14.08.2018 11:24

Internetowy serwis obiecywał szybką naprawę komputerów, nie chciał ich oddawać właścicielom

Ponad 120 osób czuje się oszukanych przez serwis komputerowy, który obiecywał darmową diagnozę sprzętu przed naprawą, a po błyskawicznym odebraniu sprzętu nie robił nic, za oddanie komputerów żądając pieniędzy.

foto: Yoshihide Nomura, CC BY-ND 2.0

Sprawa została nagłośniona przez TVN – dziennikarze stacji przeprowadzili śledztwo, dzięki któremu udało się dotrzeć do właściciela kilku reklamujących się w internecie serwisów komputerowych. Na witrynach internetowych przedstawiano zachęcające warunki świadczenia usług, które jednak okazywały się być tylko wyjątkiem z regulaminu w praktyce skazującego właścicieli naprawianych komputerów na łaskę i niełaskę właściciela, który tej władzy nie wahał się używać.

Historie klientów serwisu wyglądają bardzo podobnie – po uszkodzeniu sprzętu zwrócili się o pomoc do serwisu odnalezionego w internecie. Obiecywano w nich błyskawiczną reakcję – diagnoza i wycena naprawy usterki miała odbyć się w ciągu 48 godzin, kurier zaś pojawiał się po odbiór sprzętu po godzinie-dwóch od złożenia zgłoszenia.

Darmowa diagnoza usterki w 48 godzin

Po dotarciu do serwisu komputery przepadały – gdy po kilku dniach ciszy klienci kontaktowali się, żeby zapytać o los swoich maszyn, spotykali się z (delikatnie mówiąc) niemiłym traktowaniem i równie niemiłymi niespodziankami.

Okazywało się bowiem, że serwis wcale nie zamierza zajmować się diagnozowaniem i naprawą komputerów – zamiast tego zamierza czekać, aż klienci zgłoszą się po odbiór swoich sprzętów. W regulaminie, do którego odnośnik znajdował się na pokwitowaniu odbioru sprzętu, znajdowały się ukryte zapisy o tym, że za możliwość zabrania komputera przed wyceną naprawy klient musi zapłacić 184,5 zł.

Serwis zastrzegł też, że komputer nie odebrany w przeciągu 45 dni przechodzi na jego własność – w zapisach regulaminu znalazło się ponadto stwierdzenie, że jeśli klient zostanie uznany za naprzykrzającego się (gdy na przykład upomina się o swój sprzęt), jego sprawa przesuwana jest na koniec kolejki zleceń. Właściciel serwisu potrafił także wprost powiedzieć, że ze względu na „awanturowanie się” klienta oddany do naprawy komputer jest zablokowany i nie będzie ani oddany, ani naprawiany.

Miłosława Strzelec-Gwóźdź, prawniczka skonsultowana w sprawie przez TVN, nie zostawia na takich zapisach suchej nitki:

"

Cały regulamin budzi moje wątpliwości. Nie spełnia wymogów obowiązujących przepisów, a w szczególności ustawy o prawach konsumenta. Wiele zapisów stanowi o dodatkowych opłatach, o których konsument nie ma wcześniej informacji. Ustawa o prawach konsumenta mówi, że na wszelkie dodatkowe opłaty musi konsument udzielić wyraźną zgodę. Taka zgoda nie może być udzielona przez samą akceptację regulaminu. "

Jak przekonali się dziennikarze, adres pod który odsyłały strony serwisów okazał się być fałszywy – wpłacono kaucję za wynajem, a później właściciele lokum nie zobaczyli już żadnej wpłaty. Prawdziwą lokalizację magazynu udało się ustalić, śledząc osobę odbierającego paczkę, która prze dotarciem na miejsce była przekazywana innemu kurierowi. Dziennikarze udali się na miejsce w asyście policji.

Korzystaliście z pogwarancyjnej naprawy komputera?

Serwis, który nie naprawiał sprzętów

Właściciela serwisu nie było na miejscu, udało się porozmawiać z pracownikami, którzy zgodzili się oddać zalegające w serwisie sprzęty. Do osoby kierującej działalnością udało się dotrzeć kilka dni później – dziennikarzom powiedział, że jest niewinny, a prowadzona na niego nagonka to „hejt” w wykonaniu dwóch niezadowolonych klientów.

Właściciel serwisu zadysponował zmianę kontrowersyjnych zapisów regulaminu oraz wykreślenie opłaty za odbiór sprzętu przed diagnozą. Ten gest mógł jednak być wykonany zbyt późno, bo zajęcie się sprawą sklepu zadeklarowała Małgorzata Rothert, miejski rzecznik konsumentów w Warszawie.

"

Szereg tych zapisów nosi znamiona niedozwolonych postanowień umownych, czyli jest nieuczciwą praktyką rynkową. Klient płaci za usługę. Jeżeli jest niewykonana, to nie można żądać za nią zapłaty. Po zapoznaniu się z regulaminem tego przedsiębiorcy zawiadomimy Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, którego prezes ma instrumenty do podjęcia działań administracyjnych. "

Sprawie serwisu przygląda się także warszawska policja – osoby, które czują się poszkodowane, mogą zgłaszać się na komendę Warszawa Śródmieście.

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: Komputery