08.12.2017 13:31

Wes Borland: Nikt nie chce nowej płyty Limp Bizkit, jesteśmy tylko nostalgicznym wykonawcą

Dawne gwiazdy nu metalu zmagają się z problemem wielu weteranów rocka - na ich koncertach wszyscy oczekują tylko starych hitów, a nikogo nie interesują nowe kawałki.

Wes Borland: Nikt nie chce nowej płyty Limp Bizkit, jesteśmy tylko nostalgicznym wykonawcą
foto: Romana Makówka/Antyradio.pl, Paint

Już kilkadziesiąt lat temu inżynier Mamoń odkrył złotą zasadę, rządzącą rynkiem muzycznym - wiadomo, że najbardziej lubimy piosenki, które już znamy. Kiedy idziemy na koncert jakichś naszych idoli sprzed lat, mamy nadzieję usłyszeć doskonale znane piosenki, które przypomną nam o szalonych chwilach z młodości.

Często jest tak, że czujemy się wprost rozczarowani, jeśli repertuar składa się głównie z nowych utworów – a zwykle tak się dzieje, gdy zespół jest w trakcie promowania nowego albumu. Ze zniecierpliwieniem słuchamy świeżynek, mając nadzieję, że za chwilę rozbrzmi jakiś szlagier, który znamy już na pamięć. Dla artystów smutne, ale prawdziwe.

Są wykonawcy, których muzyka była w pewnym momencie znakiem czasów. Takim artystom często jest jednak trudno odnaleźć się, gdy moda na ich gatunek przemija. Spotkało to chociażby mistrzów rocka progresywnego po inwazji punka i gwiazdy glam metalu po eksplozji grunge’u. Kiedy opadła fala zainteresowania nu metalem, jego najsłynniejsi wykonawcy zaczęli mieć poważny problem.

Od czasów szczytowej popularności nu metalu minęło już kilkanaście lat. Dzieciaki, które wtedy biegały w czapkach bejsbolowych, workowatych spodniach i adidasach dziś są już dorosłe, ale jak każdy dorosły, czują nostalgię za czasem młodości. Dlatego nadal chodzą na koncerty takich wykonawców, jak Limp Bizkit, choć jednocześnie nie śledzą ich nowych dokonań. Wystarczy im słuchanie po raz setny „Rollin’” i „Behind Blue Eyes”.

Gitarzyście zespołu, Wesowi Borlandowi trudno się z tym pogodzić, ale przyznaje to bez ogródek. W podcaście Talk Toomey mówił:

"

Nikt tak naprawdę nie chce naszej nowej muzyki, ale musimy ją robić, by promotorzy byli zainteresowani zespołem. Musimy dać im powód, by o nas mówili, byśmy mogli nadal jeździć w trasy i grać koncerty.

Kiedy mówię, że nikt nie chce nowej płyty Limp Bizkit, to dzieje się tak dlatego, że przetransformowaliśmy się w coś w rodzaju nostalgicznej rzeczy. Ludzie chcą usłyszeć 11 singli, które wydaliśmy i to wszystko.

Widzę, że uwaga publiczności spada, kiedy gramy piosenkę, która nie jest „My Generation”, „My Way”, „Break Stuff”, „Nookie”, „Rearranged”, „N2 Together Now”, „Take Look Around” i tak dalej. Kiedy nie gramy któregoś z tych utworów, ludzie zaczynają pomrukiwać. Może oprócz jakichś 50 osób, które z przodu krzyczą: „O mój Boże, grają, „Stuck”!”. "

Ostatni album Limp Bizkit, „Gold Cobra” ukazał się w 2011 roku i zebrał mieszane recenzje. Od tego czasu zespół pracuje nad swoim szóstym albumem studyjnym, „Stampede Of The Disco Elephants”. Ukazały się już 4 single, ale płyty nadal nie widać.

Maciej Koprowicz
Tagi: Wes Borland Limp Bizkit Rock News