodziło w świetne krążki, jeśli akurat szukacie ciekawych nowości, zapraszam do lektury.

Wow, po prostu wow. To moje podsumowanie muzyczne sierpnia 2020. Pierwszy raz od początków skrobania cyklu "Podsłuchane w Antyradiu.pl" (czyli od stycznia) miałam ogromny problem z wyborem faworytów, bo było ich za dużo. Słuchałam, dopisywałam, skreślałam, słuchałam, dopisywałam znowu. Oby więcej takich miesięcy! Niby robota trudniejsza, ale jak miło wchłaniać tyle dobrego. A co przyswoiłam najlepiej i dodałam do playlisty najlepszych płyt tego roku? Zapraszam do lektury!

Podsłuchane w Antyradiu: Najlepsze płyty sierpnia 2020

Są takie płyty, w których zakochujesz się od pierwszej nutki. Do nich należy zdecydowanie "No Wilderness Deep Enough", najnowsze dzieło Steve'a Von Tilla. To taki album, którym można się dobić w trudnych chwilach. Znacie tego mema? Gość leży na łóżku, płacze i sięga po odtwarzacz. Zamiast puścić coś, co poprawi mu humor, odpala Joy Division. Uwielbiam emocjonalną muzykę, która przenosi nas w najczarniejsze odmęty duszy autora. Nie jest to reguła, ale zgadzam się ze stwierdzeniem, że najpiękniejsze dzieła kształtują się w bólu i beznadziei. Steve Von Till w cudowny sposób łączy bogate brzmienia instrumentów takich jak waltornia, fortepian czy wiolonczela z syntezatorami. W połączeniu z szumami natury i głębokim, niskim głosem wokalisty muzyka staje się na wskroś obrazowa i plastyczna.

Przeczytaj także

Kiedy w 2017 roku ukazała się płyta "The Assassination of Julius Caesar" zachwyciłam się grupą Ulver. W sierpniu wrócili z kolejnym doskonałym albumem "Flowers of Evil". Za każdym razem, kiedy słucham tej kapeli mam ochotę założyć Uniwersytet dla Trv Metalowców i puszczać uczniom ich muzykę (z różnych okresów), jako podręcznikowy przykład poprawności stwierdzenia "klapki na uszach ograniczają i czynią z ciebie dzbana". Nowa płyta Ulver nie jest najbardziej eksperymentalną czy rewolucyjną w ich bogatej dyskografii, jednak tkwi w niej więcej mroku i ponurej aury niż w poprzedniczce. Może to spowodować, że wkrótce stanie się moją ulubioną.

Po wysłuchaniu nowego krążka Ulver odhaczyłam "Flowers of Evil" jako płytę miesiąca. Szybko musiałam wykreślić to zdanie z notatek, bo jeszcze tego samego dnia w moje głośniki wjechała cała na czarno "Hadal" od Over the Voids... Pod tajemniczą nazwą kryje się jednoosobowy projekt człowieka, który współpracował z formacjami jak Medico Peste, Mgła czy Mord'A'Stigmata. Z takim CV nie wypada nagrywać słabej muzyki. I faktycznie - w "Hadal" nie odkryłam jeszcze słabych momentów. Gdybym nie była totalnie upośledzona w kwestii grania na instrumentach - taką muzykę chciałabym grać. Serio, posłuchajcie. O taki black metal absolutnie nic nie zrobiłam. Wspominałam jakie w "In the Great of Nothing" są piękne bębny? Chyba nie. JAKIE W "IN THE GREAT OF NOTHING" SĄ PIĘKNE BĘBNY!

Płyta sierpnia, na którą czekałam z największą niecierpliwością to zdecydowanie Rome i "The Lone Furrow". Krążek Jerome Reutersa jest jeszcze bardziej bezkompromisowy i przemyślany niż poprzednie jego dokonania. Dlatego też mam nadzieję, że zostanie zauważony nie tylko z powodu muzycznych romansów Reutersa z Nergalem, który pojawia się wśród gości na wydawnictwie (w chyba najbardziej agresywnym i moim ulubionym utworze "The Angry Cup"). Melancholijna płyta kipi inspiracjami ze szuki, filmów, literatury. Jest angażująca i skłania do myślenia. "The Lone Furrow" z ponurym wokalem Reutersa to idealna ścieżka dźwiękowa do upadku wielkich cywilizacji.

Kolejna pozycja obowiązkowa sierpnia to epka grupy Vital Spirit. Dzika "In the Faith That Looks Through Death" zachwyca już samą okładką. Po odpaleniu pierwszego kawałka robi się tylko lepiej. Muzycy nie bez przyczyny wymieniają wśród swoich inspiracji mistrza Ennio Morricone. Zespół kowbojskie klimaty starych westernów przenosi do black metalu. Wwiercające się w głowę riffy, trzaski perkusji i piękne solówki (a nie jestem szczególną fanką) składają się na ciekawy materiał, który może spodobać się chociażby fanom kapeli Cobalt.

Pozostając w klimatach black metalu, warto zapoznać się także z "Relatos De Angustia" Selbst. To intensywna, złowroga i mroczna płyta, którą otwiera emocjonalny instrumentalny utwór "Praeludium". Jest niezbędnym wprowadzeniem do tego, co Selbst oferuje naszym uszom w kolejnych kawałkach. A tam czeka na nas muzyczna ilustracja frustracji i udręki. W gratisie wyjący wokal, agresja, różnorodność i imponujące majestatyczne kompozycje.

No i last but not least, czyli Primitive Man i płyta "Immersion". To niepokojący, brudny album, który kusi swoją ciężkością i przeraża głębią otchłani, w której możemy wylądować słuchając go za długo. Wszystko na tej płycie jest brzydkie, szorstki bas, wściekły ryk wokalu i niepokojące riffy. Ociężały, wleczący się materiał pełen szumów może zmęczyć, jednak warto dać mu szansę.

Podsłuchane w Antyradiu: sierpień

Do zestawienia nie załapało się w tym miesiącu wiele płyt, które wysłuchałam z wielkim podekscytowaniem i zachwytem. Taki los, trzeba było wybrać. Ale jeśli tych siedmiu wspaniałych sierpnia to dla Was za mało, to odsyłam chociażby do nowego materiału Jayle Jayle, czyli Evana Pattersona. Dla fanów Nicka Cave'a, Davida Bowiego, Toma Waitsa czy Iggy'ego Popa to pozycja obowiązkowa. Z kolei fanów srogiego łojenia nie powinien zawieść też zespół Ingested z pędzącą po trupach płytą "Where Only Gods May Tread", czy Necrot z albumem "Mortal", który ma spore szanse zostać obowiązkowym klasykiem w dyskografii deathmetalowców. Sierpień to też świetny krążek od Pig Destroyer. Materiał został sprytnie podzielony, a wstępem do dziwacznych, industrialnych kompozycji stał się świetnie zrealizowany, agresywny łomot. A na deser możecie odpalić jeszcze Ars Magna Umbrae i ich kosmiczny black metal w postaci "Apotheosis".

Przeczytaj także

Na szczęście, bo pewnie i tak niewielu z Was dotarło do tego akapitu, w muzyce poza granicami rocka i metalu nie znalazłam wiele ciekawych pozycji. W rapie znowu zamieszał Taco Hemingway z wydaną przed czasem płytą "Jarmark". Filip dzieli słuchaczy na dwa obozy - fanów, którzy znajdują w jego tekstach autentyczność i krytyków - którzy dopatrują się tu populistycznych haseł działających głównie na młodych i zbuntowanych. Jestem w teamie pierwszym. Kupuję narrację Taco, wierzę mu i doceniam rap "o czymś". Zauroczyła mnie także najnowsza epka popowego wokalisty Troye'a Sivana. "In A Dream" to lekki, czysty materiał pozbawiony tanecznych przebojów. To muzyka znacznie mniej nachalna niż większość popowych albumów, które królują w mainstreamie. Dużo tu emocji, wyrazistych flirtów z klubowymi dźwiękami techno czy house, inspiracji latami 80. i dobrego indie popu. 

A Wam co wpadło w uszy w minionym miesiącu? 

Przeczytaj także
Joanna Chojnacka
Joanna Chojnacka Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.