Pogoda
16.10.2020
Aktualizacja: 16.10.2020 15:39

"Strażnicy Galaktyki. Brak porozumienia" Tom 1 - [RECENZJA]

"Strażnicy Galaktyki. Brak porozumienia" Tom 1 to najnowsza pozycja Marvel Comics wydawnictwa Egmont. Czy warto przeczytać kosmiczną historię o kosmicznych superbohaterach?

Strażnicy Galaktyki. Bez porozumienia
foto: materiały pormocyjne/Egmont

Gdyby ktoś 10 lat temu powiedziałby mi, że niebawem na całym świecie pojawią się setki fanów Strażników Galaktyki, wyśmiałbym go, a potem zrobiłoby mi się przykro, że nabijam się z kogoś, kto ewidentnie ma zaburzenia postrzegania rzeczywistości. Jeszcze do niedawna o tej kosmicznej grupie herosów słyszała tylko garstka prawdziwych fanatyków komiksów Marvela. Filmy w reżyserii Jamesa Gunna zrobiły jednak swoje i teraz możemy kupić sobie nie tylko gadżety związane z kinowymi hitami, ale również komiksy o Strażnikach Galaktyki. Najnowsza seria właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Egmont.

"Strażnicy Galaktyki. Brak porozumienia" Tom 1 - okrojona wersja oryginału

Strażnicy Galaktyki w wersji papierowej goszczą w naszych księgarniach już od kilku ładnych lat. Ich najnowsza odsłona zatytułowana "Strażnicy Galaktyki. Brak porozumienia" Tom 1 to przedruki kilku pierwszych numerów stworzonej w 2017 roku serii "All-New Guardians of the Galaxy". Powstała w ramach marki Marvel Now! 2.0, czyli kolejnego w ostatnich latach lekkiego rebootu komiksowych bohaterów. 

"Strażnicy Galaktyki. Brak porozumienia" tom 1

W polskim wydaniu znalazły się "Free Comic Book Day (All-New Guardians of the Galaxy)" i 6 zeszytów regularnie ukazującej się serii. Niestety Egmont postanowił nieco okroić oryginał i jeśli spodziewacie się, że tom 1 oznacza, iż otrzymacie wycinek wydanego jakiś cas temu na amerykańskim rynku omnibusa "All-New Guardians of the Galaxy", to się rozczarujecie. W komiksie oprócz epilogu w postaci darmowego zeszytu z okazji Free Comic Book Day 2017 znajdują się numery 1, 2, 4, 6 i 8. Decyzja polskiego wydawcy nie ma zbyt dużego wpływu na fabułę całej serii, bo wycięte historie nie są ściśle powiązane z poprzednimi numerami, ale ich brak pozostawia lekki niedosyt. Tym bardziej że usunięte zeszyty to miniopowieści o poszczególnych członkach zespołu, które pozwalają nam lepiej zrozumieć postaci, z którymi mamy do czynienia. Szczególnie jeśli stykami się z nimi po raz pierwszy.

Twórcami komiksu "Strażnicy Galaktyki. Brak porozumienia" są scenarzysta Gerry Duggan, znany głównie z przygód Deadpoola  rysownicy Aaron Kurder i Marcus To (ten drugi tylko w numerze 8.) oraz kolorysta Ive Svorcina. Osoby, które zetknęły się wcześniej z pozycjami napisanymi przez Duggana, zapewne wiedzą, że twórca charakteryzuje się specyficznym poczuciem humoru, którego w tej pozycji nie brakuje.

Dla fanów filmów i komiksów

Humor to nieodzowny element filmowych "Strażników Galaktyki". W recenzowanym komiksie jest podobnie, bo filmowe i komiksowe światy bardzo się w nim przenikają. Jeśli więc, po komiks sięgną osoby, które opierają swoją wiedzę na temat paczki Star-Lorda jedynie z MCU, będą czuły się jak w domu. Bohaterowie niewiele różnią się od postaci filmowych. W tej serii debiutuje też statek Milano - pojazd dobrze znany z kina. To zabieg Marvela, który istnieje już jakiś czas. Dzięki temu, mimo że historie papierowe i kinowe nie są ze sobą w żaden sposób powiązane, filmy Marvela promują komiksy i vice versa. 

Tak więc skład pokrywa się z protagonistami filmów Gunna. Mamy Star-Lorda, Gamorę, Draxa, Rocket Raccoona i Groota. W tym wypadku roślinny kosmita znowu został ukazany jako malec, co zapewne miało związek nie tylko z wydarzeniami z poprzednich serii o kosmicznych herosach. Seria "All-New Guardians of the Galaxy" trafiła do sprzedaży tuż po premierze drugiej części "Strażników Galaktyki" - filmu, którym rozwinięto postać Baby Groota.

Istnieją oczywiście pewne różnice charakterologiczne. Quill wydaje się być o wiele większym nieodpowiedzialnym dowcipnisiem niż jego filmowy odpowiednik grany przez Chrisa Pratta. Z kolei Gamora jest o wiele bardziej harda i mordercza niż kreacja Zoe Saldany. Najbardziej różni się jednak Drax, który przejawia cechy kinowego kosmity, szczególnie w kwestii dosłownego traktowania przez niego niektórych powiedzonek, ale jest o wiele inteligentniejszy niż bohater Dave'a Bautisty. Poza tym nowe wydanie Draxa różni się również od typowego przedstawiania tej postaci w komiksach. Porzuca bowiem miano Destroyer, by prowadzić życie medytującego w wolnych chwilach filozofa-pacyfisty. Natomiast Rocket i Groot praktycznie niczym nie różnią się od filmowych odpowiedników i tworzą taka samą relację jak w adaptacjach Marvel Studios.

Nie oznacza to jednak, że komiks w stu procentach opiera się na filmach i na fali ich popularności próbuje podbić serca czytelników. Co to, to nie, bo tomik jest pełen postaci, które w MCU jeszcze się nie pojawiły, jak Raptorzy Shi'ar, czy cała gama Elders of the Universe. Wspomniane zostały również takie postacie jak Darkhawk czy Mojo, a w jednym z numerów mamy do czynienia z potężnym artefaktem związanym z oryginalnym Kapitanem Marvelem.

"Strażnicy Galaktyki. Brak porozumienia" tom 1

Zobacz: "Tajne Imperium" - [RECENZJA]

Pomieszanie z poplątaniem

Fabuła komiksu wydaje się być prosta i też opiera się trochę na założeniach z filmów. Strażnicy Galaktyki znowu wplątali się w tarapaty z kosmicznymi strażnikami prawa. Co gorsza stało się to podczas ich tajemniczej misji dla jednego z Elders of the Universe, czego część załogi nie jest świadoma. Pojawia się też wątek zagadki Groota. Mały kosmita przestał bowiem rosnąć. Szybko okazuje się, że początkowa misja była jedynie sposobem na skłonienie Strażników Galaktyki do wykonania zupełnie innego zadania, w którym ważną rolę odegrają Kamienie Nieskończoności.

Z numeru na numer fabuła się nieco gmatwa. Nie jest to zarzut w kierunku scenarzysty, ponieważ w pewien sposób to chaotyczne prowadzenie historii oddaje ducha patchworkowej drużyny, jaką są Strażnicy Galaktyki i odnosi się do podtytułu tego zbioru. Ich zróżnicowane charaktery ścierają się ze sobą, tak jak gatunki, które postanowił wykorzystać Duggan. W "Braku porozumienia" są zarówno elementy science fiction, komedii, ale też zwykłego akcyjniaka, a nawet filmu heist. Dla każdego coś miłego.

Niestety to poplątanie przekłada się trochę na poziom skomplikowania narracji. Zdarzają się momenty, w których czytelnik może stracić wątek. Kolejne numery są potraktowane dość fragmentarycznie, a Duggan raczej nie stosuje cliffhangerów, na których rozwiązanie czeka się do kolejnego zeszytu. Posługuje się za to różnego rodzaju skrótami, które nie zawsze są od razu czytelne. Pojawiają się więc drobne problemy w czytaniu tego komiksu, ale w żaden sposób nie wpływają niekorzystnie na przyjemność z lektury.

Warto też wspomnieć, że mimo iż "Bez porozumienia" jest po części lekkim rebootem, komiks nie zrywa z kilkudziesięcioletnią tradycją Marvela. Duggan odrobił pracę domową i kilkukrotnie pojawiają się odniesienia do starszych historii, na przykład tych, które rozegrały się na początku lat 90. XX wieku.

Komiksowy surrealizm

Skoro niedobrani, ale stanowiący zgrany zespół bohaterowie oraz chaotyczna, ale wyjaśniająca się pod koniec komiksu fabuła, to i odpowiednie rysunki, które wpiszą się w założenia tego kolorowego tomiku. Pierwsze skrzypce gra tutaj Kuder, który czytelnikom powinien być znany między innymi z komiksu "Death of X". Jego surowe, jakby ciosane z twardego kamienia w miarę realistyczne rysunki idealnie uzupełniają chaos narracyjny. Są bowiem bardzo przejrzyste, co jest szczególnie ważne podczas tworzenia space opery, w której wszystko jest możliwe. Bohaterowie mają w końcu do czynienia z Elders of the Universe - grupą niemal boskich istot.

Bardzo często pojawiają się więc oniryczne, wręcz surrealistyczne sceny, które wymagają od rysownika techniki, pozwalającej odbiorcy na klarowne spojrzenie na zawiłą sytuację. I tak dzieje się w tym komiksie. Wielokrotnie pojawiają się bowiem sytuacje, na których Salvador Dali podkręciłby swojego charakterystycznego wąsa z iskierką radości w oku.

Drugi rysownik pojawia się tylko w jednym numerze, ale jego warsztat również pomaga w odbiorze komiksu. To ma mniej dystynktywny styl niż Kuder, ale został dobrany idealnie do zeszytu, w którym praktycznie cały czas coś się dzieje i dominuje typowo superbohaterska nawalanka. Z tego względu rysunki muszą być na tyle jasne, żeby czytelnik na pierwszy rzut oka wiedział, co rozgrywa się w kolejnych panelach.

Osobne słowa uznania należą się koloryście, który odwalił kawał dobrej roboty. Praca Svorcina podbija charakterystyczny klimat "Strażników Galaktyki. Braku porozumienia". Żywe, jaskrawe kolory przywodzą czasami na myśl narkotyczną wizję hippisa, który właśnie zażył LSD, więc idealnie wpisują się w nierealne rysunki Kudera i To. Wizualnie ten komiks to bardzo miła dla oka przygoda po fantastycznych światach, które zaskakują swoją dziwacznością.

"Strażnicy Galaktyki. Brak porozumienia" tom 1

Boki zrywać

Jak wspomniałem wcześniej, "Strażników Galaktyki" charakteryzuje humor. Tutaj jest go na całe pęczki. Pojawiają się bardzo zróżnicowane zabiegi komediowe, ale wszystkie trzymają ten sam nieco absurdalny, a czasami zahaczający o wulgarność poziom. Może nie jest to komiksowa komedia, na której się popłaczecie ze śmiechu, ale lekturze na pewno towarzyszyć będzie lekki uśmiech pod nosem.

Śmieszą zarówno głupkowate żarciki kozaczącego Star-Lorda, kąśliwe uwagi zawsze poważnej Gamory, cyniczne docinki Rocketa, kompletnie niezrozumiałe dla czytelnika "Jestem Groot" Groota oraz dosłownie rozumiane przez Draxa powiedzonka. Ten ostatni bawi zresztą swoją nową filozofią życiową. Na każdym kroku udowadnia, że jest pacyfistą, ale gdy przychodzi co do czego, musi się bardzo natrudzić, by nie spuścić wrogom łomotu. Istnieje też cała masa dowcipów sytuacyjnych, których nie powstydziliby się twórcy "Ricka i Morty'ego", tak więc "Strażnicy Galaktyki. Brak porozumienia" to na pewno nie jest komiks dla smutasów.

Jestem Groot

Podsumowując "Strażnicy Galaktyki. Brak porozumienia" to komiks idealny na relaksujący wieczór. Nie wymaga rozmyślania nad zaprezentowaną fabułą, jest wypełniony po brzegi dobrymi żartami i sympatycznymi bohaterami. Typowa rozrywkowa historia, która umili Wam czas. Dobra na start dla osób, które nie miały styczności z wesołą gromadką Star-Lorda, lepsze dla osób, które kochają filmową wersję, a najlepsze dla miłośników komiksów Marvela, którzy w pełni zrozumieją nawiązania do starszych serii. Nie jest to pozycja obowiązkowa na półce, ale kupując ten komiks, na pewno się nie zawiedziecie.

Ocena: 7/10

Zobacz też: "Deadpool Classic" Tom 9 - [RECENZJA]

Tagi: #Komiks #Marvel #Marvel Comics #Recenzje #Strażnicy Galaktyki