Pogoda
16.06.2020 18:57

Mortal Kombat 11: Aftermath – afrodyzjak w dwóch połówkach [RECENZJA]

Rok to szmat czasu. Przez 12 miesięcy niemal wszystko może się opatrzyć i przestać budzić pierwotny dreszczyk emocji. Wiedzą o tym twórcy Mortal Kombat, którzy dla fanów 11. Odsłony gry przygotowali pierwszy w historii dodatek fabularny. Aftermath, czyli Następstwa, ma za zadanie ożywić nieco areny, na które niepostrzeżenie zakradła się rutyna.

Mortal Kombat 11: Aftermath
foto: materiały prasowe NetherRealm Studios

Mortal Kombat 11 to gra zjawiskowa. Twórcom udało się zakląć brutalnego i krwawego ducha serii w niemal poetyckie wizualia, rozpieszczające pięknem widocznej na ekranie przemocy. Tytuł dzięki temu był w stanie zauroczyć każdego i wywołać konkretne, gorące emocje.

Wiem o czym mówię – podczas odwiedzin znajomych pady po krótkich namowach brały do rąk niewiasty, które do gier żywią uczucia bardzo ambiwalentne. Inwektywy, jakie dodawały do tortur zadawanych z uśmiechem na twarzy postaciom sterowanym przez swoje przyjaciółki, byłyby w stanie zawstydzić stereotypowych kiboli.

Początkowa fascynacja Mortal Kombat 11 potrafi zamienić się w czułe zauroczenie, które miało okazję przerodzić się w dojrzały związek. Żeby namiętność nie wygasła, do gry dorzucano co jakiś czas nowe postacie, wprowadzające nieco oddechu w poczet wojowników. Pozwoliło to przedłużyć świeżość gry, jednak najlepsze danie podawane w tej samej formie potrafi z czasem się znudzić.

NetherRealm Studios przygotowało więc dodatek Aftermath, który w założeniach ma wywołać efekt podobny do tego, jakie daje założenie zmysłowej, erotycznej bielizny: niby wszystko zostało już dogłębnie poznane, nagle pojawiły się jednak powody, żeby Mortal Kombat zacząć odkrywać zupełnie od nowa.

mk_11_aftermath_02

Mortal Kombat 11: Aftermath: dwa dodatki na rozbudzenie apetytów

Następstwa to tak naprawdę dwa rozszerzenia do Mortal Kombat 11, jeden dostępny jako bezpłatna aktualizacja, drugi zaś kosztujący niemal tyle samo, co oryginalna gra. Pretensjami do NetherRealm Studios zajmiemy się jednak później, na razie koncentrując się na tym, co miłe.

Gracze Mortal Kombat 11 po zaktualizowaniu gry do wersji Aftermath zyskali pretekst do poflirtowania z każdą dostępną dla nich postacią. Wszystko dzięki nowym sposobom na widowiskowe zakończenie wygranej walki.

Nowa wersja MK pozwala bowiem na wykonywanie Fatality zależnych od areny, na której się znajdujemy, a przy okazji dorzucono także kilka nowych scenerii, w tym budzącą nostalgię planszę, na której projektory wyświetlają tła znane z pierwszych odsłon serii.

mk_11_aftermath_03

Jeszcze większą frajdę robi odkrywanie na nowo zakończeń Friendship, w których przeciwnikowi zamiast brutalnej i gwałtownej śmierci funduje się przyjacielskie pozdrowienia. Na niektóre z przygotowanych przez twórców animacji można patrzeć niemal bez końca.

Darmowe dodatki wystarczą, żeby ponownie wzniecić zainteresowanie u graczy i zachęcić do powrotu do mordobicia, często w towarzystwie przyjaciół i znajomych, jako że Mortal Kombat 11 jest doskonałą grą imprezową.

Druga strona medalu, czyli płatny dodatek Następstwa, oferuje kupcom 3 nowe grywalne postaci oraz rozszerzenie historii opowiedzianej przez podstawową wersję gry.

Grałem w Mortal Kombat 11 dla fabuły i zupełnie się tego nie wstydzę; historia przedstawiona przez NetherRealm Studios trzymała w napięciu i doskonale przygotowywała do starć jeden na jeden, pozwalając wcielać się wraz z postępem w kolejne postaci.

mk_11_aftermath_04

Aftermath fabularnie zaczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym historia z podstawowej wersji się kończy. Jej głównymi bohaterami są: Fujin (nie widziany w Mortal Kombat od wieków), Nightwolf oraz Shang Tsung, ku uciesze fanów pierwszego filmu kinowego wgrany przez tego samego aktora, Cary-Hiroyuki Tagawę. Smaczków związanych z obrazem jest więcej i zapewne wzbudzą niejeden uśmiech u weteranów.

Zapoznanie się z wydarzeniami zajmuje około 3 godzin, w czasie których czekają na nas całkiem ciekawe niespodzianki. O zawiłościach historii nie będą opowiadał, żeby nie psuć niespodzianki, wspomnę tylko o dwóch rozwiązaniach, które wyprowadziły mnie nieco poza moją wynikającą z przyzwyczajeń strefę komfortu. Część rozgrywki toczymy jako czarne charaktery, łamiąc kręgosłupy bohaterskim obrońcom wymiaru ziemskiego oraz ich sprzymierzeńcom, a i kwestia ostatecznego (przynajmniej do następnego dodatku) zwycięstwa Dobra nad Złem lub Zła nad Dobrem leży całkowicie w naszych rękach.

Dwa różne zakończenia prowadzą do powstania dwóch różnych światów Mortal Kombat – możecie sprawdzić obie opcje, żeby zdecydować, która z nich bardziej się wam podoba.

mk_11_aftermath_06

Mortal Kombat 11: Aftermath - inwestycja w związek czy droga szybka randka?

Pierwszy fabularny dodatek do Mortal Kombat 11 będzie dla części graczy doskonałym afrodyzjakiem, dzięki któremu przygaszona nieco rutyną pierwotna miłość na nowo rozgorzeje gorącym płomieniem, zapewniając dziesiątki, a może nawet setki kolejnych godzin spędzonych przyjemnie z grą.

Z takiego założenia wychodziło zapewne NetherRealm Studios, wyznaczając za Następstwa cenę w wysokości 169 zł. W zamian za te pieniądze otrzymujemy trzy godziny nowej fabuły oraz trzy nowe grywalne postaci: Fujina, Sheevę oraz występującego gościnnie Robocopa.

Patrząc na to obiektywnie, samym tylko szkiełkiem i okiem, trudno nie zauważyć, że to trochę drogo. Za taką kwotę można sprawić sobie całą grę, której ukończenie zajmie nam znaczne więcej czasu.

mk_11_aftermath_09

Z drugiej strony, Aftermath może obudzić na nowo nieco już przygasłe uczucia i sprawić, że do Mortal Kombat 11 zapałamy uczuciem tak namiętnym, jak tuż po jego premierze – pamiętając przy tym, że połowa tego afrodyzjaku dostępna jest za darmo i może podziałać równie dobrze.

Czy zatem rozszerzenie Mortal Kombat 11: Aftermath warte jest zakupu? Już same darmowe dodatki sprawiają, że bijatyka otrzymała drugie życie; jeśli dzięki temu wciągnęliście się w zadawanie bólu i siania zniszczenia w ciałach przeciwników, zakup Następstw można potraktować jako sprawienie sobie dodatkowego deseru.

Aftermath pozostawił mnie w stanie lekkiego niedosytu: chciałbym dostać więcej tu i teraz. Jeśli to nie jest nawrót starej namiętności, to jak to nazwać inaczej?