"Antares", Leo [RECENZJA KOMIKSU]

11.06.2021 11:18
Antares - okładka komiksu Fot. Egmont Polska/materiały prasowe

Wydawnictwo Egmont wydało nową, zbiorczą edycję komiksu "Antares", brazylijskiego scenarzysty i rysownika Leo. Czy warto sięgnąć po tę serię science fiction?

Chociaż w ogólnym obiegu komiksy kojarzą się głównie z superbohaterami Marvela czy DC lub historiami dla dzieci z Kaczorem Donaldem w roli głównej, prawda jest zupełnie inna. To medium można porównać do filmu, w którym też pojawia się cały przekrój najrozmaitszych gatunków, podawanych na rożnorodne sposoby. Komiks "Antares" stworzony przez brazylijskiego scenarzystę i rysownika Leo, chociaż koresponduje z tradycyjnym gatunkiem popkultury, jakim jest science fiction, opowiada uniwersalną historię o człowieczeństwie. Czy warto sięgnąć po tę serię?

Antares - Egmont Polska/materiały prasowe Fot. foto: Antares - Egmont Polska/materiały prasowe

Na samym początku trzeba zaznaczyć, że "Antares" to bezpośrednia kontynuacja dwóch poprzednich komiksów Leo - "Aldebarana" i "Betelgezy", stanowiących cykl rozgrywający się w tym samym świecie i opowiadający o tych samych bohaterach. Twórca rozpoczął pracę nad historią Kim Keller w roku 1994 i w ciągu dwóch dekad powołał do życia pogłębiony portret bohaterki oraz otaczającego ją (wszech)świata. Warto jednak podkreślić, że "Antares" można czytać jako autonomiczne dzieło, bo autor w wyczerpujący sposób dostarcza informacji na temat poprzednich losów bohaterów cyklu. Żeby jednak poczuć pełną atmosferę stworzonego przez Leo świata, lepiej zacząć od samego początku, czyli "Aldebarana".

Komiks "Antares" powstawał w latach 2007–2015 i składa się z sześciu części. Recenzowane zbiorcze wydanie to albumowa, druga edycja serii, która kilka lat wcześniej ukazała się w dwóch tomach. Historia rozgrywa się w oddalonej o ponad sto lat przyszłości i opowiada o Kim Keller - doświadczonej eksploratorce kosmosu, która wyrusza na kolejną niebezpieczną misję. Tym razem, by zbadać tajemniczą planetę Antares. Projektem "Antares" dowodzi nowojorska  korporacja Forward Enterprises, która ma na celu nie tylko naukowe podejście do wyprawy, ale ukrywa również pewien sekret. Nieodpowiedzialni prezesi firmy ściągną na głowy uczestników ekspedycji poważne niebezpieczeństwo.

foto: Antares - Egmont Polska/materiały prasowe Fot. foto: Antares - Egmont Polska/materiały prasowe

Osoby, które są zapoznane z uniwersum Aldebarana poczują się jak w domu. Czytelnicy sięgający po przygody Kim po raz pierwszy zostaną uderzeni niesamowitym klimatem, mającym w sobie coś z science fiction lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Z tego powodu komiks może się wydawać niekiedy anachroniczny, tym bardziej że twórca w pewnych kwestiach prezentuje dość nieoczekiwane podejście do wizji przyszłości Ziemi. Zaprezentowana w komiksie technologia w wielu przypadkach spraw wrażenie fantazji twórców sprzed ery internetu i smartfonów. Z jednej strony jest to atut "Antares", z drugiej, brak bardziej osadzonego w obecnej technologii futuryzmu może wydawać się trochę nie na miejscu.

Polecamy

Leo w sześciu częściach "Antaresa" umiejętnie rozłożył akcenty w nowych przygodach Kim. Czytelnik śledzi jej przemianę na wielu płaszczyznach, przez co bohaterka wydaje się niezwykle realna, w świecie, który z rzeczywistością ma wspólnego nie wiele. I to chyba jest największy atut historii opowiedzianej przez twórcę - bardzo realistyczne wątki w opowieści, która jest jedynie fantastyką naukową. Leo nie odkrył jednak w tej dziedzinie Ameryki, gdyż jest to częsty zabieg twórców tekstów kultury wychodzących gatunkowo poza realizm. Historia trzyma jednak w napięciu i ma w sobie coś ze starych awanturniczych powieści. Być może dlatego, że porusza podobne wątki, pokroju kolonializmu, odkrywania nowych światów, kultur i zjawisk przyrodniczo-naukowych.

Komiks powstawał jednak współcześnie, więc perspektywa rzucona na te zagadnienia znacznie różni się niż w czasach Julesa Verne'a, czy Roberta Louisa Stevensona. Leo oczami bohaterów patrzy więc krytycznie na wszystkie grzech kolonizatorów doby wielkich odkryć geograficznych. To zresztą niejedyny wątek społeczno-polityczny, który pojawia się w "Antaresie". Twórca bardzo silny nacisk położył między innymi na feminizm. Główna bohaterka to silna kobieta, która nie daje się zniewolić przestarzałym, tradycjonalistycznym wartościom. Nic zresztą dziwnego, bo Kim była wzorowana na ikonicznej postaci sci-fi - Ellen Ripley z serii "Obcy". Nie jest w tym zresztą sama. Kobiece bohaterki wydają się bowiem o wiele silniejsze niż mężczyźni, co często wynika z ich sytuacji społecznej.

foto: Antares - Egmont Polska/materiały prasowe Fot. foto: Antares - Egmont Polska/materiały prasowe

Pojawia się też mocno nakreślony wątek fundamentalizmu religijnego i narzucania swojego patrzenia na świat przez wszelkiego rodzaju powołujących się na siłę wyższą  przewodników duchowych. Nie zabrakło również miejsca na przyjrzenie się zagadnieniom ekologicznym. Ziemia z przyszłości została doszczętnie zniszczona przez ludzkość. Mieszkańcy miast muszą na stałe nosić maski przeciwgazowe z powodu zanieczyszczeń, a kolejni badacze wyruszają w kosmos w poszukiwaniu nowych planet do zasiedlenia.

To wszystko wątki, które pojawiły się w uniwersum Aldebarana i nie są niczym nowym, ale podobnie jak w poprzednich częściach, została im poświęcona duża uwaga. Tym samym "Antares", przez przygodową opowieść science fiction, przekazuje uniwersalną historię na temat społeczeństwa, religii i całej ludzkości, która w wielu miejscach marnuje energię na niepotrzebne sytuacje, sama pakując się przy tym w możliwe do uniknięcia kłopoty. Fabularnie "Antares" trzyma wysoki poziom i chociaż w całej historii nie pojawiają się widowiskowe sceny rodem z blockbusterowych komiksów, czytelnik nie może się doczekać, co wydarzy się na kolejnej stronie.

Polecamy

Oprawa graficzna to kreska charakterystyczna raczej dla twórców spoza głównego obiegu, szczególnie rysowników amerykańskich, zajmujących się najgłośniejszymi tytułami. Styl Leo przywodzi na myśl wielu artystów komiksowych pochodzących z Europy i jak na historię przygodową, rysunki w "Antaresie" są nadzwyczaj statyczne. Co nie oznacza, że z komiksu wieje nudą. Wręcz przeciwnie. Szata graficzna oddaje wcześniej wspomniany klimat historii sci-fi z dawnych lat, w czym pomagają nieco sprane kolory stosowane przez Leo. Największym atutem rysunków "Antaresa" są niesamowite formy życia zamieszkujące tytułową planetę. Autor stworzył wiele gatunków roślin i zwierząt, które niejednokrotnie wyglądają jak figury z obrazów surrealistów. W tym szaleństwie jest jednak metoda, bo przyglądając się faunie i florze Antaresa, można dostrzec, że autor starał się wcielić w Matkę Naturę.

foto: Antares - Egmont Polska/materiały prasowe Fot. foto: Antares - Egmont Polska/materiały prasowe

Wszystkie stworzenia pojawiające się w komiksie zostały stworzone w taki sposób, by ich istnienie było wytłumaczalne z ewolucyjnego punktu widzenia. Leo postanowił się pobawić hipotezami na temat tego, jak mogłoby wyglądać życie, gdyby na planecie przypominającej Ziemię, pojawiły się odmienne niż u nas czynniki kształtujące formy życia. Możemy więc zobaczyć roślinożernych przeżuwaczy wyposażonych w dwie głowy - jedna posiadająca otwór gębowy, służąca szukania pożywienia i druga z oczami, której zadaniem jest obserwacja otoczenia. Antaresa zamieszkują też ogromne stworzenia przypominające dinozaury, ale pojawiają się też gatunki lądowe silnie inspirowane podwodnym życiem. Trudno orzec, w jakim stopniu tego typu stwory rzeczywiście mogłyby występować w naturze, ale podziwianie zwierząt i roślin obcej planety jest naprawdę przyjemne i sprawia, że czytelnik ma na czym zawiesić oko. Tym bardziej że pozycja została wydana w większym niż lwia część komiksów formacie albumu.

"Antares" jest więc bardzo interesującym, przemyślanym od początku do końca komiksem, który powinien spodobać się nie tylko miłośnikom science fiction. Wciągająca, pełna napięcia fabuła, różnorodni, barwni bohaterowie, fantastyczne rysunki przedstawiające niesamowite zwierzęta oraz niepowtarzalny klimat, to największe atuty tego komiksu. Największym minusem "Antaresa" jest to, że przed zabraniem się do czytania, wypadałby pochłonąć "Aldebarana" i "Betelgezę", żeby móc w pełni cieszyć się poznawaną historią. A może to również plus tej serii?

Ocena: 8/10

Sergiusz Kurczuk
Sergiusz Kurczuk Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.