26.08.2016 10:40

Wes Borland: Lubię ludzi, którzy nie lubią Limp Bizkit

Gitarzysta Limp Bizkit przybliżył kulisy powstawania swojego solowego albumu. Przy okazji wyznał, że nie ma problemu ze swoimi fanami, którzy nie przepadają za jego macierzystą formacją.

Wes Borland: Lubię ludzi, którzy nie lubią Limp Bizkit
foto: Dariusz Ptaszyński / Antyradio.pl

Pośród fanów Wesa Borlanda - niekoniecznie Limp Bizkit - nie brakuje głosów, że gitarzysta trochę się marnuje w kapeli Freda Dursta. Każdy, kto słyszał choćby jego płyty spod szyldu Black Light Burns, doskonale zdaje sobie sprawę, że jego horyzonty muzyczne są znacznie rozleglejsze i nie zawężają się do nu metalu. Wydany w maju 2016 roku solowy krążek „Crystal Machete” to tylko kolejny dowód.

Pierwszy album wydany pod własnym nazwiskiem Wesa Borlanda to eksperymentalna porcja muzyki instrumentalnej, w której da się wyczuć wpływy progresywnej elektroniki i post-rocka. Muzyk mógłby ją kierować bardziej w stronę miłośników Johna Zorna czy Radiohead niż Limp Bizkit - i jak sam przyznaje nie ma problemu z takim podziałem fanów swojej twórczości.

"

Dla mnie spoko. Na ogół lubię ludzi, którzy nie lubią Limp Bizkit. Na tym krążku inspirowałem się głównie syntezatorowymi soundtrackami z lat osiemdziesiątych. To zainspirowało też jego tytuł - patrzyłem na loga takich filmów jak „Predator”, „Łowca androidów” czy „Legenda”. Myślałem o jakimś przedmiocie, jak w „Krullu”, broni, która będzie naiwna i poważna zarazem. Nie mógł to być miecz, więc stanęło na maczecie. "

Krążek rzeczywiście brzmi jak ścieżka dźwiękowa z nieistniejącego filmu i spokojnie sprawdziłby się w takiej roli. Już sama kompozycja materiału i podział na tematy muzyczne świadczą o wyobraźni godnej kompozytora filmowego. Okazuje się, że nie jest to przypadek - Wes Borland bardzo poważnie myśli o obraniu takiej ścieżki kariery.

"

Pracowałem już przy kilku niezależnych filmach, a także paru okropnych horrorach z serii „Piła” czy „Resident Evil”. Mam już 41 lat i z każdym rokiem coraz mniej mnie interesuje koncepcja zespołu. Tak naprawdę nie przepadam za pracą z innymi ludźmi. Nie inspirują mnie pomysły innych. Zamknąłem się we własnym świecie. "

Cóż, z koncertów Limp Bizkit wiemy już, że Wes Borland nie przepada na pewno za fanami, którzy robią sobie na scenie selfie. Nie ma też oporów, by kazać „spie*dalać” swoim miłośnikom, jeśli popierają kandydaturę Donalda Trumpa na prezydenta Stanów Zjednoczonych.

A Wy wolicie płyty Limp Bizkit czy solową twórczość Wesa Borlanda?

Jakub Gańko
Tagi: Rock News Wes Borland