30.04.2018 12:47

Nagraliśmy Cię podczas oglądania porno – zapłać, albo wyślemy film Twojej rodzinie

Oszuści znaleźli nowy sposób na szantażowanie internautów – na Twojej skrzynce pocztowej też mogło znaleźć się powiadomienie o zarażeniu komputera złośliwym oprogramowaniem, który uwiecznił intymne chwile spędzane sam na sam z porno.

oglądanie filmu na komputerze
foto: Porsche Brosseau, CC BY 2.0

Z pornografią podobno jest tak, że każdy ogląda, ale mało kto się przyznaje. Sądząc po zapale, z jakim odwiedzacie ranking najlepszych stron porno oraz zestawienie popularnych witryn z seksrandkami, poprzednie zdanie jest zapewne prawdą. Nie oceniamy, rozumiemy.

Fakt odwiedzania takich witryn jest jednak dla dużego grona osób wstydliwe, a po wyjawieniu tego faktu pozycja społeczna oglądającego mogłaby doznać nieodwracalnego uszczerbku.

Oszuści postanowili wykorzystać tę obawę przed ocenianiem oglądających porno przez społeczeństwo – w skrzynkach pocztowych Polek i Polaków zaczęły pojawiać się e-maile informujące, że hakerzy weszli w posiadanie kompromitujących materiałów dzięki złośliwemu oprogramowaniu, które umieścili na stronie porno.

Według narracji oszustów wirus miał zainstalować się na komputerze ofiary, przeskanować go dokładnie w poszukiwaniu kontaktów do znajomych, a także utrwalić dla potomności obraz z kamery, pokazujący co dana osoba robiła z rękami (i nie tylko) podczas oglądania porno.

Jeśli adresat wiadomości nie chce swojej społecznej zguby, powinien czym prędzej zabierać się za płacenie okupu. Inaczej jego „występ” zostanie wysłany do wszystkich, z którymi kiedykolwiek korespondował przez sieć.

Oszuści szantażują oglądających porno

W rzeczywistości do żadnej infekcji nie doszło – oszuści rozsyłają po prostu masowy spam mając nadzieję, że trafi on akurat do osoby, która będzie świeżo po „seansie”.

Przestępcy straszą upublicznieniem nieistniejącego nagrania – sądząc po reakcjach części osób, które taką wiadomość dostały, panika może okazać się fatalnym doradcą. Internauci, którzy nie będą chcieli dowiedzieć się „co ludzie powiedzą” rzeczywiście mogą uznać, że zapłacenie około 1000 zł w Bitcoinie to niska cena za zachowanie dobrego imienia.

Maile z szantażem rozsyłane są w języku angielskim, podpisują się pod nimi „hakerzy” z azjatyckich krajów – na przykład Wietnamu lub Indii, choć zdarzają się także deklaracje pochodzenia z Estonii. Oszuści przekonują, że odległość praktycznie uniemożliwia zgłoszenie szantażu jako przestępstwa i życzą szczęścia w tłumaczeniu policji, o co tak naprawdę chodzi i do jakich egzotycznych państw mają zgłaszać się z prośbą o pomoc w śledztwie.

Mail można oczywiście od razu wyrzucić do kosza, o czym warto poinformować swoich kolegów. Części z nich kamień spadnie z serca.

A Wy oglądacie porno w internecie?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: #Internet