06.11.2018 17:18

Call of Cthulhu – obłędna opowieść o popadaniu w szaleństwo [RECENZJA]

Są na tym świecie rzeczy, których znajomość rozrywa umysł na strzępy i pozostawia w szaleństwie. Autorom Call of Cthulhu udało się pokazać ten proces w taki sposób, że wątpliwości co do tego co się widzi ma sam gracz, a nie tylko prowadzona przez niego postać.

Call of Cthulhu – obłędna opowieść o popadaniu w szaleństwo [RECENZJA]
foto: materiały prasowe

Ludzki umysł jest prawdziwym cudem przyrody. Wspólnymi siłami geniuszy czynimy sobie wszechświat oraz zasady nim rządzące coraz bardziej nam poddanymi, kontynuując triumfalny marsz nauki.

Człowiek jako jednostka pozostaje jednak puchem marnym, którego umysł sam w sobie nie jest w stanie ogarnąć tajemnic rzeczywistości. Szczególnie, gdy ociera się o zjawiska, o których nawet nie powinien wiedzieć…

Wydawałoby się, że inteligentny umysł jest w stanie zawsze rozróżnić rzeczywistość od ułudy, szczególnie gdy historia pokazywana jest mu poprzez ekran monitora bądź telewizora – i z takim zapewne nastawieniem siada się do sesji z Call of Cthulhu, grą stworzoną przez Cyanide Studio.

Autorom dość szybko udało się jednak pokazać graczowi, że to nie tylko prowadzony przez nas bohater będzie będzie stopniowo tracił poczucie rzeczywistości – także gracze nie będą w stanie wierzyć własnym zmysłom. Tak właśnie działa Zew Cthulhu na osoby, które zaczną poszukiwać Prawdy.

Call of Cthulhu – odświeżacz powietrza o zapachu grozy

Historia biegu w stronę obłędu zaczyna się zwyczajnie – ot, prowadzony przez nas prywatny detektyw otrzymuje zlecenie zbadania przyczyn śmierci rodziny bogacza, któremu zależy na oczyszczeniu imienia swojej córki z zarzutów spowodowania własnej i cudzej śmierci.

Edward Pierce przyjmuje oczywiście tę sprawę i udaje się na posępną wyspę Darkwater, żeby przyjrzeć się bliżej tragedii – po czym okazuje się, że nic nie jest takie, jakie można było się spodziewać… ale nie uprzedzajmy faktów.

Groza w Call of Cthulhu na początku sączy się powoli i niemal niedostrzegalnie, migając na ekranie i pozostawiając po sobie niepokojącą myśl, która po zakiełkowaniu zaczyna uwierać poczucie rzeczywistości. Tak samo działają odświeżacze powietrza – niby rozsiewany przez nie aromat jest ledwo wyczuwalny, potrafi jednak zrobić naprawdę sporą różnicę.

Bardzo szybko przekonujemy się na własnej skórze, że proces popadania w obłęd będziemy przeżywać osobiście, a nie tylko jako obserwator, zawsze rozróżniający wydarzenia rzeczywiste od tych rozgrywających się tylko w umyśle – zgodnie z wizją Lovecrafta, im dalej zagłębiamy się w grę, tym bardziej tracimy poczucie panującej w niej rzeczywistości.

call_of_chtuhlu_recenzja_02

Pomaga w tym dekonstrukcja świata przedstawionego, która jest albo owocem geniuszu Cyanide Studio, albo wyrazem niedostatecznych umiejętności programistów – z czasem zauważamy, że pomiędzy zachowaniem i wyglądem postaci a wygłaszanymi przez nie kwestiami panuje wyraźny dysonans, jako że ruchy ust nie są do końca zsynchronizowane z dźwiękiem. Podkreśla to oderwanie od rzeczywistości i wprowadza dodatkowy niepokój, którego obecność na początku ciężko wytłumaczyć.

Z czasem spotkania ze zjawiskami niemożliwymi do wytłumaczenia zdroworozsądkowo stają się powszechne, a to – jak wie każdy miłośnik prozy Lovecrafta – prowadzi do uszczerbków poczytalności. W profilu głównego bohatera można znaleźć przypomnienia każdego traumatycznego momentu wpływającego na (nie)zdrowe zmysły detektywa, wraz z opisem, jak daleko na ścieżce do szaleństwa udało nam się znaleźć.

Nie jest to tylko i wyłącznie estetyczny wskaźnik – zależą od niego (jak i od kilku innych współczynników) akcje, jakie Pierce może podjąć w danej sytuacji

call_of_chtuhlu_recenzja_03

Call of Cthulhu - narracyjne RPG z romansem okultystycznym w tle

Call of Cthulhu to opowieść grozy – to, w jaki sposób będzie opowiadana, zależy od decyzji graczy. Postać detektywa Pierce’a określana jest przez kilka współczynników (wzorem z papierowego RPG Zew Cthulhu) – pozwalają one spojrzeć (lub nie) na sytuację z innych punktów widzenia i podejść do sprawy w odmienny sposób.

Część współczynników rozwijana jest osobiście przez graczy, którzy poświęcają na to zdobywane w trakcie rozgrywki punkty doświadczenia, dwa obszary – okultyzm i medycyna – można polepszyć tylko i wyłącznie poprzez wydarzenia w trakcie gry, przy czym szczególnie w tym pierwszym przypadku należy zadać sobie pytanie, czy naprawdę chce się wiedzieć więcej.

Umiejętności Pierce’a pozwalają mu analizować pomieszczenia i odtwarzać na podstawie odnalezionych śladów sceny i sytuacje, do których w nich doszło. Jak wiele uda się dostrzec wyznaczają współczynniki – jeśli nie będą wystarczająco wysokie, ślad zostanie przegapiony, a my będziemy kontynuować rozgrywkę z mniejszym rozeznaniem co do zbieranych faktów.

call_of_chtuhlu_recenzja_04

Podobny wpływ ma rozwój umiejętności na dialogi toczone z postaciami – elokwencja pozwoli nam wyciągnąć z kogoś dodatkowe informacje, tak samo zresztą jak okultyzm, dzięki któremu można napomknąć słowo-klucz i otworzyć kolejną puszkę Pandory.

Dokonywane przez nas wybory tak naprawdę nie mają większego znaczenia na przebieg rozgrywki – jesteśmy w niej tylko pionkiem miotanym przez sen Wielkiego Przedwiecznego. Różnice można zauważyć pod koniec, dostając do wyboru więcej niż tylko dwie opcje zakończenia opowiadanej historii. Czy można uciec przeznaczeniu? O tym musicie przekonać się sami.

call_of_chtuhlu_recenzja_06

Call of Cthulhu – gra zdroworozsądkowego niepokoju

Gra Call of Cthulhu pokazuje dwie złączone ze sobą opowiadania Lovecrafta. Na drodze do końca świata (rozumianego na wiele różnych sposobów i z różnym rozmachem – od globalnego, do osobistego) przyjdzie nam rozwiązywać zagadki i łamigłówki, przeprowadzać elementarną dedukcję, skradać się i ukrywać, zaglądać w głąb własnej i cudzej duszy, a nawet robić użytek z noszonego za pazuchą pistoletu.

Wszystko to jest tylko pretekstem do zanurzenia gracza w stającym się coraz bardziej mrocznym świecie, który może być przerażający prawdziwy bądź też strasznie złudny – i w tym właśnie tkwi siła Zewu Cthulhu.

Niepokój i niepewność pozostaje do samego końca – wystarczy obejrzeć dwa przeciwstawne zakończenia, żeby pojawiły się wątpliwości co do tego, co tak naprawdę się przeżyło grając.

Call of Cthulhu otrzymaliśmy do opisania od dystrybutora gry - CDP.

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: #Gry