22.12.2016 14:56

Jak kończą się żarty z Galaxy Note 7 w samolocie?

Na wszystko jest odpowiedni czas i miejsce – także na żarty. Przekonał się o tym tajemniczy osobnik, który chciał trochę potrolować linie lotnicze i nazwał swój telefoniczny hotspot „Galaxy Note 7”. Daleko nie zaleciał.

Jak kończą się żarty z Galaxy Note 7 w samolocie?
foto: materiały prasowe

Żartowniś pozostał anonimowy – i nic dziwnego, biorąc pod uwagę, że z powodu jego wybryku uziemieni zostali także wszyscy jego współpasażerowie. Widząc nazwę urządzenia, którego wnoszenie na pokład samolotu jest zabronione, piloci podjęli decyzję o przerwaniu lotu.

Kłopoty nie ominęły także osób, które czekały na odlot na lotnisku. Ich połączenie zostało odwołane, a na wyznaczenie lotów zastępczych czekali nawet kilka godzin.

Jednej z niedoszłych pasażerek udało się podsłuchać rozmowę personelu pokładowego, w której dzielili się informacjami o powodach zamieszania.

Model Galaxy Note 7, zapowiadający się na prawdziwy hit sprzedażowy, okazał się być dla Samsunga powodem wielu kłopotów. Smartfon został wycofany z rynku po fali raportów o przegrzewaniu się telefonu do tego stopnia, że dochodziło do samozapłonu.

Linie lotnicze podeszły do informacji o niebezpieczeństwie bardzo poważnie – zapalenie się smartfona podczas lotu mogłoby doprowadzić do katastrofy. Na lotniskach na całym świecie można usłyszeć komunikat zabraniający wnoszenia Galaxy Note 7 na pokład samolotu lub nadawaniu go w bagażu. Przejęła się także angielska poczta, która zaleciła swoim pracownikom pytać, czy przypadkiem klienci nie wysyłają w paczce tego smartfona Samsunga.

Szacuje się, że wpadka projektantów Samsunga kosztowała producenta nawet miliard dolarów – w skład tej sumy wchodzi koszt zaprojektowania, wyprodukowania i rozreklamowania smartfona, a także koszt akcji przywoławczej i wymiany Galaxy Note 7 na inne modele.

A Wy jak zareagowalibyście widząc podczas lotu hotspot nazwany „Galaxy Note 7”?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: #Duperele