08.02.2019 15:22

Operatorzy komórkowi sprzedawali dane lokalizacyjne klientów łowcom głów

300 dolarów – tyle wystarczyło, żeby łowca nagród był w stanie wskazać lokalizację telefonu z dokładnością do kilkuset metrów, za 1000 można było otrzymać dokładny adres. Operatorzy komórkowi sprzedawali takie dane dziesiątki tysięcy razy w ciągu roku.

smartfon
foto: Japanexperterna.se, CC BY-SA 2.0

Operatorzy komórkowi dysponują dokładnymi danymi na temat naszej lokalizacji – wiedzą, z którymi nadajnikami łączą się nasze telefony. To wystarcza na do zawężenia strefy, w której znajduje się poszukiwana osoba, do koła o promieniu co najwyżej kilkuset metrów.

Informacje te uznawane teoretycznie mogą być przekazywane tylko odpowiednim służbom – okazało się jednak, że w USA wystarczyło wiedzieć, komu zapłacić, żeby móc otrzymać lokalizację dowolnie wybranej osoby.

Z możliwości tej ochoczo korzystali łowcy nagród, agencje zajmujące się odzyskiwaniem długów, a nawet właściciele nieruchomości, którym lokatorzy zalegali z czynszem.

Doliczono się ponad 250 organizacji, które otrzymywały dostęp do danych lokalizacyjnych klientów sieci komórkowych. Jedna z nich w ciągu roku złożyła 18 000 zapytań.

W którym województwie jest najszybszy internet mobilny?
W którym województwie jest najszybszy internet mobilny?
Przeczytaj także W którym województwie jest najszybszy internet mobilny?

Łowcy nagród namierzali poszukiwanych korzystając z danych lokalizacyjnych sieci komórkowych 

Pieniędzmi ze sprzedaży danych lokalizacyjnych nie gardzili niemal wszyscy najwięksi operatorzy w USA. Dane - przez pośrednika Location SMART - były udostępniane zewnętrznym przedsiębiorstwom, które powinny utrzymywać je w tajemnicy i nie zdradzać osobom trzecim bez zgody zainteresowanych – o tej zasadzie jednak nadzwyczaj często „zapominano”.

Po ujawnieniu procederu procederze AT&T, Sprint i T-Mobile oficjalnie zakończyli współpracę z podejrzewanymi o odsprzedaż danych partnerami.

Zobacz także: >> Drony pomogą z zasięgiem telefonów na koncertach  << 

Przedsiębiorstwa, o których mowa, bardzo długo były w stanie utrzymywać informacje o swoim istnieniu w tajemnicy – dyskrecja była jednym z warunków korzystania z ich usług, wpisanym w regulamin usługi.

Najgłośniej zrobiło się o CerCareOne, które dysponowało (przedsiębiorstwo zostało zamknięte w 2017 roku) także danymi A-GPS użytkowników, co pozwalało na określenie lokalizacji z dokładkością do budynku. Raporty wewnętrzne, do których dotarli dziennikarze mówią, że z usług korzystali regularnie łowcy nagród, poszukujący dłużników. Śledzący mogli obserwować pozycję celów na mapie w czasie rzeczywistym – namierzenie mogło kosztować nawet 1000 dolarów.

Czujecie się inwigilowani?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: Mobile