"Spidergedon" - [RECENZJA KOMIKSU]

16.12.2021 17:28
Spidergedon - okładka komiksu Marvela Fot. Egmont Polska/materiały prasowe

Do sprzedaży trafił komiks Marvela "Spidergedon". Czy kontynuacja "Spiderversum" jest tak samo dobra jak oryginał? Czy warto sięgnąć po ten crossover?

W 2018 roku wyszedł event "Spidergedon" - kontynuacja komiksu "Spiderversum", na którym luźno oparto fabułę animacji "Spider-Man: Uniwersum". Nie bez powodu zapewne, bo Marvel Comics od jakiegoś czasu jawnie nawiązuje do planów wydawniczych filmów bazujących na komiksach, tworząc tym samym krzyżowy ogień marketingowy. Tak się dziwnie składa, że w Polsce "Spidergedon" może raczej służyć do promocji innej produkcji - filmu "Spider-Man: No Way Home".

Nie będę ukrywał, że nie czytałem "Spidergedonu" w oryginale. Zwlekałem z lekturą tego komiksu, jakby pajęczy zmysł podpowiadał mi, że nie warto. Wielokrotnie różnego rodzaju eventy komiksowe okazywały się rozczarowaniem i pretekstem do upchnięcia jak największej ilości występów gościnnych, ukazywania niekończących się walk, które w zasadzie do niczego nie prowadzą, i fabuły rodem z gry wideo, w której nie o zabiegi fabularne chodzi w pierwszej kolejności. Zdarzały się jednak takie perełki jak "Secret Empire", czy "House of M", więc nie zawsze event musi równać się z blockbusterowym (w negatywnym tego słowa znaczeniu) doświadczeniem. Czy moje przeczucie było mylne?

"Spidergedon"stworzony przez Christosa Gage'a (scenariusz), Carlo Barberiego i Jorge Molinę (rysunki), został wydany w Polsce po trzech latach od amerykańskiej premiery. Zawiera cztery numery "Edge of Spider-Geddon", pierwszy zeszyt "Superior Octopus", sześć numerów czołowej serii, czyli "Spider-Geddon" oraz na dokładkę "Vault of Spiders" numer 1 i 2. Całość jest więc średniej wielkości tomikiem, tworzącym w pewnym sensie zamkniętą fabularnie opowieść. W pewnym sensie, bo na 332 stronach komiksu nie skompletowano wszystkich tie-inów, które składają się na event "Spider-Geddon". I to niestety widać, ale nie można zarzucać Egmontowi złej woli. Tak komiks w wersji trade paperback jest wydawany w innych krajach.

Osoby, które czytały "Spiderversum" będą miały swego rodzaju powtórkę z rozrywki. Ponownie Sieć Życia i Wielki Tkacz - pajęcze bóstwo czuwające nad wszystkimi pajęczymi totemami w multiwersum są zagrożeni. Ponownie zagrożenie stanowi grupa Inheritors, zwana w polskim tłumaczeniu Dziedziczącymi - ród energetycznych wampirów, które żywią się totemiczną mocą. Ponownie pajęczy herosi z różnych wymiarów muszą połączyć siły, by pokonać potwory czające się na ich energie. Chociaż "Spidergedon" jest kontynuacją z krwi i kości i podejmuje wątki z poprzedniej serii, można w zasadzie czytać ten komiks jako autonomiczną historię.

Spidergedon/materiały prasowe/Egmont Polska Fot. foto: Spidergedon/materiały prasowe/Egmont Polska

Co ciekawe głównym bohaterem nie jest tym razem Peter Parker, albo przynajmniej w okrojonej wersji eventu, w którym zabrakło solowych przygód oryginalnego Spider-Mana. W zasadzie bohater jest zbiorowy, ale twórcy położyli większy nacisk na kilka postaci, między innymi Otto Octaviusa (Superior Spider-Man), Milesa Moralesa, Bena Reilly'ego (Scarlet Spider), Spider-Punka i Octavię Otto. Przez komiks przewija się szereg Spider-Ludzi (Web-Slinger, Spider-Pete i Spider-Ben, Spider-Ham, Spider-Man Noir, Spider-Woman, SP//dr i Peni Parker, Pavitr Prabhakar, Takuya Yamashiro, Spiders-Man, Spider-Man ze świata gry na PlayStation czy Spider-Gwen), ale stanowią raczej barwny dodatek, chociaż nie można im odmówić znaczenia w finałowej konfrontacji. Oryginalny Parker również dołącza do walki, ale pełni rolę drugo lub nawet trzecio-planową, więc fani TEGO Spider-Mana mogą poczuć się rozczarowani.

Generalnie trudno rozpisywać się na temat fabuły, bo pomimo kilku zmyślnych zabiegów wydaje się być płaska i przewidywalna. Najjaśniejszym punktem jest chyba podział Spider-Ludzi na dwa obozy. Jedni, prowadzeni przez Superior Octopusa chcą rozwiązać kwestię Inheritors raz na zawsze, po prostu ich zabijając. Drudzy, którym przewodzi Miles Morales, wolą raczej podejść do sprawy humanitarnie i wcielić w życie podobny plan, jak w przypadku "Spiderversum". Nie jest to zbyt odkrywczy zabieg fabularny, ale trzeba przyznać, że dynamizuje akcję, a czytelnik może zastanawiać się, po czyjej stronie stoi. 

W samej historii dominuje jednak niesamowity chaos spowodowany nie tylko wycięciem wielu komiksów, które składały się oryginalnie na "Spidergedon", ale również kompozycją zeszytów, skakaniem z wątku do wątku oraz... zbyt dużą ilością bardzo podobnie wyglądających bohaterów. Niestety czasami trzeba się zastanowić, który ze Spider-Ludzi ruszył do walki, albo wypowiedział czytaną kwestię, bo wielu wygląda niemal tak samo. Jak na tak blockbusterowy efekt, trochę rozczarowuje finałowa walka oraz brak pojedynku Petera Parkera z Morlunem. Fajny jest natomiast końcowy plot twist, który finalnie rozwiązuje spór Spider-Ludzi i załatwia (przynajmniej na jakiś czas) kwestię Inheritors.

Spidergedon/materiały prasowe/Egmont Polska Fot. foto: Spidergedon/materiały prasowe/Egmont Polska

Komiks jest naszpikowany odniesieniami do samego "Spiderversum", ale również innych wydarzeń z komiksowego świata Marvela. Nie brakuje nawiązań do współczesnych, jak i klasycznych historii, a co za tym idzie zaskakujących występów gościnnych znanych i mniej znanych postaci. Jednym z najbardziej niespodziewanych cameo jest chyba ponowne pojawienie się grupy Night Shift - zapomnianej, absurdalnej zbieraniny dziwacznych postaci, które powstały wiele lat temu.

To paradoksalne, ale najciekawiej pod względem fabularnym i rysunkowym wypadają te komiksy, które w zasadzie są jedynie wprowadzeniem lub uzupełnieniem "Spidergedonu". Mowa o historiach poświęconych konkretnym Spider-Ludziom, które dają czytelnikowi wgląd w życiorysy pobocznych postaci. Oczywiście twórcy bazują w tym wypadku na starym i sprawdzonym modelu znanym od lat, czyli komiksie "What If...?", w którym twórcy mogli puścić wodze wyobraźni i bez żadnych konsekwencji bawić się znanymi bohaterami, mając do dyspozycji alternatywne światy jako wymówkę. Nadal jest to jednak formuła, która się sprawdza, szczególnie kiedy jest się fanem danej postaci i zauważa się sprytnie wykorzystane elementy z kanonicznego świata Marvela, do opowiedzenia zupełnie nowych historii. Sama tytułowa seria jednak trochę rozczarowuje, przytłacza oraz... nudzi.

Rysunki stoją na bardzo wysokim poziomie, a wprowadzenie do tomu serii pobocznych, daje możliwość zaprezentowania przekroju talentów i stylów rysowników Marvela. Dwaj główni artyści, czyli Barberi i Molina powinni być dobrze znani czytelnikom komiksów superbohaterskich i chociaż ich style posiadają nieznaczne różnice, mieszczą się w ramach współczesnej kreski dominującej w przygodach herosów w rajtuzach. O wiele ciekawsze, bo bardziej dystynktywne są rysunki (głównie) z "Vault of Spiders", ponieważ w tej serii pojawiają się eksperymenty formalne, na przykład jedna historia stylizowana na mangę.

Spidergedon/materiały prasowe/Egmont Polska Fot. foto: Spidergedon/materiały prasowe/Egmont Polska

Słowem zakończenia "Spidergedon" nie jest komiksem złym, ale stanowi trochę zbędną kontynuację eventu, który odniósł sukces komercyjny przed laty. Wykorzystuje podobne pomysły i motywy, ale z racji tego, że powstał kilka lat później, nie sprawia wrażenia serii odkrywczej, czy szczególnie intrygującej. Być może wynika to z pocięcia oryginalnego materiału, a co za tym idzie zubożenia fabuły o wiele wątków, które ewidentnie wymagają pociągnięcia, by pełni czuć z powodu ich obecności satysfakcję. Jest to jednak bolączka wielu komiksowych eventów, w których liczba ti-inów i ułożenia ich w odpowiedniej kolejności przerasta niedzielnego czytelnika. Przez to "Spidergedon" sprawia wrażenie filmowego sequela, który niby ma wszystkie elementy oryginału, ale czuć, że powstał tylko po to, by pociągnąć coś, co już się raz sprzedało.

Fanatycy pajęczych herosów i tak sięgną po ten komiks, który mimo wszystko w pewnym stopniu poszerza koncepcje wprowadzone do mitologii Spider-Mana 20 lat temu przez Michaela J. Straczyńskiego. Nie wpływa jednak radykalnie na uniwersum Marvela. Osoby chcące zobaczyć, jak powinien wyglądać naprawdę duży crossover traktujący o multiwersum, na który robi się "Spider-Man: No Way Home", też mogą pokusić się o lekturę. Cała reszta mogłaby sobie ten komiks odpuścić, gdyby nie fajne historie poboczne. "Spidergedon" warto przeczytać, dla samych solowych przygód alternatywnych Pajęczaków, chociaż nie należy się nastawiać na niesamowite i spektakularne doznania podczas czytania historii, stanowiącej sedno opowieści stworzonej przez Gage'a.

Ocena: 7/10

Sergiusz Kurczuk
Sergiusz Kurczuk Redaktor antyradia
CZYTAJ TAKŻE
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.