Pogoda
12.12.2018 18:04

Fallout 76 – raport z oblężonej krypty [RECENZJA]

Fallout 76 to jednocześnie najgorsza i najlepsza gra z postapokaliptycznej serii. To także komedia pomyłek rozmijających się oczekiwań studia oraz graczy.

Fallout 76 – raport z oblężonej krypty [RECENZJA]
foto: materiały prasowe

Fallout 76 mógł być idealną grą RPG – w prawdziwym znaczeniu tego słowa. W końcu chodzi o wcielanie się w rolę, zrezygnowanie z postaci kierowanych przez komputer na rzecz oddania sceny samym graczom mogło być więc genialnym zagraniem. Okazało się jednak, pomysł był wspaniały, tylko gracze epoki Fortnite nie chcą (a może nie potrafią) wczuć się w prowadzoną postać, woląc polować na skórki i stroje dające im „niepowtarzalny” wygląd.

To, że mogą grać właśnie w taki sposób, nie jest oczywiście dziełem przypadku – Fallout 76 miał to umożliwiać od samego początku, o co ochoczo zadbała Bethesda. Była to jednak tylko odpowiedź na to, co dzieje się na rynku i na jakie gry gracze wydają pieniądze.

Fallout 76 – dopiera gra sieciowa to gra

fallout_76_02

Nie ma się co oszukiwać – to gracze graczom zgotowali ten los. Los nas wszystkich przypieczętował jeden tytuł, wymieniony już wcześniej: Fortnite. Ta gra stała się prawdziwym zjawiskiem kulturowym, przyciągając do siebie ponad 80 mln osób każdego miesiąca i zarabiając kilka milionów dolarów dziennie.

To pieniądze, obok których żadne studio nie jest w stanie przejść obojętnie. Nie jest przypadkiem, że w każdej możliwej grze pojawia się tryb battle royale (nawet e-sportowy CS:GO nie obronił się przed tym trendem), i że nawet CD Projekt RED nie wyklucza, że zaimplementuje go w Cyberpunku 2077.

Dopiero komputer w sieci to prawdziwy komputer – tak kilkanaście lat temu reklamował się SUN, dostawca rozwiązań sieciowych. Dziś podobne przekonanie mają twórcy gier, którzy chcą sprzedawać usługę, a nie sam tytuł – przykład Fortnite pokazuje, że jeśli już uda się przyciągnąć do swojego tytułu graczy, to można z jego rozwijania żyć długimi latami.

Fallout 76 miał być właśnie takim tytułem. Programiści postarali się, żeby wszystko się zgadzało, jeśli chodzi o najgorętsze trendy w grach – istnieje więc tylko tryb gry wieloosobowej online, pojawiają się wydarzenia zachęcające do kooperacji (a jak ktoś bardzo chce, to może nawet – za obopólną zgodą – postrzelać sobie do kolegów z Krypty 76), zaimplementowano obowiązkowe elementy craftingu oraz budowania własnych struktur, a całość uzupełnia sklep, w którym można kupić kosmetyczne przedmioty, nie wpływające na szanse przetrwania w świecie Fallouta 76.

Jednocześnie postarano się, żeby nie była to tylko i wyłącznie kolejna strzelanka online – w stworzenie świata, który będzie opowiadał swoją własną, tajemniczą historię, włożono naprawdę sporo pracy – zwiedzać można ogrmne terytorium, gdzie ślady przeszłości czekają na nas niemal na każdym kroku.

Fallout 76 powstał więc jako gra, w której współpracujący ze sobą gracze mieli odkrywać oddany im we władanie świat, a rolą Bethesdy miało być inkasowanie wpływów ze sklepu podczas dbania, żeby (i tu znowu za wzór wzięto sobie Fortnite) gra ewoluowała i co kilka miesięcy wprowadzała nowe elementy rozgrywki, tak by nie zdążyła się znudzić. Być może doczekamy się nawet (o ile Fallout 76 przetrwa trudne czasy) wdrożenia trybu battle royale.

Twórcy gry popełnili jednak poważny błąd – pospieszyli się z wydaniem gry, być może szukając sposobu na sfinansowanie prac nad (nota bene) wyszukiwaniem i likwidowaniem błędów.

Fallout 76 – najpierw wydaj, potem poprawiaj błędy

fallout_76_03

Fallout 76 cierpi także z powodu drugiego błędu popełnianego w przeszłości przez graczy – wyrozumiałości dla wydawców, którzy sprzedawali im niedokończone gry.

Można tylko domyślać się, jak wyglądał proces decyzyjny Bethesdy dotyczący wydania Fallouta 76 – prawdopodobne wydaje się, że postanowiono (korzystając z doświadczeń w przeszłości) nieco przyspieszyć premierę, bo z chwilą oddania gry w ręce klientów studio zaczyna zarabiać pieniądze.

W tytuł włożono sporo pracy – postawiono na „środowiskowe opowiadanie historii”, symulując pusty świat, w którym zginęli wszyscy ludzie (jak się okazało, nie od razu po wybuchach, ale to właśnie pozostawiono do odkrycia graczom), i w którym informacje trzeba zdobywać przeszukując w detektywistyczny sposób archiwa, bazy danych i zapiski zaginionych.

Fallout to seria RPG, Bethesda uznała więc zapewne, że skoro całe podwaliny świata zostały już położone i na odkrycie czeka wciągająca historia, to nie ma na co czekać – gracze, zajęci odkrywaniem świata i wykonywaniem zadań, zostaną wciągnięci przez fabułę i nie będą przyglądać się za bardzo temu, jak gra wygląda i działa.

Po wprawieniu machiny Fallouta 76 w ruch do intensywnej pracy mieli wziąć się programiści, łatając odkrywane błędy i doprowadzając grę do stanu, w którym powinna być w chwili premiery. Opinie graczy miały zapewne posłużyć do wprowadzania poprawek oraz wyborów co do przyszłych treści, które Bethesda obiecała udostępniać za damo.

Namacalnym przykładem tego, czego spodziewali się gracze w stosunku do tego, co chciała dostarczyć Bethesda, jest sprawa z torbą dodawaną do specjalnej kolekcjonerskiej edycji – w obietnicach był to solidny płócienny produkt, w pudełku znalazła się nylonowa podróbka.

Fallout 76 – raport z oblężonej krypty

fallout_76_06

Jeśli pamiętacie stare, dobre czasy (dziś nazywane okresem retro w graniu), zapewne kojarzycie pojawiający się od czasu do czasu „raport z oblężonego miasta”. Powstawał on, gdy zmiany na rynku wymuszały zmianę sprzętu na nową generację, gdyż nowe gry nie chciały się już na nim uruchamiać

Raport z oblężonej krypty mówi niemal o tym samym – tym razem jednak trzeba pogodzić się z tym, że goniące za wynikami finansowymi korporacje będą robić gry, które ich zdaniem przynoszą największe pieniądze i pozwolą na największy zwrot z inwestycji.

Battle royale będzie więc nas atakować z każdej możliwej strony, tak samo jak koncentrowanie się na grach wieloosobowych, sprzedawanie gry jako usługi (zwróćcie uwagę, jak traktowany jest przez Microsoft system Windows czy pakiet Office), stawianie na mikropłatności za kosmetyczne dodatki albo wprowadzenie tajemniczych skrzynek z losową zawartością (z tego ostatniego producenci gier mogą się wycofać po serii oskarżeń o łamanie przepisów antyhazardowych).

Od tego zjawiska nie da się uciec, przynajmniej nie w kilku najbliższych latach – każde studio będzie chciało pokazać swoją wersję Fortnite’a, licząc na przebicie popularności tytułu stworzonego przez Epic Games. Nie obędzie się oczywiście od wpadek, szczególnie gdy prace nad grą będą przyspieszane, żeby zdążyć prze zbytnim nasyceniem się rynku – być może właśnie z tego powodu Fallout 76 został udostępniony w stanie deweloperskim, a nie jako gra „pod klucz”.

Fallout 76 – wirtualna wersja papierowego RPG

fallout_76_04

Napisałem, że Fallout 76 może być najlepszą grą z serii, czas więc wytłumaczyć się ze swoich słów. Częściowo już to zrobiłem, wspominając o tym, czym tak naprawdę są gry RPG. Zadaniem biorących w nich graczy jest wcielenie się w prowadzoną postać i zachowywanie się tak, jakby otaczający ich syntetyczny świat był tym prawdziwym, w którym funkcjonują zgodnie z nakreślonymi regułami prawnymi i społecznymi.

W teorii więc Fallout zamieszkany tylko i wyłącznie przez graczy, którzy na nuklearnych pustkowiach budowaliby od początku swoje życia, to najpełniejsze i najlepsze wcielenie Fallouta w praktykę. Tak wyglądałby świat po wojnie – szczęśliwcy, którzy przeżyli by atomowe wybuchy po 25 latach spędzonych w bezpiecznej, odciętej od świata krypcie musieliby rekonstruować wydarzenia uciekając się do czytania zapisków ocalałych. Dokładnie to robimy w Falloucie 76.

Gdy nadejdzie koniec świata, wszystko będzie cenne i wszystko się przyda. Nie jest przypadkiem, że gra zmusza do przeszukiwania wszystkich zakamarków (co robiło się już w pierwszych odsłonach cyklu) w poszukiwaniu złomu lub innych skarbów. Dokładnie to samo robilibyśmy w rzeczywistości.

Żeby dobrze grać w Fallouta 76 i docenić potencjał, jaki w nim drzemie, trzeba jednak mieć doświadczenie z papierowym RPG i osiąganym w nich zanurzeniem w przedstawianym świecie. W tym sensie Fallout 76 to gra wspaniała, tylko ludzie dzbany. Rolę mistrza gry wziął na siebie silnik gry, który rzuca za gracza kostkami i przedstawia mu sytuację, jaką napotyka – to, w jaki sposób podejdziemy do gry wyznaczy jej jakość dla nas i innych graczy.

Fallout 76 - przystawka dania, którego możemy się nie doczekać

fallout_76_05

Czy Fallout dla pokolenia Fortnite ma szansę się udać? Jest wiele przykładów na to, że formuła gry RPG online się sprawdza – wystarczy wspomnieć World of Warcraft czy Eve Online. Bethesda zdecydowanie pospieszyła się z rozpoczęciem sprzedaży Fallouta 76, być może chcąc, żeby gracze rozpoczęli finansowanie prac nad rozwojem tytułu.

Najwięcej pracy włożono w osadzenie w świecie Zachodniej Wirginii historii i związanych z nią zadań – wygląda, jakby całą resztą, czyli na przykład oprawą graficzną (zasługą silnik stworzonemu z punktu widzenia graczy wieki temu) i zapewnieniem bezproblemowego działania tytułu chciano zajmować się właśnie w ramach usługi grania, rozwijanie i ulepszanie Fallouta 76 traktując jako niekończącą się proces, w którym premiera była tylko jednym z etapów.

Pierwsze wrażenie sprawia się jednak tylko raz – a Fallout 76 jest obecnie grą, która co prawda posiada potencjał na bycie najlepsza, lecz przedstawia się jako ta najgorsza, w której najbardziej dopracowanym elementem jest sklep.

Nie oznacza to, że nie można czerpać przyjemności z grania – jeśli tak jak piszący te słowa jesteście fanami Fallouta, zapewne uda się Wam przymknąć oko na niedoskonałości i cieszyć możliwością lepszego poznania świata, który się pokochało.

Większość osób poczuje się jednak pewnie nieco oszukana, odłoży grę na półkę i o niej zapomni – to oznacza brak przychodów z mikrotransakcji i realną groźbę, że Bethesda zdecyduje się na porzucenie projektu zanim zostanie on dopracowany do stanu, jaki studio miało w swojej wizji.

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: #Gry