04.07.2018 13:39

Amerykański sąd uznał, że można kraść zdjęcia z internetu

Fotograf, który odkrył zrobione przez siebie zdjęcie wykorzystane bez jego wiedzy na stronie internetowej został odprawiony przez amerykański sąd z kwitkiem – według wyroku, użycie objętego prawami autorskimi zdjęciami było dozwolonym użyciem.

młotek sędziego
foto: materiały prasowe

Russell Brammer odkrył swoją fotografię na stronie Northern Virginia Film Festival, w zakładce opisujące okoliczne atrakcje dla uczestników przeglądu filmów.

Autor zdjęcia natychmiast wysłał do organizatora żądanie zaprzestania naruszania praw autorskich i fotografia zniknęła z witryny festiwalu. Brammer postanowił zawalczyć o swoje w sądzie, składając pozew o odszkodowanie za kradzież zdjęcia.

W kraju, w którym można otrzymać miliony za oblanie się gorącą kawą, fotograf spodziewał się na trzymanie sporej sumki odszkodowania. Wyrok sądu wprawił w zdumienie nie tylko jego, lecz także specjalistów od prawa autorskiego – sędzia uznał bowiem, że był to przypadek dozwolonego użycia i w związku z tym autorowi ujęcia nie należy się absolutnie nic.

Czy można używać zdjęć z internetu?

W uzasadnieniu wyroku czytamy przede wszystkim, że organizatorzy festiwalu nie zdawali sobie sprawy, że fotografia jest objęta prawami autorskimi – znaleźli ją w internecie bez odpowiednich adnotacji. Używali jej więc w dobrej wierze.

Sędzia stwierdził także, że zdjęcie zostało zmodyfikowane (użyto tylko jego części) i opublikowane w niekomercyjnej roli, jako przedstawienie faktyczne (a nie kreatywne) okolic festiwalu.

Na treść wyroku wpływ miał także fakt, że zdjęcie było wcześniej (w 2012 roku) opublikowane w internecie, przy czym w części przypadków nie podano informacji o tym, że praca jest chroniona prawem autorskim.

Sąd uznał ponadto, że publikacja nie pogorszyła w żaden sposób sytuacji finansowej autora:

"

Nie ma dowodów na to, że użycie fotografii miało niekorzystny wpływ na popyt na zdjęcie. Brammer zeznał, że sprzedał ujęcie 6 razy, w tym 3 razy jako fizyczną odbitkę i trzy licencje na użytkowanie. Trzy z tych transakcji miała miejsce już po tym, gdy fotografia została umieszczona na stronie festiwalu, co udowadnia, że ten czyn nie miał wpływu na pozycję rynkową zdjęcia. Brammer zeznał ponadto, że obecnie nie czyni żadnych starań, żeby sprzedawać fotografię. "

Wyrok oczyszczający z zarzutów kradzieży zdjęcia nie spodobał się twórcom, którzy obawiają się używania precedensu w przyszłych podobnych sprawach.

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: #Internet