01.03.2018 11:14

Chiny zbanowały używanie w internecie litery „N”

Użycie tego znaku jest nielegalne – taki komunikat pokazywał się osobom, które w popularnych chińskich serwisach społecznościowych Weibo i WeChat próbowały wpisać literę „N”. Jeśli nie wiadomo, o co chodzi – chodzi o politykę.

Chiny zbanowały używanie w internecie litery N
foto: kremlin.ru, CC BY 4.0

Chiny nie raz udowadniały, że mają narzędzia do cenzurowania internetu i nie zawahają się ich użyć. Władze Państwa Środka są też bardzo skuteczne w inwigilowaniu obywateli – w kraju powstaje system, który jak w „Raporcie mniejszości” będzie wskazywał obywateli, którzy mogą dopuszczać się wywrotowych działań. Nieswojo mogą poczuć się także fani serialu „Black Mirror” pamiętający odcinek o ocenianiu obywateli przez państwowy system informatyczny.

Demonstrację potęgi chińskiej cenzury w internecie w pełnej krasie można było zobaczyć po anonsowaniu przez partie komunistyczną, że zasada kadencyjności obowiązująca na stanowisku prezydenta kraju zostanie zniesiona, żeby urzędujący Xi Jinping nie musiał żegnać się z władzą.

Wielki draka w chińskim internecie

Spora część Chińczyków po zapoznaniu się z ta informacją poczuła złość i chciała wyartykułować ją w sieci. Szybko okazało się jednak, że cenzorzy są o krok przed nimi – próba wpisania w najpopularniejszych platformach społecznościowych słowa sugerującego protest przeciwko decyzji partii kończyła się wyświetleniem komunikatu, że fraza jest nielegalna.

Bany na sformułowania były rozdawane z rozmachem i dotyczyły zarówno słów, które wyrażały bezpośredni sprzeciw, jak i sugerowały zadowolenie w bardziej subtelny sposób. Dostało się między innymi Disneyowi oraz Kubusiowi Puchatkowi, który dla wielu stał się wcieleniem prezydenta Xi Jinping.

Jedna decyzja cenzorów szczególnie zwróciła uwagę – użytkownicy stracili możliwość wysyłania samotnej litery „N”. jak się okazało, w Chinach ma ono ciekawe znaczenie symboliczne – kojarzy się z nieskończonością oraz z niewiadomą oznaczaną u nas najczęściej jako „X”, a to z kolei w prosty sposób wiąże się z protestem przeciwko zniesieniu kadencyjności prezydentury.

Wśród innych zakazanych sformułowań znalazła się między innymi fraza „wchodzić na pokład samolotu”, która w języku chińskim brzmi tak samo, jak „obejmować tron”. Po kilku dniach ban na frazy wyklęte został zniesiony.

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: Internet