Pogoda
27.05.2020 14:30

Przeklinanie łagodzi ból. Naukowcy udowodnili to eksperymentalnie na ochotnikach

Jeśli nie macie pod ręką środka przeciwbólowego, możecie zastosować głośną, soczystą wiązankę. Jak udowodnili naukowcy, efekt będzie taki sam.

mężczyzna z bólem pleców przed komputerem
foto: Shuttesrtock

O tym, że słowa powszechnie uznawane za obraźliwe i niecenzuralne mają kojącą moc, wie chyba każdy. Wystarczy wykrzyczeć nieco inwektyw, żeby na duszy zrobiło się jakby lżej.

Jak udowodnili właśnie naukowcy w ciekawym eksperymencie, przeklinanie ma taki sam wpływ także na ciało: wystarczy porzucać mięsem na lewo i prawo, żeby zapewnić sobie całkiem efektywne znieczulenie. Jak wykazały badania, jest jednak pewien haczyk, z którym należy się liczyć.

Naukowcy odkryli węża, którego nazwali na cześć Salazara Slytherina z "Harry'ego Pottera"
Naukowcy odkryli węża, którego nazwali na cześć Salazara Slytherina z "Harry'ego Pottera"
Przeczytaj także Naukowcy odkryli węża, którego nazwali na cześć Salazara Slytherina z "Harry'ego Pottera"

Z eksperymentu wynika bowiem, że im bardziej powszechne są dla nas przekleństwa, tym słabszym stają się środkiem przeciwbólowym. Badacze ustalili ponadto, że trzeba używać inwektyw z pierwszej ligi, żeby zapewnić ich skuteczność.

Przekleństwa łagodzą ból. Naukowcy sprawdzili to eksperymentalnie

Zasady przeprowadzonego badania były proste: głównym rekwizytem była wanna wypełniona wodą z lodem. Temperatura utrzymywała się na poziomie 3 -5° C. Zadaniem ochotników było włożenie do środka ręki i trzymanie jej najdłużej, jak dadzą radę. Grupa, której przyglądali się naukowcy, liczyła sobie 92 osoby.

Badani zostali podzieleni na cztery grupy. Pierwsza z nich została poproszona o wyrażanie swoich uczuć za pomocą przekleństwa grubego kalibru, druga otrzymała jako wsparcie neutralne znaczeniowo słowo (które uczestnicy mogli w porozumieniu z naukowcami wybrać sami), trzecia i czwarta zaś otrzymała jako wsparcie duchowe dwa „przekleństwa” wymyślone przez naukowców na potrzeby eksperymentu.

Zostały one zaprojektowane tak, żeby brzmieć podobnie do uznanych inwektyw, wzbudzając albo silną reakcję emocjonalną („fouch”), albo wywołując humorystyczne skojarzenia („twizpipe”).

Okazało się, że słowa neutralne ani wymyślone przekleństwa nie wpływały w znaczący sposób na odczucia ochotników ani czas, przez jaki mogli trzymać rękę w lodowatej wodzie bez odczuwania silnego bólu.

Inaczej miała się sprawa z przekleństwem, którego odpowiednik w języku polskim zaczynałby się na „k”, a kończył na „a”: u osób rzucających nim na lewo i prawo w czasie badania stwierdzono 33-procentowy wzrost tolerancji na ból oraz 32-procentowe zwiększenie progu bólu.

Hipoalgezja, czyli zmniejszenie odczuwania bólu dzięki rzucaniu przekleństwami, nie jest jednak sposobem skutecznym zawsze i wszędzie. Im bardziej jesteśmy oswojeni z używaniem słów niecenzuralnych w codziennym życiu i bardziej z nimi oswojeni, tym mniejsze właściwości terapeutyczne zdają się pełnić, gdy potrzebujemy ich najbardziej.

Wyniki eksperymentu zostały opublikowane w czasopiśmie „Frontiers in Psychology”. Autorzy badania to Richard Stephens i Olly Robertson.

Zobacz także: Naukowcy nauczyli jeździć szczury malutkimi samochodzikami. Okazało się, że je to odpręża 

Używacie przekleństw, żeby ulżyć sobie w bólu?