29.06.2018 13:58

Mavericks: Proving Grounds – battle royale dla 1000 graczy równocześnie

Fortnite i PUBG to dopiero rozgrzewka – twórcy nowego tytułu battle royale, Mavericks: Proving Grounds, obiecują przyćmić najpopularniejsze obecnie gry umożliwiając walki nawet 1000 graczy na jednej mapie.

Mavericks: Proving Grounds
foto: materiały prasowe

To dopiero będzie prawdziwa rozwałka – na mapie o powierzchni 100 kilometrów kwadratowych przebywać będzie mogło równocześnie (i oczywiście walczyć ze sobą) do 1000 graczy. To zdecydowanie więcej, niż oferuje Fortnite i PUBG – aczkolwiek trzeba pamiętać, że akcja toczy się w nich na o wiele mniejszych terenach, na nudę nie ma więc co narzekać.

Mavericks: Proving Grounds to dzieło angielskiego studia Automaton, wyznającego najwyraźniej zasadę „najpierw masa”. W chwili premiery, zapowiedzianej jeszcze na 2018 roku, serwery gry będą w stanie udźwignąć rzeź dokonywaną na sobie przez 200-400 graczy. Rozwiązanie dające wyrzynać się 1000 graczy ma być wprowadzone „niedługo później”.

Twórcy Mavericks: Proving Grounds wspominają także o robieniu rzeźby – ich dzieło ma być czymś więcej, niż tylko strzelanką. Rolę lobby ma bowiem stanowić samodzielna mapa, nazwana The Capital, gdzie w pokojowy sposób będzie można uzupełnić zapasy, zaopatrzyć się w broń, a nawet podjąć się wykonania zadania rodem z RPG dla któregoś z NPC.

Mavericks: Proving Grounds – battle royale z masywnymi ambicjami

Otwarty świat The Capital ma wystartować w 2019 roku – ma to być żyjące miasto, które ma służyć nie tylko jako sieć sklepów, domów aukcyjnych i usług zmieniania awatara, lecz być także centrum kreowania fabuły.

Jak zauważają twórcy Mavericks: Proving Grounds, starcia na śmierć i życie pokazane chociażby w oryginalnym „Battle Royale” czy „Igrzyskach Śmierci” osadzone były we wciągającej historii, która dodawała współzawodnictwu znaczenia – podobne rozwiązanie ma być wprowadzone do ich gry.

Twórcy Mavericks: Proving Grounds podkreślają, że działania graczy będą miały duży wpływ na wygląd mapy – budynki będzie można niszczyć, realistyczny ogień ma się rozprzestrzeniać tak szybko, jak w prawdziwym świecie, sami zaś gracze mają zostawiać odciski stóp czy (jeśli są ranni) plamy krwi, pozwalając wyśledzić ich obecność innym uczestnikom rozgrywki. Zauważyć można będzie między innymi zużyte apteczki i puste magazynki.

Zapowiada się więc ciekawie, chociaż większe wrażenie sprawia chyba mimo wszystko polska World War 3, w której będzie można walczyć w realistycznie odwzorowanych lokacjach - między innymi, jak pokazano na zwiastunie, w warszawskich Złotych Tarasach.

Grywacie w battle royale?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: #Gry