12.02.2019 11:40

Aplikacja z Google Play naciągała użytkowników na 1000 zł

Instalujesz aplikację, która jest Ci akurat potrzebna, uruchamiasz ją na swoim smartfonie, a kilka dni później z Twojego konta znika 1000 zł. To nie fikcja, tylko rzeczywistość, na jaką można było trafić w sklepie Google Play.

Sklep Google Play
foto: zrzut ekranu

Zarówno Google, jak i Apple chwalą się, że bardzo uważnie sprawdzają wszystkie aplikacje przed udostępnieniem ich w swoich sklepach. Ma to zapobiec pojawianiu się w nich złośliwego oprogramowania i zapewnić bezpieczeństwo wszystkim użytkownikom.

Nie zawsze jednak te mechanizmy się sprawdzają – i mową tu zarówno o świecie Androida, jak i iOS. Obaj producenci zaliczali spektakularne wpadki, zawodząc zaufanie swoich klientów. Wypracowane mechanizmy analityczne – zazwyczaj zautomatyzowane – można bowiem, jak zaprezentowano wielokrotnie, po prostu oszukać.

Przekonały się o tym osoby, które potrzebowały aplikacji do rozpakowania pliku ZIP – niewinny z pozoru program narzędziowy przysporzył im nie lada kłopotu. Pobrano go ponad milion razy.

29 aplikacji z Google Play kradło zdjęcia użytkowników i pokazywało porno
29 aplikacji z Google Play kradło zdjęcia użytkowników i pokazywało porno
Przeczytaj także 29 aplikacji z Google Play kradło zdjęcia użytkowników i pokazywało porno

Aplikacja z Google Play naciągała na roczną subskrypcję w wysokości 1000 zł

Program został już usunięty ze sklepu Google – był jednak na nim dostępny przez niemal dwa miesiące.

Użytkownicy, którzy chcieli z niego korzystać, musieli zgodzić się na warunki licencji. Wielu robiło to w pośpiechu, chcąc po prostu dostać się do zawartości pliku, nie czytali więc wszystkich postanowień umowy.

Zobacz także: >> Aplikacja z App Store okradała użytkowników iPhone’ów <<

A w niej znajdowała się informacja, że korzystanie z aplikacji oznacza zgodę na wykupienie odnawiającej się subskrypcji w wysokości 1000 zł na rok. Opłata naliczana była 3 dni po zainstalowaniu programu, a więc zazwyczaj w chwili, gdy użytkownik nie pamiętał już nawet, że skorzystał jednorazowo z aplikacji do obsługi archiwów.

Warto pamiętać, żeby szczegółowo czytać warunku umowy licencyjnej – może się okazać, że zawarte w niej zapisy będą w stanie nieźle nas zaskoczyć. I to nie tylko w negatywnym znaczeniu – po internecie krążą legendy o twórcach oprogramowania, którzy w EULA umieścili zapis o 1000 dolarów nagrody dla pierwszej osoby, która się o nie u nich upomni. Na szczęśliwego śmiałka czekali ponoć kilka dobrych lat.

Czytacie licencje przed kliknięciem zgody?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: Mobile