"Śmierć zabierze mnie, gdy na to zasłuży" - recenzja gry God of War Ragnarok

16.11.2022 18:02
"Śmierć zabierze mnie, gdy na to zasłuży" - recenzja gry God of War Ragnarok Fot. materiały prasowe/Santa Monica Studio/SIE

Czekaliśmy na to ponad 4 lata, ale nareszcie - 9 listopada 2022 roku na półkach sklepowych pojawiła się gra God of War Ragnarok, dostępna wyłącznie na konsole PlayStation 4 i 5. Czy warto było tyle wyczekiwać nowych przygód Kratosa i Atreusa?

God of War Ragnarok - recenzja gry w wersji na PS4

Śmierć Baldura z końcówki God of War 2018 miała znacznie poważniejsze konsekwencje, niż nasz rodzinny duet mógł się spodziewać - nie tylko Freja chce się na nich zemścić, ale również Odyn i Thor mają problem z mordowaniem bogów. Do tego w 9 światach zapanował Fimbulvinter zwiastujący Ragnarok, więc grecki bóg wojny przez ostatnie 3 lata przygotowywał swojego syna na to, by przetrwać domniemany koniec świata. Krótko mówiąc: jest grubo.

Polecamy

W takich właśnie okolicznościach spotykamy po długiej przerwie Kratosa i Atreusa, którzy chociaż są już kochającą się rodziną, to codziennie napotykają nowe problemy. Młody chce się wyrwać spod opieki ojca, odnaleźć odpowiedzi na swoje pytania, dowiedzieć się, jaka jest jego rola w nadchodzących wydarzeniach i poznać swoje przeznaczenie. Starszy z panów nie chce natomiast spuszczać syna z oka, nie marzy mu się kolejna wojna z bogami i jedyne co go obchodzi, to bezpieczeństwo Atreusa. 

To prowadzi do częstych konfliktów między ojcem i synem - te są jednak zgoła inne, niż ich niesnaski z poprzedniej odsłony. Obaj panowie się zmienili, obaj wydorośleli. Kratos ma problemy z zaakceptowaniem tego, jak Atreus różni się od niego charakterem. Atreus natomiast nie może znieść swego rodzaju bezczynności ojca. Cały czas jest jednak między nimi głęboka więź, która nawet mimo wielu kłótni nie może zostać zerwana - nawet jeżeli czasami wydaje się, że różnice są nie do przeskoczenia. 

Między nimi jest jeszcze Mimir, który w trakcie przerwy między grami stał się dla Atreusa drugim ojcem, a dla Kratosa bratem i najlepszym przyjacielem. Ten stara się pomóc obu stronom, co nie jest łatwym zadaniem - zwłaszcza, gdy w grę wchodzą jeszcze jego własne ambicje i pragnienie zemsty na Odynie. A to zaledwie krótki opis relacji między trzeba głównymi bohaterami, który zastajemy na samym początku gry. 

I możecie się zastanawiać - dlaczego recenzja gry zaczyna się od długiego opisu relacji między postaciami? Bo tutaj moi drodzy leży Lewiatan pogrzebany - Ragnarok stoi fabułą, dialogami, dynamiką między postaciami i ich interakcjami. To jest absolutnie najlepszy aspekt tej produkcji i coś, co zasługuje na oklaski dla całego studia Sony Santa Monica. Wszystko jest bowiem tak ludzkie, tak świetnie napisane, tak pełne życia i barw, że hollywoodzcy scenarzyści powinni siedzieć i dosłownie studiować God of War Ragnarok.

Reszta gry została bowiem zrealizowana w myśl zasady "bigger, better and more badass" - jeśli graliście w God of War 2018, to szybko odnajdziecie się w nowych-starych szatach boga wojny. Zmiany są tylko na lepsze - bossów oraz minibossów jest teraz więcej i są znacznie bardziej zróżnicowani (koniec z trollami i pożeraczami dusz różniącymi się jedynie kolorami). Dopracowano zabijanie poczwar, potworów i innych bogów, dodając nowe umiejętności, a także niespotykany wcześniej oręż. Walka przy okazji nadal jest emocjonująca, widowiskowa, czasami wymagająca i przede wszystkim sprawiająca mnóstwo satysfakcji. Większa jest mapa, więcej jest sekwencji pobocznych, bardziej zróżnicowane są elementy łamigłówek środowiskowych, a i sam wątek główny jest bardziej rozbudowany, niż ten z 2018 roku. 

Grafika i warstwa dźwiękowa są natomiast tak samo dopracowane, co w oryginale - zaznaczam, że God of War Ragnarok ogrywałem na swoim leciwym PS4, które pamięta jeszcze czasy sprzed premiery Wiedźmina 3 i... nie miało to zbyt dużego wpływu na odbiór produkcji. Jasne, czasami zdarzały się spadki klatek, ale nie napotkałem żadnych większych bugów, czy niespodziewanych wpadek, które zmuszały mnie do resetowania aplikacji. Twórcy naprawdę dopracowali Ragnarok pod względem technicznym, a graficznie ta gra nadal robi ogromne wrażenie, nawet na konsolach starszej generacji. Podobnie jest zresztą ze ścieżką dźwiękową powracającego Beara McCreary'ego, który ponownie serwuje nam kawał porządnej muzyki:

Dlatego też tak dużo miejsca poświęciłem postaciom i fabule - Ragnarok pod względem mechanicznym i gameplayowym jest bowiem po prostu rozbudowaną wersją God of War 2018, a nie rewolucją. To kontynuacja opowieści o Atreusie i Kratosie jest tutaj daniem głównym. Mordowanie potworów i eksplorowanie 9 światów nadal sprawiają mnóstwo frajdy, ale to przygody ojca, syna i ich przyjaciół łapią nas za serce i sprawiają, że God of War Ragnarok to jedna z najlepszych gier ostatnich kilku lat.

Jeśli myśleliście bowiem, że Sony Santa Monica nie przeskoczy poprzeczki, którą ustawiło sobie w 2018 roku, to po jakiejś godzinie wasze wątpliwości zostaną kompletnie wymazane z pamięci. Nagle bowiem zaczniecie się przejmować losami zupełnie nowych postaci (i to często takich, które nawet nie potrafią mówić), zastanawiać się, komu ufać, a komu nie, a może czasami nawet złapiecie się na tym, że znielubicie głównych bohaterów przez ich różne decyzje.

Każdy kolejny bóg, przyjaciel, wróg, czy niespodziewany sojusznik dodaje do fabuły coś od siebie - czasami zabawny żart, czasami smutną opowieść, a czasami rozszerzy dany kontekst sytuacyjny, co zmieni nasz punkt widzenia. I takich sytuacji jest mnóstwo. Twórcy celowo rozszerzyli obsadę God of War Ragnarok, dzięki czemu jesteśmy w stanie zapoznać się z wszystkimi stronami konfliktu, poznajemy otaczający nas świat właściwie od podszewki, a przede wszystkim rozumiemy, dlaczego postaci postępują w taki, a nie inny sposób. Wszyscy mają swoje motywacje, aspiracje, własne ciężary i demony przeszłości, nikt nie jest czarno-biały (no może oprócz Hajmdala, który jest zwykłym śmieciem). To daje nam piorunujący efekt i sprawia, że po prostu łatwo jest się zanurzyć w świat nordyckiej mitologii.

Polecamy

W odbiorze produkcji niewątpliwie pomaga również fakt, że aktorzy wykonują kawał niesamowitej roboty. Christopher Judge i Sunny Suljic w rolach Kratosa i Atreusa są po prostu cudowni, Alastair Duncan ponownie zachwyca jako Mimir i świetnie dopełnia nam tercet głównych bohaterów, Ryan Hurst niezwykle humanizuje nam Thora, Richard Shiff jest niesamowicie dobry w roli ciągle knującego Odyna, a Robert Craighead i Adam J. Harrington genialnie sprawdzają się jako bracia Brok i Sindri (których role są bardzo, ale to bardzo rozszerzone względem oryginału). Show kradnie nam jednak Danielle Bisutti, która powraca jako Freja. Momentami jest żądną zemsty siłą natury, a zaraz potem zagubioną skrzywdzoną matką, której odebrano wszystko. We wszystkich odsłonach wypada śpiewająco, przez co wybija się na tle i tak szalenie dobrej obsady.

Jeżeli miałbym szukać jakiejś dziury w całym, to może uczepiłbym się niektórych zadań pobocznych, które nie wnoszą nam za bardzo nic nowego, częste sekwencje z przeciskaniem się przez wyrwy w murach (które mają nam jasno oznaczać nowe areny do bitek) albo skrytykowałbym momentami głupio działający kompas, ale są to dosłowne szczegóły przy tak ogromnym dziele. God of War Ragnarok pod każdym względem przewyższa swojego poprzednika, oferując nam bardziej dopracowany gameplay, nowe zabawki i jeszcze lepszą historię. Klimat wylewa się z ekranu hektolitrami, wątek fabularny łapie nas za serce, a muzyka tylko te odczucia pogłębia. Mógłbym się jeszcze tak zachwycać Ragnarokiem i zachwycać, ale chyba nie ma po co. Powiem wam tylko tak - produkcja jest moim zdaniem grą roku 2022 i jedną z najlepszych gier wideo wszech czasów.

Ocena 10/10

Polecamy
Kamil Kacperski
Kamil Kacperski Redaktor antyradia
Logo 18plus

Ta strona zawiera treści przeznaczone tylko dla dorosłych jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, nie powinieneś jej oglądać.