08.01.2018 11:18

Surowa woda – najnowszy krzyk mody w „zdrowej żywności”

Nie trzeba było długo czekać, żeby najnowszy amerykański wynalazek – surowa, nieuzdatniona w żaden sposób woda – pojawiła się w sprzedaży w Polsce. Za 1 litr płynu z niewiadomymi domieszkami mikrobiologicznymi trzeba zapłacić 10 zł.

Surowa woda – najnowszy krzyk mody w „zdrowej żywności”
foto: zrzut ekranu

Chwalebna moda na zdrowy tryb życia zaczyna pokazywać swoją gorszą stronę – biznesmeni wyczuli możliwość zarobku (w końcu wszystkie produkty oznaczone jako „bio” można sprzedać znacznie drożej) i masowo zaczęli oferować produkty, bez których ciężko byłoby prowadzić nowy, jedyny słuszny tryb życia.

Czasem rodzą się z tego potworki, żerujące na ludzkiej dobrej wierze i niewiedzy (żeby nie powiedzieć, że ignorancji). W USA wybuchł bowiem szał na punkcie… surowej wody.

Dla większości z nas oznacza to po prostu wodę nieprzegotowaną, ale Amerykanie wiedzą lepiej – w wodociągach znajduje się ciecz przefiltrowana, oczyszczana i wzbogacona o dodatki gwarantujące jej przydatność do bezpiecznego spożycia, co w ich interpretacji oznacza skażenie metalami ciężkimi, służącymi do rządowej kontroli umysłów.

Surowa woda, oprócz możliwości wyzwolenia się z rządowego jarzma, ma jeszcze oferować probiotyki, czyli florę bakteryjną korzystnie wpływającą na funkcjonowanie organizmu. W wodzie z kranu takiego dodatku się nie znajdzie – tak samo jak wszelkich innych mikroorganizmów, które mogą przynieść nam groźne choroby. O tym jednak już sprzedawcy surowej wody nie wspominają.

Z chęcią podają za to cenniki. W USA za wodę powierzchniową (w której znajduje się zapewne przegląda zanieczyszczeń powietrza oraz bakterie i wirusy tylko czekające na możliwość rozgoszczenia się w ciepłym, przytulnym ludzkim organizmie) za 10 litrów specyfiku trzeba zapłacić około 130 zł.

W Polsce jest trochę taniej – surową wodę można zakupić już za 10 zł za litr, przy czym zapewne przy większych zamówienia można liczyć na zniżkę. Za tę cenę dostajemy płyn zaczerpnięty wprost z bieszczadzkiego źródełka.

Czy znajdzie się na nią dużo chętnych? Wszystko zależy zapewne od tego, czy zainteresują się nią jakiś celebryta (lub celebrytka) i w poczuciu misji pouczy swoich fanów, że jeśli chcą być zdrowi, to tylko pijąc taką wodę i jedząc sygnowane jej lub jego nazwiskiem batony energetyczne.

Woda, która dociera do kranów w polskich domach jest bardzo dobrej jakości – specjalistyczne badania potwierdzają, że w większości przypadków nie znajdzie się różnicy (oprócz oczywiście ceny niższej 1000 razy) między kranówą a wodą sprzedawaną jako mineralna.

Co oprócz surowej wody można wprowadzić do oferty zdrowej żywności?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: #Duperele