Czarnobyl nie był pierwszy. 30 lat wcześniej katastrofa nuklearna zabiła nawet 8000 osób

18.12.2020 22:12
Katastrofa nuklearna, do której doszło trzy dekady przed Czarnobylem Fot. shutterstock

Katastrofa nuklearna, do której doszło trzy dekady przed Czarnobylem zabiła nawet 8000 osób, a blisko pół miliona zostało narażonych na działanie promieniowania. Zobacz jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic Związku Radzieckiego!

Czarnobyl nie był pierwszą katastrofą nuklearną. Był pierwszą, o której świat dowiedział się oficjalnie. Jednak trzydzieści lat wcześniej doszło do innej nuklearnej tragedii, która przez wiele lat była najściślej strzeżoną tajemnicą ZSRR. 29 września 1957 roku, w głębi Związku Radzieckiego, miała miejsce potworna katastrof której przebieg i skutki sowieci utajnili na blisko 35 lat.

Nuklearna fabryka, której nie było na mapach

Majak do 1992 roku pozostawał tajnym obiektem badawczym oznaczanym jako: Czelabińsk-40, Czelabińsk-65 oraz Oziorsk-817 i nie było go na żadnych mapach. Kompleks mieści się 15 km na wschód od Kysztymy, 70 km na północ od Czelabińska, a najbliżej położone miasto to Oziorsk. W czasach ZSRR był to największy kombinat produkujący materiały rozszczepialne do broni nuklearnej.

Zakłady Majak zbudowano w pośpiechu i tajemnicy w latach 1945-1948. Były częścią radzieckiego programu badań nad bronią atomową. Jak się okazało wiele dekad później, w żadnym innym miejscu na świecie nie prowadzono tego rodzaju prac w sposób równie niedbały i z podobną pogardą dla życia ludzkiego.

Zobacz także

Na samym początku zakład miał się zajmować rafinowaniem i obrabianiem plutonu o przeznaczeniu wojskowym. Posiadał pięć reaktorów atomowych. W późniejszym okresie zakład wyspecjalizował się w przetwarzaniu plutonu ze zdemobilizowanej broni i odpadów z reaktorów atomowych. W 1957 roku w zakładach doszło do awarii systemu chłodzenia zbiornika zawierającego dziesiątki tysięcy ton rozpuszczonych odpadów jądrowych. Awaria poskutkowała eksplozją (niemającą charakteru jądrowego) o sile porównywalnej do wybuchu 75 ton trotylu. W konsekwencji ogromny obszar uległ skażeniu promieniotwórczemu o pierwotnej aktywności 2 milionów kiurów. Dziś incydent nazywany jest katastrofą kysztymską.

Tragiczny w skutkach wybuch miał miejsce w obwodzie czelabińskim – niedaleko granicy z Kazachstanem, 1500 kilometrów od Moskwy i prawie 2400 od Polski. Według raportu ONZ z 2008 roku doszło w tam łącznie do pięciu poważnych incydentów radiologicznych. Jednak jeden z nowszych raportów (z 2017 roku) mówi, że wszystkich wypadków mogło być tam nawet przeszło trzydzieści.

Przerażające skażenie radioaktywne

Jak wspominałam był to pierwszy tego typu zakład, który powstał w ZSRR. Wybudowany w pośpiechu z załogą, która nie do końca miała świadomość z jakim zagrożeniem się mierzy. Na początku i w połowie XX wieku nikt nie zdawał sobie sprawy, że pierwiastki radioaktywne są szkodliwe dla zdrowia.

Kobiety malowały farbą radową zęby, żeby mieć bielszy uśmiech a wielkie koncerny wykorzystywały ten pierwiastek w przemyśle. Radioaktywnymi lekami leczyło się katar sienny i zaparcia. Twierdzono, że korzystnie wpływa na drogi rodne kobiet, pragnących zostać matkami. Do ogólnej sprzedaży trafiły dzbanki na wodę z drobinkami radu. Jakiś czas później pojawiały się popularne luminescencyjne zegarki, których tarcze i cyferki były pokrywane farbą zawierającą rad. O przerażających skutkach ich produkcji przeczytacie w artykule o spawie Radium Girls.

Także w ZSRR nie brano szczególnie pod uwagę przerażających skutków kontaktu z pierwiastkami radioaktywnymi. Procesy technologiczne zastosowane w fabryce skutkowały powstaniem ogromnej ilości odpadów radioaktywnych, które były wlewane do pobliskiej rzeki Teczy. Jej woda poprzez Iset, Toboł, Irtysz i Ob wpadał do Morza Karskiego a system rzeczny około 1000 km. Potem odpady pompowano do jeziora Karaczaj, a w 1953 roku wybudowano tymczasowe składowisko odpadów, w którym magazynowane są do dziś.

Przez całe dziesięciolecia okoliczni mieszkańcy chorowali na nowotwory, mutacje genetyczne a ich dzieci rodziły się zniekształcone, dysfunkcyjne, oligofreniczne.

Okoliczności wybuchu

We wrześniu 1957 roku doszło do awarii systemu chłodzącego w olbrzymim zbiorniku zawierającym od 70 do 80 ton płynnych odpadów radioaktywnych. Pracujący w zakładzie inżynierowie nie do końca zdawali sobie sprawę z konsekwencji i awaria nie została usunięta dokładnie tak, jak powinna. W efekcie tego 29 września 1957 roku, zakładem wstrząsnęła eksplozja o niespotykanej sile.

Ostrożne szacunki mówią o kilkudziesięciu ofiarach śmiertelnych (49-55 według raportu z 2011 roku), albo wręcz o licznie zbyt małej, by dało się ją wykryć (raport z 2017). Z kolei inne źródła mówią nawet o 8000 zmarłych. Jeszcze inne źródła podają że w konsekwencji tej awarii ponad 200 osób zmarło na chorobę popromienną, 10 tysięcy ewakuowano, 470 tysięcy narażono na działanie promieniowania jonizującego, a obszar o wielkości setek kilometrów kwadratowych został wyłączony z użytku. Jednak ze względu na to, że katastrofa była zatajona niemal do końca lat 70. XX wieku, każdy z zespołów badawczych i komisji podaje nieco inne dane.
 

Skutki awarii

Zdarzenie jądrowe, najpoważniejsze w historii ZSRR aż do katastrofy w Czarnobylu, skategoryzowano według międzynarodowej skali zdarzeń jądrowych jako "poważną awarię" – 6 w skali od 0 do 7. Według międzynarodowej skali zdarzeń jądrowych i radiologicznych (INES), stosowanej przez światowe organizacje od 1990 roku, najpoważniejszymi w dziejach Ziemi były katastrofy w Czarnobylu (1986) i Fukushimie (2011). Na trzecim miejscu znajduje się katastrofa kysztymska.

Okoliczni mieszkańcy popadli w histerię wynikającą z obawy przed możliwością wybuchu nowych "tajemniczych" chorób. Widziano ofiary chorób o skórze "zsuwającej się" z twarzy, dłoni i innych odsłoniętych fragmentów ciała.

W 2017 roku w "Journal of Radiological Protection" opublikowano ustalenia zespołu rosyjskich naukowców. Wynikało z nich, że przez pierwsze dwa tygodnie po katastrofie ewakuowano zaledwie trzy wioski. Kolejne siedem miejscowości dopiero po upływie 250 dni. Łącznie wysiedlono około 10 000 osób (23 miejscowości), ale 80% z nich musiało na to czekać powyżej roku, w międzyczasie przyjmując stałe dawki promieniowania. W raporcie można przeczytać również o tym, że 59 000 hektarów ziemi wyłączono z jakiejkolwiek "aktywności ekonomicznej" - zakazano uprawy płodów rolnych i ograniczono produkcję mleka.

Świat o niczym nie wiedział?

Katastrofa stała się jedną najpilniej strzeżonych tajemnic Związku Radzieckiego. Jednak agenci CIA dowiedzieli się o niej niemal od razu. Postanowili jednak sprawę utajnić w obawie przed opinią publiczną, która mogłaby zacząć kwestionować plany rozwoju amerykańskiego przemysłu atomowego. Anna Gyorgy, powołując się na ustawę o wolności informacji i w ten sposób otwierając akta CIA, odnalazła potwierdzenie tego faktu.

Plotki o awarii jądrowej w pobliżu Czelabińska krążyły jednak na Zachodzie przez dłuższy czas. W 1958 roku w zachodniej prasie pojawiły się skąpe wzmianki na temat domniemanego wypadku. Nikt nie traktował sprawy poważnie. Po około 18 latach od katastrofy rosyjski biolog i dysydent, Żores Miedwiediew (zbiegły ze Związku Sowieckiego), zaczął wypowiadać się na temat katastrofy i pisać o "ludziach, których skóra płatami obłaziła z twarzy". Na początku nikt zupełnie mu nie wierzył a prawda o katastrofie zaczęła wychodzić na światło dzienne około 1978 roku.

Miejsce to uchodzi obecnie za jedno z najbardziej skażonych na Ziemi a skutki katastrofy odczuwalne są do dziś.

Źródło: wielkahistoria.pl, tech.wp.pl

Zobacz również: Oświęcim: poruszające znalezisko w dziecięcych bucikach w Muzeum Auschwitz

Romana Makówka
Romana Makówka Redaktor antyradia
Polub Antyradio na Facebooku
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.