20.11.2018 12:01

Unia chce iść na wojnę z Apple w sprawie ładowarek

Pamiętacie czasy, gdy do każdego telefonu trzeba było oddzielnej ładowarki? Dzięki Komisji Europejskiej producenci postanowili je ujednolicić z własnej woli, zanim KE postanowi ustanowić zmuszającej do tego przepisy. Wyłamało się tylko Apple – dni drogich ładowarek i kabli do iPhone’ów mogą być jednak policzone.

kable do ładowania
foto: Algr, CC BY-SA 3.0

Porozumienie w sprawie ujednolicenia ładowarek na europejskim rynku weszło w życie w 2011 roku – zdecydowana większość producentów zgodziła się używać złącza micro-USB (ostatnim czasy zastępowanego przez USB-C), dzięki czemu ładowarki i kable mogły służyć do uzupełniania energii w wielu różnych urządzeniach.

Przyczyną, dla której Komisja Europejska nalegała na takie rozwiązanie, nie była tylko wygoda użytkowników (chociaż znajdowała się ona wysoko na liście) – nacisk na producentów był wywierany z powodu troski o ochronę środowiska.

Z danych UE wynika, że mieszkańcy Wspólnoty produkują rocznie 51 000 ton elektrośmieci rocznie. Dużą część stanowią stare ładowarki – teraz mogą one być po prostu zastąpione przez inne urządzenia w domu, kiedyś wymagałoby to zakupienia nowego sprzętu.

Apple nie chce uniwersalnych ładowarek

Sielankowy obraz porozumienia ponad podziałami psuje Apple – amerykańska korporacja znana jest z zamiłowania do zamykania użytkowników w swoich własnych systemach. Jeśli więc chce się naładować iPhone’a, trzeba posiadać autoryzowaną przez producenta ładowarkę oraz odpowiedni kabel Lightning – w obu urządzeniach umieszczane są nawet specjalne chipy, tak by mogły być rozpoznane przez telefon. W przypadku ich braku iPhone po prostu nie zacznie się ładować.

Dzięki takim praktykom Apple może zarabiać krocie na akcesoriach – ładowarki i kable są kilka razy droższe, niż w przypadku konkurencji stosujących się do zapisów porozumienia o uniwersalności złącza ładowania.

Od czasu pierwotnego porozumienia producentów w sprawie ujednolicenia ładowarek na rynku europejskim powstały jeszcze trzy kolejne jej wersje – ostatnia datowana jest na marzec 2018. Konsekwentnie z daleka od umowy trzyma się Apple, co zaczyna irytować przedstawicieli Komisji Europejskiej.

Niezadowolenie wyraża wprost komisarz UE ds. rynku wewnętrznego, przemysłu, przedsiębiorczości i MŚP Elżbieta Bieńkowska.

"

W 2009 roku porozumieliśmy się z przedstawicielami przemysłu ws. ujednolicenia standardu ładowarek do telefonów komórkowych w Europie. W tym roku podjęliśmy kolejną próbę i chcieliśmy, aby największe firmy na rynku znów same dobrowolnie zaproponowały wspólne wymogi. Takie podejście, o ile firmy wykażą się chęcią zawarcia ambitnego porozumienia, daje możliwość elastycznego rozwoju nowych technologii. Niestety dotychczasowe propozycje przedstawione przez przemysł są dla nas niesatysfakcjonujące, a wręcz niektóre z nich okazały się krokiem wstecz. "

Dobrowolne porozumienia producentów były zawiązywane, żeby powstrzymać UE od odgórnego wprowadzenia przepisów wyznaczających dozwolone standardy ładowania – brak współpracy czołowego producenta smartfonów sprawia, że coraz częściej mówi się o sięgnięcie przez KE do przyznanych jej uprawnień i wydania odpowiednich przepisów.

Komisja może w każdej chwili przyjąć akt delegowany nakazujący oferowanie w UE tylko sprzętu elektronicznego, który jest kompatybilny z uniwersalną ładowarką. Przepisy mogą wejść w życie bez potrzeby akceptowania ich przez inne unijne instytucje, takich jak Parlament Europejski czy Rada Europejska.

Producenci, w tym Apple, mieliby wtedy wybór – albo dostosować swoje urządzenia do wymogów UE, albo zrezygnować z oferowania ich na europejskim rynku.

Czy Apple powinno stosować uniwersalną ładowarkę?

Michał Tomaszkiewicz
Tagi: Mobile