19.01.2017 10:02

Ross Robinson uważa „Korn III: Remember Who You Are” za błąd

Jeden z najważniejszych producentów sceny numetalowej, odpowiedzialny m.in. za sukces Korna, przyznał się do błędów, jakie popełnił w trakcie nagrywania tego krążka.

Ross Robinson uważa „Korn III: Remember Who You Are” za błąd
foto: Romana Makówka / Antyradio.pl + materiały prasowe

Produkcja muzyczna to ciężka sprawa. Ludzie, którzy się na nią decydują, muszą być nie tylko doskonali w studiu, lecz także mieć obcykane przynajmniej podstawy psychologii. Tylko najlepsi producenci są w stanie wycisnąć z zespołów jak najwięcej, zmotywować do ciężkiej pracy, a jednocześnie nie odciskać na ich materiale zbyt wyraźnego własnego piętna.

Ross Robinson z pewnością ma na koncie sporo niezaprzeczalnych sukcesów. To on był w końcu współodpowiedzialny za ukształtowanie sceny numetalowej, która w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych biła rekordy popularności. Ciężko sobie wyobrazić, jak bez niego brzmiałyby „Roots” Sepultury, „Three Dollar Bill, Y'all” Limp Bizkit czy pierwsze dwa krążki Slipknota oraz Korna.

Szczególnie późniejszy z nich, „Life Is Peachy” z 1996 roku, to dla wielu fanów twórczości Jonathana Davisa i spółki do dziś niedościgniony wzór i największe arcydzieło w jego dorobku. Nic więc dziwnego, że gdy po 14 latach grupa ponownie połączyła siły z Robinsonem, chciał on cofnąć ją do tamtych czasów. W końcu już sam tytuł „Korn III: Remember Who You Are” zdradzał, w jakim kierunku zmierzała grupa.

Dziś jednak producent żałuje, że obrał taką właśnie ścieżkę i zapewnia, że nigdy nie chciał nikogo zmuszać do bycia kimś innym.

"

Popełniłem ten błąd przy późniejszym materiale, nad którym pracowałem z Kornem. Po prostu tak bardzo chciałem, żeby był tym samym zespołem, co na „Life Is Peachy”, a to nieprawda. To dziś zupełnie inni ludzie, pozakładali rodziny... Wtedy o tym nie myślałem, chociaż wszyscy patrzyli nam mnie jak na idiotę. To po prostu nie zdało egzaminu. "

Zespół pragnął na swoim albumie z 2010 roku wrócić do korzeni, toteż zarejestrował go bez użycia dobrodziejstw techniki, z których korzysta na co dzień. Dzięki temu udało się uzyskać surowe, mocne brzmienie, które zebrało w większości pozytywne recenzje, choć zdania fanów były podzielone. Największym krytykiem „Korn III: Remember Who You Are” zdaje się dziś być jego producent.

"

Chciałem, żeby ci ludzie byli tacy, jacy wyobrażałem sobie, że są. A tak naprawdę są kimś zupełnie innym. To było z mojej strony bardzo niesprawiedliwe, że naciskałem na nich, aby cofali się w przeszłość. Dzięki temu nauczyłem się bardzo wiele o tym, czego nie powinienem robić. Cała ta historia była dla mnie bardzo pouczająca. "

Jednak też sam Jonathan Davis nie wspomina najlepiej okresu pracy nad tą płytą. Choć za każdym razem zapewnia o tym, jak bardzo uwielbia samego Robinsona, już wcześniej wspominał, że praca z nim to istne piekło, a nagrywanie krążka z 2010 roku było jeszcze cięższe...

"

On się zachowuje jak taka świetna cheerleaderka i naciska na ciebie, naciska, aż się złamiesz. I ja to w pełni rozumiem, to na pewno świetna sprawa, kiedy masz 24 lata. Ale nie jak masz 32 lata i kiedy nagrywałem „Korn III: Remember Who You Are”. "

Może właśnie dlatego już rok później Jonathan Davis uciekł w drugą stronę, aż do Skrillexa, z którym zespół nagrał kontrowersyjne „The Path of Totality”...

A Wy lubicie „Korn III: Remember Who You Are”?

Jakub Gańko
Tagi: Rock News Korn