30.03.2018 14:05

Tony Banks (Genesis): Dlaczego zaczęliśmy pisać krótsze utwory

Zespół Genesis w latach 70. słynął z rekordowych długości swoich utworów. W kolejnej dekadzie znacznie ją skrócił i... odniósł dzięki temu ogromny sukces komercyjny.

Tony Banks (Genesis): Dlaczego zaczęliśmy pisać krótsze utwory
foto: Paul Harris pacificcoastnews.com/EAST NEWS

Rock progresywny z lat 70. XX wieku jego antyfanom kojarzy się z napuszonymi do śmieszności kompozycjami, przeładowanymi aranżacjami i ciągnącymi się do granic wytrzymałości słuchacza utworami. Oczywiście są to zarzuty zupełnie nieuzasadnione w przypadku najwybitniejszych zespołów tego gatunku, jak Pink Floyd, King Crimson, Yes czy Genesis, choć nie da się ukryć, że w każdym z wymienionych przypadków czas trwania utworu nie wydawał się dla artystów żadnym ograniczeniem. 

Dla Genesis utwory trwające po 7, 8 czy nawet 10 minut były codziennością. Zespół do perfekcji opanował formę rockowej suity, czyli wielowątkowego, zróżnicowanego muzycznie utworu. Suity często rozrastały się do znacznych rozmiarów – na płytach z lat 70. nie był czymś wyjątkowym utwór trwający ponad 10, czy nawet 20 minut. Na albumie „Selling England By The Pound” Genesis z 1973 roku znaleźć możemy między innymi 12-minutowe „The Battle Of Epping Forest” i „The Cinema Show”, a rekordzistą jest 23-minutowe „Supper’s Ready” z rok wcześniejszego albumu „Foxtrot”.

Po odejściu z zespołu Petera Gabriela, a potem Steve’a Hacketta utwory Genesis stawały się coraz bardziej popowe, a co za tym idzie – coraz krótsze. Grupa z Philem Collinsem na wokalu odniosła ogromny sukces przebojowymi singlami, takimi jak „That’s All”, „Land Of Confusion”, „Invisible Touch” czy „I Can’t Dance”.

Wielu starych fanów Genesis zarzuciło mu oddanie się komercji, ale Tony Banks zaznacza, że zespół zawsze lubił krótsze, przebojowe utwory. Klawiszowiec w rozmowie z „Ultimate Classic Rock” podkreśla:

"

Przez wiele lat naprawdę lubiłem pisać dłuższe utwory. Po prostu doszliśmy do punktu, kiedy chcieliśmy robić muzykę trochę inaczej. Wszedłem do tego biznesu w latach 60., kiedy w muzyce pop wszystko było zwięzłe. Kocham The Beach Boys, The Beatles, The Kinks, The Zombies – mieli piosenki z nieco większą dozą wyobraźni niż inni, ale wciąż zwięzłe.

Kiedy odkryliśmy, że możemy też tak grać – bo wcześniej nie wiedzieliśmy, że to w naszym przypadku możliwe – to stało się bardzo ekscytujące.  "

Tony przypomina, że nawet w latach 80. na płytach Genesis można było znaleźć monumentalne, rozbudowane utwory.

"

Jeśli spojrzysz na całość naszego dorobku, to jest tam wszystko. Mamy dużo krótkich piosenek, długich piosenek – takich jak „Domino”, „Tonight, Tonight, Tonight”, „Home By The Sea”, które mają więcej niż jeden aspekt. 

Ale robiliśmy też naprawdę dobrą robotę z krótkimi piosenkami, jak „Land Of Confusion” albo „Follow You, Follow Me”. Jestem z nich bardzo dumny, bo jest w nich coś wyjątkowego. Nie wiedzieliśmy wcześniej, że możemy tworzyć takie rzeczy – to było ekscytujące. 

Mieliśmy też swoje albumy solowe, ja także. Na nich szedłem w nieco bardziej ekstrawaganckim kierunku, robiąc dłuższe kawałki, jak 17-minutowy „An Island In The Darkness”. Świetnie się bawiłem, nagrywając zarówno krótkie, jak i długie numery. Obecnie znów wróciłem do długich utworów, ale tworzę je już z orkiestrami. "

A Wy, wolicie Genesis z czasów, gdy grał 20-minutowe suity, czy z czasów, gdy nagrywał kilkuminutowe hitowe single?

Maciej Koprowicz
Tagi: Rock News Genesis