10.11.2015 10:31

Wokalista Lamb Of God napadnięty przez dresiarzy

Randy Blythe nie będzie dobrze wspominał wizyty w Dublinie z 9 listopada 2015. Przed koncertem swojej grupy został zaatakowany przez grupę młodych chuliganów.

Wokalista Lamb Of God napadnięty przez dresiarzy
foto: Matthias Bauer, CC BY-SA 3.0

Oprócz muzyki Blythe ma także drugą pasję - jest nią fotografia. To właśnie miłość do robienia zdjęć naraziła muzyka na niebezpieczeństwo. Przed zaplanowanym na wieczór występem Lamb Of God wokalista postanowił wybrać się na spacer po okolicy, aby za pomocą aparatu uwiecznić na fotografiach dublińskie krajobrazy. 

Po zrobieniu zdjęcia Mostowi Samuela Becketta do Blythe'a podeszło kilku młodych mężczyzn. Wokalista od razu zorientował się, na co się zanosi – tak zrelacjonował wydarzenie na swoim profilu w serwisie Instagram: 

"

Około północy wybrałem się na mały spacer, żeby zrobić kilka zdjęć z długim czasem naświetlania. Byłem jedną przecznicę od hotelu, kiedy zauważyłem, że otacza mnie pięciu lub sześciu nastolatków (mieli około 16-18 lat) w bluzach z kapturami i dresowych spodniach. Pomyślałem „O rany, zaczyna się”. "

Blythe stwierdził, że jedynym słusznym zachowaniem w tej sytuacji nie jest podjęcie walki, a ucieczka – co niestety mu się nie udało: 

"

Zacząłem się szybko wycofywać - byłoby źle, gdyby udało im się mnie okrążyć w tym miejscu. Starałem się mieć wszystkich jednocześnie w polu widzenia. Wtedy jeden z tych dzieciaków zaszedł mnie od lewej i w tym momencie BUM - ktoś inny uderzył mnie czymś w tył głowy. Wydaje mi się, że musieli mieć jakiś kij. Przez chwilę widziałem gwiazdy.  "

Wokalista Lamb Of God znalazł się w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Nie wiadomo, czy ów wieczór nie skończyłby się dla niego pobytem w szpitalu lub czymś gorszym, gdyby nie przejeżdżający taksówkarz: 

"

Usłyszałem klakson samochodowy i zobaczyłem taksówkę, która jechała w kierunku tych dzieciaków. Ja stałem na ulicy i starałem się otrząsnąć, bo ten mały zasraniec przydzwonił mi naprawdę mocno.  "

Randy Blythe nie ma najlepszego zdania o swoich napastnikach. Jego zdaniem zaatakowanie kogoś w taki sposób jest tchórzliwe: 

"

Jak wszyscy tchórze i słabeusze na całym świecie, ruszyli na mnie mając dużą przewagę liczebną i natarli na mnie od tyłu. Nie miałem okazji palnąć żadnego z tych gówniarzy z powodu tego, że taksówkarz (dziękuję ci, kimkolwiek jesteś) ich przegonił w momencie gdy ja dochodziłem do siebie. Straciłem okulary (ale mam soczewki), moją czapkę z logiem Black Flag (ale mam drugą), e-papierosa (ale mam inne). Do tego mam rozcięty łokieć i boli mnie głowa, ale mogło być o wiele gorzej – dobrze, że nie oberwałem nożem.  "

Nie wiadomo, z jakiego powodu miejscowi chuligani wybrali Blythe'a na swoją ofiarę. Być może po prostu stanął na ich drodze i był przypadkowym celem. Możliwe jest również, że napastnicy dobrze wiedzieli, z kim mają do czynienia i postanowili na własną rękę ukarać wokalistę Lamb Of God za spowodowanie śmierci fana podczas koncertu w Pradze w 2012 roku.  

Przypomnijmy - występ zespołu skończył się śmiercią 19-latka, który został zepchnięty przez Blythe'a ze sceny i upadając nieszczęśliwie uderzył głową o podłogę. Muzyk został aresztowany i spędził 37 dni w czeskim więzieniu - wyszedł za sprawą pokaźnej kaucji, a później został oczyszczony z zarzutów. Domagał się sporego odszkodowania od wymiaru sprawiedliwości w wysokości ponad pół miliona dolarów, jednak jego roszczenia zostały odrzucone. 

Podczas koncertu w Dublinie wokalista zadedykował swoim napastnikom utwór „512” -  kawałek powstał po wyjściu Blythe'a z więzienia, a jego tytuł jest zarazem numerem celi, w której muzyk spędził ponad miesiąc. Przed wykonaniem numeru powiedział: 

"

To jest dla tych pięciu dzieciaków, którzy mnie zaatakowali. Mam nadzieję, że ktoś wam skopie wasze łby. "

Przed całym zajściem Blythe'owi udało się zrobić zdjęcie Mostu Samuela Becketta w Dublinie, które umieścił na swoim Instagramie: 

Nieprzyjemny incydent nie zraził wokalisty Lamb Of God do irlandzkiej stolicy i ma zamiar w przyszłości wrócić do Dublina: 

"

Bywałem w wielu nieprzyjemnych miejscach na świecie i nic mi się nie stało, ale ostatniej nocy trochę się rozproszyłem i zapomniałem zachować czujność na ulicy. To było głupie z mojej strony. Nadal kocham Dublin, nie boję się tu przyjeżdżać, to wspaniałe miasto, ale... Uważajcie, bo następnym razem mogą trafić na kogoś, kto będzie miał delikatniejszą głowę niż moja i kogoś zabiją. Oni nawet nie chcieli mnie obrabować, po prostu chcieli kogoś skrzywdzić. To nie była dla nich sprawa osobista. Jest mi po prostu żal tych dzieciaków. Tak więc przepraszam Dublin, jeśli ten występ był trochę szorstki - starałem się jak najlepiej. "

Jeśli chodzi o rękoczyny, sytuacja zazwyczaj bywa odwrotna - to muzycy często są agresorami. Niedawno o pobicie fotografa został oskarżony Glenn Danzig, natomiast znacznie od siebie większemu zawodnikowi wrestlingu siarczystego „plaskacza” wymierzył Corey Taylor - wokalista Slipknota.

Czy Waszym zdaniem Randy Blythe zasłużył na to, co go spotkało?

Michał Miernik
Tagi: Rock News Randy Blythe Lamb of God