"Flex Mentallo. Człowiek Mięśniowej Tajemnicy": [RECENZJA KOMIKSU]

03.12.2021 17:48
Flex Mentallo. Człowiek Mięśniowej Tajemnicy Fot. Egmont Polska/materiały prasowe

"Flex Mentallo. Człowiek Mięśniowej Tajemnicy" to zaskakujący komiks Granta Morrison i Franka Quitely'ego, który jest dekonstrukcją komiksu superbohaterskiego na wielu poziomach. Czy warto sięgnąć po ten tytuł?

Duetu Grant Morrison i Frank Quitely nie trzeba chyba przedstawiać miłośnikom komiksu. Ci dwaj szkoccy artyści wielokrotnie łączyli siły, dając światu naprawdę niesamowite historie, a i w pojedynkę udowodnili, że wybijają się na tle innych twórców komiksowych. W 1996 roku powołali do życia solowy komiks o Fleksie Mentallo - dziwacznym superbohaterze, który zadebiutował kilka lat wcześniej na kartach serii "Doom Patrol". Czterozeszytowa miniseria doczekała się polskiego wydania nakładem Egmont Polska.

Flex Mentallo. Człowiek Mięśniowej Tajemnicy Fot. foto: Egmont Polska/materiały prasowe/ Flex Mentallo. Człowiek Mięśniowej Tajemnicy

Morrison i Quitely idealnie się uzupełniają i zdają się rozumieć bez słów, co udowodnili w takich komiksach jak "New X-Men", "We3", czy "All-Star Superman". Zanim jednak te serie ujrzały światło dzienne, zadebiutował "Flex Mentallo", który był okazją do pierwszego spotkania obu twórców, a także pierwszym komiksem manisteamowym w karierze rysownika.

Spin-off "Doom Patrol", który ukazał się w Polsce w zbiorczym tomie zatytułowanym "Flex Mentallo. Człowiek Mięśniowej Tajemnicy" nie jest jednak ważny z tego względu, że stanowi pierwszy efekt współpracy Morrisona i Quitelya. Jego istotność stanowi bowiem motyw przewodni, który zapewne trafi do gustu miłośnikom komiksu superbohaterskiego, patrzącego na to zjawisko w kontekście medium, biorąc pod uwagę nie tylko historię i konsekwencje wpływu na popkulturę, ale również takie czynniki jak prywatny odbiór historii o trykociarzach, klimat dawno minionych klasycznych epok, czy interpretację powodu istnienia herosów w naszym świecie.

Chociaż "Flex Mentallo. Człowiek Mięśniowej Tajemnicy" to komiks komercyjny, bo wydany pod szyldem DC, ma w sobie bardzo dużo elementów typowych dla dzieł undergroundowych, a czasami ociera się nawet o specyficznie pojmowaną sztukę przez duże "S", do której obaj twórcy, chcąc nie chcąc aspirują. Morrison poszedł drogą, którą wcześniej podjęli inni ikoniczni artyści, tacy jak Alan Moore w "Strażnikach", czy Neil Gaiman w "Black Orchid" - postanowił wykorzystać wydawnictwo, które słynie z superbohaterów, by zdekonstruować mit nadludzi. Fakt, że wymieniona trójka scenarzystów pochodzi z Wielkiej Brytanii, nie jest przypadkowy, bo kto, nie jak przedstawiciele Starego Kontynentu, z łatwością i dystansem umie krytyczne spojrzeć na to iście amerykańskie zjawisko.

"Flex Mentallo. Człowiek Mięśniowej Tajemnicy" jest jednocześnie hołdem i kpiną z komiksu superbohaterskiego. Podejście Morrisona do tematu ilustruje zagmatwana, wielopoziomowa i wielopłaszczyznowa narracja, przypominająca majaki narkomana. Widać je już we wstępie, który ma symulować artykuł dotyczący komiksowej historii Flexa Mentallo. Scenarzysta preparuje dziejącą się na przestrzeni dekad historię prostolinijnego herosa ze Złotej Ery komiksu, który przeszedł metamorfozę w Erze Srebrnej, by w latach 90. zostawić w tyle archaiczne cechy z dawnych lat i nasiąknąć mrokiem tego okresu. Posiłkuje się przy tym historią komiksu superbohaterskiego i wplata swoją fikcyjną opowieść w rzeczywiste wydarzenia.

Wstęp jest więc esencją tego, co czeka nas w czterech zeszytach przygód Flexa Mentallo. I słowo przygoda powinno być tu brane w nawias. Komiks nie jest typową superbohaterszczyzną, do której przyzwyczaiły nas DC i Marvel. Morrison jak to Morrison podejmuje stałe w swoich pracach tematy - narkotyków, seksualności, metatekstualności, kosmitów, archetypów i wielu różnych zjawisk, których raczej nie oczekuje się po komiksie superbohaterskim. Typowej akcji jest we "Fleksie Mentallo" niewiele, a wykorzystywane przez scenarzystę elementy stanowią raczej symbole, niż są rzeczywistymi bohaterami z krwi i kości.

Flex Mentallo. Człowiek Mięśniowej Tajemnicy Fot. foto: Egmont Polska/materiały prasowe/ Flex Mentallo. Człowiek Mięśniowej Tajemnicy

Ciężko mówić tutaj o fabule i bohaterach, bo w zasadzie te składniki komiksu są tylko pretekstem do snucia autorskiego wywodu na temat superbohaterów, ich historii, znaczenia i miejsca we współczesnym świecie. Głównym motywem tej onirycznej opowieści jest jednak przemijalność istoty superbohatera. W zależności od okresu heros w lateksowym stroju ma zupełnie inne znaczenie i inną rolę do spełnienia. I w zasadzie o tym jest ten komiks, który przy okazji w zaskakujący sposób odpowiada na pytanie o ludzką kreatywność.

Rysunki Quitely'ego idealnie wpisują się w podejście Morissona, bo również daleko im do typowej superbohaterskiej maniery. Rozedrgana, sprawiająca wrażenie dziwacznie biologicznej, kreska rysownika, nadaje komiksowi niepowtarzalnego klimatu. I w stylu Quitely'ego też przebija się dwoistość - z jednej strony jego rysunki są czyste, z drugiej ma się wrażenie, że wizualnie brodzi się w nieprzyjemnej, ale intrygująco uspokajającej mazi pochodzenia organicznego. Dzięki temu historia wybrzmiewa jeszcze bardziej. Quitely, podobnie jak Morrison, nie sili się jednak na stylizowanie poszczególnych elementów "Flexa Mentallo" na okresy, do których odnosi się fabuła komiksu. Obaj artyści odwołują się do przeszłości medium, ale nie robią tego na najbardziej podstawowym poziomie. Wymaga to od odbiorcy czujności, ale daje też możliwość zabawy w wyłapywane często paraparodystycznych nawiązań do historii komiksu.

"Flex Mentallo. Człowiek Mięśniowej Tajemnicy" to nie jest typowy komiks superhero. Przypomina raczej narkotyczny trip, lub szalony sen ocierający się o przyjemny koszmar. To dziwaczny, błyskotliwy i wciągający komiks pełen paradoksów. Nie spodoba się raczej czytelnikom stawiającym przede wszystkim na zabiegi fabularne, a już na pewno nie miłośnikom blockbusterowych rozwiązań - czytaj: niekończącej się, efektownej nawalanki superludzi. Morisson i Quitely pożarli historię komiksu, dokładnie ją przeżuli, po czym wyrzygali na posadzkę, po to, by z wymiocin ułożyło się nowe spojrzenie na medium. Może niemal 30 lat po premierze już nie tak odkrywcze jak niegdyś, ale nadal interesujące i dające poczucie satysfakcji miłośnikom oldschoolowych komiksów superbohaterskich.

Ocena: 8/10

Sergiusz Kurczuk
Sergiusz Kurczuk Redaktor antyradia
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.