Pogoda
21.01.2019 14:25

„ACTA 2.0” odrzucona. Polska obroniła wolność w internecie

Polska po raz kolejny ruszyła na odsiecz Zachodniej Europie – pochwaliło się Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dzięki naszej niezłomnej postawie na placu dyplomatycznego boju projekt „ACTA 2.0” został zablokowany.

„ACTA 2.0” odrzucona. Polska obroniła wolność w internecie
foto: materiały prasowe

Dyrektywa o prawach autorskich na jednolitym rynku cyfrowym malowana jest przez internet jako koniec świata. Prawo, które miało być uchwalone 21 stycznia 2019, zawiera kontrowersyjne artykuły, które po wprowadzeniu odmienią oblicze sieci.

Wysypowi memów o końcu świata jaki znany udało się jednak zapobiec – dyrektywę udało się zablokować, zanim trafiła do rozmów trójstronnych poprzedzających jej przyjęcie.

Dobrą wiadomością podzielił się Paweł Lewandowski, wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego.

Ramię w ramię z Polską o wolność internetu walczyła Belgia, Chorwacja, Finlandia, Holandia, Luksemburg, Niemcu, Portugalia, Słowenia, Szwecja i Włochy. Odparcie „ACTA 2.0” spod bram Parlamentu Europejskiego nie oznacza jednak końca wojny – prace nad dyrektywą będą kontynuowane do czasu uzyskania konsensusu. Kiedy przepisy o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym trafią na legislacyjny warsztat zależy od decyzji Rumunii, która przewodniczy UE.

„ACTA 2.0” – podatek od linków i prewencyjna cenzura internetu

„ACTA 2.0” powstała, żeby bronić interesy twórców, którzy chcą zarabiać na każdym przypadku użyciu stworzonych przez nich utworów (w rozumieniu prawnym oznacza to jakiekolwiek dzieło, także grafikę).

Protestowane są głównie dwa punkty dyrektywy. Artykuł 11, zwany podatkiem od linków, zakłada konieczność wykupywania przez agregatory licencji na pokazywanie tytułów, zdjęć i fragmentów artykułów, do których publikowany jest odnośnik. Google pokazał, jak niedorzecznie wyglądałyby wyniki wyszukiwania pokazywane zgodnie z „ACTA 2.0”.

Kontrowersje budzi także Artykuł 13, mówiący o nałożeniu na serwisy pełnej odpowiedzialności za wszystkie treści, które zostaną na nich opublikowane przez użytkowników. YouTube straszył, że w związku z tym będzie musiał na wszelki wypadek usunąć filmiki z Europy – nikt nie będzie w stanie sprawdzić, czy przypadkiem nie padają słowa, które zostały gdzieś na świecie użyte w utworze i są chronione prawem autorskim.

Czy dyrektywa o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym powinna być uchwalona?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: Internet